Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Przyjaźń między kobietą a mężczyzną – tak czy nie?

PRZYJAŹŃ
Jacob Lund | Shutterstock
Udostępnij

Słyszę czasem, jak kobieta określa jakiegoś mężczyznę „mój przyjaciel”, albo jak mężczyzna mówi o kobiecie „moja przyjaciółka”. Gdy w większym gronie dyskutujemy o tym, czy istnieje przyjaźń damsko-męska, zdania są podzielone. Jedni mówią, że tak, inni, że absolutnie to niemożliwe. Zainspirowana rozmową z jedną z moich koleżanek na ten temat, sama zaczęłam się nad tym zastanawiać i zebrałam kilka wniosków z tej refleksji.

To nawet konieczne!

Tak sobie myślę o swoim związku małżeńskim… Nawet nie wiem, kiedy mój mąż (jeszcze jako chłopak) stał mi się na tyle bliski, że zaczęłam mówić mu rzeczy, których nigdy nikomu nie mówiłam. Moje osobiste doświadczenia, przeżycia, emocje…

Od pierwszych randek do głębszej relacji musi upłynąć trochę czasu, ale jest taki moment, kiedy tematy stają się coraz bardziej „intymne” i bardzo osobiste. Nie każdy jednak, z różnych przyczyn, wchodzi w tę fazę ze szczerością, czasem w obawie przed utratą ukochanej osoby, czasem z powodu wcześniejszego odrzucenia czy nadszarpniętego zaufania w innych relacjach.

Ale gdybym miała mówić tylko o tym, że ta relacja przyjacielska jednak się wywiązuje pomiędzy narzeczonymi czy małżonkami, to powiedziałabym, że to warunek konieczny zdrowego funkcjonowania związku.

 

Najlepszy przyjaciel

Co to tak naprawdę oznacza i czy to w ogóle możliwe?

Osobiście uważam, że bycie w związku małżeńskim, bycie z chłopakiem/dziewczyną czy narzeczonym to rezerwowanie specjalnej i wyjątkowej sfery swojego życia dla ukochanej osoby.

Wiele lat temu, jeszcze przed małżeństwem, weszłam w przyjacielską relację z chłopakiem. On był sam, ja też wtedy z nikim się nie spotykałam. Jak to wyglądało? Spędzaliśmy ze sobą dużo czasu, wspólne wypady rowerowe, odwiedzanie się, coraz głębsze rozmowy, zwierzanie się sobie…

Tak naprawdę podejrzewano nas o to, że jesteśmy parą. Bo w końcu gdzie się nie pojawialiśmy, to właśnie razem. Lubiliśmy spędzać ze sobą czas, szukaliśmy kontaktu ze sobą, dzwoniliśmy do siebie. W końcu pewnego dnia on do mnie przyjechał i zaczął mi opowiadać, że spodobała mu się pewna dziewczyna, oczekiwał ode mnie rady. We mnie coś wtedy uderzyło. Oczywiście nie dawałam po sobie poznać, wchodziłam w rozmowę jak zawsze.

Kiedy pojechał, było mi przykro, bo odkryłam, że ta relacja jest dla mnie czymś więcej niż tylko przyjaźnią, że jestem zazdrosna, że w głębi serca coś zaczynało się dziać… Chcąc być fair wobec niego, powiedziałam mu to i jednocześnie zapewniłam, że kibicuję mu w relacji z poznaną niedawno dziewczyną.

To doświadczenie i wiele podobnych, które dotyczy bliskich mi osób pokazało mi, że prędzej czy później z głębszej relacji damsko-męskiej zaczyna się rodzić coś więcej. Jednej z osób zaczyna zależeć bardziej, ewentualnie obojgu. I dobrze, jeśli oboje nie są w związku małżeńskim, ale co, jeśli są?

 

Balansowanie na krawędzi

Myślę, że wchodzenie w przyjacielską relację z mężczyzną czy w przypadku mężczyzn z kobietą, kiedy jest się w związku małżeńskim to swego rodzaju balansowanie na krawędzi. Każdy, kto jest w małżeństwie wie, że bywają trudniejsze momenty czy nawet kryzysy. Kiedy zaczynam się zwierzać swojemu przyjacielowi, czuję się zrozumiana, wysłuchana. Kiedy zaczynam opowiadać mojej przyjaciółce, co dzieje się w relacji z moją żoną, ona próbuje mnie pocieszać.

Tym bardziej podczas trudności małżeńskich, zwierzanie się przyjacielowi płci przeciwnej staje się niebezpieczne. Jeśli dopuszczamy kogoś do siebie bliżej niż inne osoby, dzielimy się swoimi osobistymi sprawami, musimy liczyć się z tym, że może pojawić się pokusa.

Pokusa myślenia „gdyby mój mąż był taki, jak mój przyjaciel”, „moja przyjaciółka jest taka wyrozumiała, docenia mnie, nie tak jak moja żona”… Wniosek nasuwa się sam, to krótka droga do tego, żeby jeszcze bardziej odsunąć się od swojego małżonka i być może wejść w jeszcze bliższą i bardziej intymną relację ze swoim przyjacielem.

Ja nie mówię tu o działaniu z premedytacją, przyjaciel zazwyczaj nie chce wykorzystać momentu kryzysu w małżeństwie, ale mówię o niezależnym czynniku – zauroczeniu czy zakochaniu. Oczywiście podchodząc bliżej pokusy, sami bardziej się na nią narażamy.

 

Zatem istnieje przyjaźń damsko-męska czy nie?

Na to pytanie każdy musi odpowiedzieć sobie sam.

Ja uważam, że przyjaźń jest konieczna w związku, czy to narzeczeńskim czy małżeńskim, ale uważam też, że przyjaźń z osobą przeciwnej płci w przypadku bycia w relacji małżeńskiej prędzej przy później może doprowadzić do wejścia w bardziej intymną relację z tą osobą.

Poza tym staram się sobie wyobrazić, ile zamieszania wprowadza trzecia osoba w związku. Szczerze powiedziawszy, ja byłabym niespokojna, gdybym wiedziała, że mój mąż regularnie spotyka się ze swoją przyjaciółką, zwierza jej się, dzwonią do siebie, spędzają czas… Nie dlatego, że mu nie ufam, ale dlatego, że zdaję sobie sprawę, że wszyscy jesteśmy tylko ludźmi i nie jestem w stanie powiedzieć, czy ja sama, wchodząc w relację bliskości przyjacielskiej z innym mężczyzną niż mój mąż, nie zauroczyłabym się. Wolę się o tym nie przekonać, dlatego (bez skrajności oczywiście) ostrożnie podchodzę do relacji z innymi mężczyznami.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail