Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Dlaczego Franciszek nie angażował się w uwolnienie Asii Bibi? Wyjaśnia współautorka autobiografii Pakistanki

ASIA BIBI
François Thomas
Asia Bibi and Anne-Isabelle Tollet.
Udostępnij

Benedykt XVI publicznie odnosił się do sprawy Asii, ale Franciszek milczał. Dziennikarka, która przez 10 lat walczyła o uwolnienie Pakistanki, opowiada w wywiadzie, dlaczego tak było.

Oskarżenie przez radykalnych muzułmanów o bluźnierstwo nie dotyczy tylko osoby, która została skazana, ale także wszystkich tych, którzy stanęli w jej obronie. Gdy ukazała się autobiografia Asii Bibi „Nareszcie wolna”, mój Twitter wręcz rozgrzał się do czerwoności od gróźb – mówi dziennikarka Anne-Isabelle Tollete, która przez wiele lat walczyła o uwolnienie Asii Bibi.   

Krzysztof Gędłek: Nie bałaś się walczyć o Asię Bibi?

Anne-Isabelle Tollete: Bałam się. Musiałam w pewnym momencie opuścić Pakistan.

Oprócz ciebie na froncie było jeszcze dwóch prominentnych polityków pakistańskich, w tym minister ds. dyskryminacji. Obaj zginęli.

Dlatego wyjechałam. Ale nie zostawiłam Asii. Obiecałam jej, że będę walczyć nadal. I nie odpuściłam.

Czy zastanawiałaś się nad tym, dlaczego to wszystko robisz?

Chciałam zmierzyć się z religijnym ekstremizmem w Pakistanie, stanąć oko w oko z radykałami. Im bardziej się angażowałam, tym bardziej czułam, że postępuję właściwie.

Motywowali mnie ci, którzy cierpieli z powodu pakistańskiego prawa o bluźnierstwie. A jest tych osób wiele. Ofiarami nie są tylko chrześcijanie, ale także muzułmanie.

To była sprawa życia i śmierci. Świat musiał poznać, jak wygląda życie w kraju, w którym obowiązuje radykalne prawo, skazujące na śmierć z powodu oskarżenia o bluźnierstwo. Często zresztą oskarżenia niesprawiedliwego.

Grozili ci?

Grozili. Także wtedy, kiedy byłam już w Paryżu. A przecież byłam w Europie, teoretycznie daleko od tego wszystkiego.

Chcieli zamknąć ci usta.

Oskarżenie przez muzułmanów o bluźnierstwo nie dotyczy tylko osoby, która została skazana, ale także wszystkich tych, którzy stanęli w jej obronie. Oni też muszą ponieść konsekwencje. Gdy opublikowałam książkę „Bluźnierstwo”, w której po raz pierwszy oddałam głos Asii, otrzymałam wiele pogróżek.

Gdy z kolei ukazała się autobiografia Asii „Nareszcie wolna”, to – pomimo, że nad książką pracowałyśmy, gdy Asia była już na wolności – mój Twitter wręcz rozgrzewał się do czerwoności od gróźb. Ale nie można temu ulegać.

Walka o wolność Asii trwała blisko 10 lat. Czy był taki moment, kiedy pomyślałaś, że to po prostu nie ma sensu, że to już koniec, że poniosłaś porażkę?

Był jeden taki moment, kiedy zabito gubernatora Salmana Taseera, jednego z przyjaciół Asii, który jawnie stawał w jej obronie. Później skatowano jego syna. To, co zrobiono jemu i jego bliskim było przerażające. Do dzisiaj mam dreszcze, gdy o tym myślę.

Ale nie poddałaś się.

Miałam przed oczami jeden cel: skłonić Sąd Najwyższy, by raz jeszcze rozpatrzył sprawę Asii Bibi. Dostrzegałam w tym ostatnią szansę. Jeśli sprawa stanie na wokandzie, myślałam, jest nadzieja, walczymy dalej. Udało się.

Obraz więzienia opisany przez Asię w autobiografii „Nareszcie wolna” jest naprawdę przerażający. Niby wszyscy wiemy, że więzienie w takich krajach to nie jest cela z telewizorem, ale kiedy czytamy opowieść Asii, to włos jeży się na głowie. Tortury psychiczne i fizyczne, totalna dehumanizacja.

W ujawnieniu tego wszystkiego przyświecało mi to, co jest przecież solą dziennikarstwa. Nie mogłam odwrócić się od tej rodziny, która przeżywała prawdziwy koszmar. Chciałam rzucić światło na tę sprawę, pokazać światu, co dzieje się z Asią Bibi.

A nie pomyślałaś, że cała ta walka mogła skończyć się w kilka minut? Wystarczyło, że Asia zdecydowałaby się przejść na islam. Z pozoru to tylko kilka słów.

Nawet nie przyszło mi do głowy, żeby coś takiego proponować Asii. Wolność sumienia to fundament naszej cywilizacji i uważam, że każdy ma prawo do wyznawania swojej religii. To trzeba uszanować.

W swojej autobiografii Asia opisuje swoje relacje z papieżami: najpierw Benedyktem XVI a później papieżem Franciszkiem. Benedykt XVI publicznie odnosił się do sprawy Asii, ale Franciszek milczał. W powszechnym odbiorze nie było to dobrze widziane. Asia wyjaśnia przyczyny tego milczenia. To efekt twoich działań. Dlaczego zależało ci na tym, żeby papież nie zabierał głosu w tej sprawie?

Nie wiem, czy to efekt moich działań. Oczywiście pisałam w tej sprawie do papieża i otrzymałam odpowiedź od ks. Antonio Camillieriego, podsekretarza do spraw relacji z państwami. Stwierdził on, że papież wziął pod uwagę moją prośbę, by – jeśli to możliwe – publicznie nie zabierał głosu w sprawie Asii. Ale wpływ na tę decyzję mogli mieć także papiescy doradcy.

Jeśli chodzi o moje motywacje, przez te wszystkie lata, która Asia spędziła w więzieniu miałam jeden cel: uwolnić Asię Bibi.

Obawiałam się przez cały ten czas, by publiczne naciski ze strony Kościoła nie wywołały w Pakistanie wrażenia, że faktycznie mamy do czynienia z konfliktem na tle religijnym. Przyjęłam strategię działania w oparciu o walkę o prawa człowieka, o elementarną sprawiedliwość.

Ale to był konflikt religijny. Asia została skazana z powodu rzekomego bluźnierstwa. I to skazana na śmierć.

Nie mam zamiaru z tym dyskutować. Ale przyjęłam taką strategię działania, która nie powodowała nasilenia antagonizmów między muzułmanami a chrześcijanami.

Stanowisko papieża w tej sprawie mogłoby negatywnie wpłynąć na postawę radykalnych muzułmanów. Z tego powodu walka o Asię toczyła się na gruncie politycznym. Mobilizowałam prasę, polityków, instytucje międzynarodowe czy organizacje pozarządowe.

Interwencja papieża mogła w tym kontekście przynieść skutek odwrotny od zamierzonego. Stąpaliśmy po bardzo kruchym lodzie, dlatego trzeba było unikać działań, które mogły skutkować konfliktem religijnym w Pakistanie.

Kiedy usłyszałaś, że Asia jest wolna, to jaka był twoja pierwsza myśl?

Ogarnęły mnie dwie silne emocje: ogromna ulga i szalona radość!

A kiedy zobaczyłaś Asię pierwszy raz na wolności?

10 lat walczyłam o nią i wyobraź sobie, że przez cały ten czas mogłam zobaczyć ją jedynie na zdjęciach. Dopiero po jej uwolnieniu mogła się z nią spotkać. Na początku byłam trochę spięta. Miałam zobaczyć kobietę, która przez tyle lat, właściwie każdego dnia towarzyszyła mi na różne sposoby. Właściwie stała się częścią moje życia. Nieustannie o niej myślałam, poświęciłam jej wiele czasu.

Kiedy zobaczyłam ją w domu, w otoczeniu bliskich, nie mogłam powstrzymać łez. To było niesamowite. Ona jest wolna, ona jest szczęśliwa. Dotychczas myślałam o tym w kategorii jakiegoś odległego celu. Teraz widziałam ją na wolności. Mogłam ją wreszcie dotknąć i przytulić.

NARESZCIE WOLNA, ASIA BIBI
Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail