Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Dziecko przeżyło aborcję w 25. tygodniu. Zmarło po godzinie

USG
Aziz Karimov | Shutterstock
Udostępnij

Kiedy Sofia Khan usłyszała, że jej nienarodzone dziecko ma rozszczep kręgosłupa, uznała, że najlepszym wyjściem z sytuacji będzie aborcja. Nigdy jednak nie przypuszczała, że dziecko urodzi się żywe…

W Wielkiej Brytanii aborcja na żądanie jest dozwolona do 24. tygodnia, w przypadku choroby dziecka także później. Sofia była już w 25. tygodniu ciąży, a przy obecnym poziomie rozwoju medycyny wcześniaki urodzone na tym etapie mają spore szanse na przeżycie.

 

Rozszczep kręgosłupa i późna aborcja

Sofia i Shekeel mają już dwuletniego synka i wiadomość o drugiej ciąży przyjęli bardzo pozytywnie. W piątym miesiącu, podczas rutynowego badania, okazało się, że ich synek cierpi na rozszczep kręgosłupa, co w tym przypadku, według lekarzy, mogło okazać się wadą letalną. Przez jakiś czas szukali innego rozwiązania, ale ostatecznie uwierzyli, że w ten sposób będą mogli oszczędzić sobie i jemu cierpienia.

Do ostatniej chwili Sofia miała jednak wątpliwości i dopadało ją poczucie winy. Personal szpitala, mimo to, nie przestawał jej zapewniać, że wszystko będzie dobrze i aborcja pójdzie zgodnie z planem.

 

Dziecko się poruszyło

Dostała zastrzyk w brzuch, który miał zatrzymać bicie serca jej dziecka i doprowadzić do jego śmierci. Lekarze dwukrotnie wykonali jeszcze USG i potwierdzili, że chłopiec jest już martwy. Sofia w towarzystwie męża i szwagierki została przetransportowana do szpitala, w którym czekała na wywołanie porodu.

Tam jednak poczuła, że jej dziecko nadal się rusza. Powiedziała o tym pielęgniarce, ale ta uznała, że to absolutnie niemożliwe i odmówiła wykonania kolejnego USG.

Dziesięć godzin później urodziła swojego synka. Zarówna ona, jak i personel szpitala byli w szoku, kiedy usłyszeli jego płacz.

 

„Chciał, żebym zobaczyła jego twarz”

„Myślałam, że wariuję. Myślałam, że wydaje mi się tylko, że moje dziecko płacze, bo tak bardzo chcę, żeby było żywe” – mówi Sofia w rozmowie z „The Sun”. Położna nie wiedziała, co robić, przerażona biegła z dzieckiem przez korytarz. Kiedy wróciła, spytała Sofii, co teraz planuje. „Nie wiedziałam, o co im chodzi. Przytuliłam synka i powiedziałam mu, że bardzo go kocham” – wspomina kobieta.

Chłopczyk zmarł po godzinie i nie otrzymał żadnej specjalistycznej pomocy. Szpital przeprosił i przekazał wyrazy współczucia rodzinie, ale zapewnił, że cała procedura została przeprowadzona poprawnie.

„Nie sądzę, żeby kiedykolwiek to mnie opuściło. Codziennie myślę o moim małym chłopcu” – mówi Sofia. – On chciał, żebym zobaczyła jego twarz” – dodaje.

Mam nadzieję, że w przyszłości położne będą słuchały matek. Instynkt matki ma wielką moc.

Źródło: The Sun

 

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail