Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

„Dzieci umierały w toalecie i pomieszczeniach gospodarczych”. Była pielęgniarka wspomina aborcje

ABORCJA
Kishivan | Shutterstock
Udostępnij

Jill Stanek to amerykańska działaczka pro-life. Kilka lat temu była pielęgniarką w szpitalu w Illinois i asystowała przy aborcjach. Na własne oczy widziała, jak dzieci, które przeżywały aborcje, pozostawione były bez opieki, oczekując na śmierć w brudnych pomieszczeniach gospodarczych. Podczas konferencji ujawnia ciemne strony swojego zawodu i nagłaśnia problem żywych urodzeń po aborcji.

Dziecko po aborcji skonało na jej rękach

Jill Stanek była pielęgniarką w Christ Hospital w Oak Lawn w stanie Illinois. Personel medyczny dokonywał tam aborcji w drugim, a nawet trzecim trymestrze ciąży. W placówce stosowano również aborcję porodową już żywych dzieci.

Pewnej nocy koleżanka Jill, pielęgniarka, przewoziła na wózku dziecko, które zostało abortowane, ponieważ miało zespół Downa. Noworodka chciano umieścić w zabrudzonej toalecie szpitalnej, by tam skonało. Stanek nie mogła znieść myśli, że dziecko umiera samotnie, pozostawione w okropnym cierpieniu same sobie. Kołysała więc maleństwo około 45 minut.

Dziecko miało 21, może 22 tygodnie i ważyło około 220 gramów. Było mniej więcej wielkości jej dłoni. Chłopczyk był zbyt słaby, by samodzielnie oddychać i poruszać się.

– Pod koniec był tak cichy, że nie mogłam stwierdzić, czy żyje, chyba że podnosiłam go do światła, by zobaczyć, czy jego małe serce nadal podbija ścianę klatki piersiowej. Kiedy skonał, złożyłam jego małe rączki na klatce piersiowej, owinęłam go w maleńki całun i zaniosłam do szpitalnej kostnicy, gdzie zbieraliśmy wszystkich naszych małych pacjentów – mówiła podczas debaty nad ustawą nakazującą ratowanie dzieci urodzonych żywo po aborcji w amerykańskim kongresie.

 

Doświadczenie, które zmieniło jej dotychczasowe życie

Po tym co zobaczyła, zrezygnowała z pracy w szpitalu. Nie chciała brać udziału nigdy więcej w podobnym procederze. Od swoich koleżanek dowiedziała się, że niektóre dzieci umierały pozostawione w pomieszczeniu gospodarczym nawet 8 godzin. Nikt się nimi nie interesował. Zaglądano tam, by sprawdzić, czy już umarły.

Dzieci nie otrzymywały nawet zainteresowania od swoich rodziców. Pozostawiali oni ich los pielęgniarce. Jeśli któraś miała czas, to dziecko trzymała w ramionach do czasu zgonu, a jeśli nie, pozostawiała je w toalecie lub też w innym miejscu, do którego nikt nie zaglądał.

 

Dzieci umierały w toalecie lub pomieszczeniu gospodarczym

– Czasami dzieci przeżywały aborcje, ale nawet jeśli ją przeżyły, to pozwolono im umierać bez jakiejkolwiek interwencji medycznej – tłumaczy Stanek w jednym z wywiadów. Jill starała się nakłonić administrację szpitala, by zaprzestano takich praktyk. Napisała również list. Lekarze i dyrekcja odpowiedzieli, że nie przestaną tego robić.

Kobieta zeznawała nawet przed komisją konstytucyjną wymiaru sprawiedliwości oraz przed kilkoma stanowymi organami wykonawczymi. Argumenty oraz osobiste doświadczenia spowodowały, że nie chciała mieć z tą placówką już nic wspólnego.

 

„Czy ono już umarło?”

W jednym z wywiadów dla amerykańskiej telewizji przytoczyła kilka innych historii opowiedzianych jej przez koleżankę Alison Baker, również pielęgniarkę zatrudnioną w Christ Hospital. Kobieta musiała opiekować się pacjentką, która urodziła żywe dziecko. Ta kazała jednak umieścić je w pomieszczeniu gospodarczym, oświadczając, że nie chce mieć ze swoją córką nic wspólnego. Gdy Alison weszła ponownie do pokoju kobiety, ta zapytała jedynie: „Czy ono już umarło?”. Niektóre dzieci specjalnie się dobijało, byle szybciej umarły.

Jill obecnie jest bardzo zaangażowana w działalność pro-life. Występuje na wielu konferencjach, gdzie niejednokrotnie powtarza, że „aborcja to rak, który zabija nasze dzieci i nasze sumienia”.

Warto wspomnieć, że w aż 16 stanach Ameryki nie zapewnia się żadnej opieki dzieciom, które przeżyły aborcję. Stanek podkreśla, że bez względu na wiek i stan zdrowia dziecka każde życie jest cenne, czy znajduje się jeszcze w łonie matki, czy też poza nim. – Dziecko jest cenne i wyjątkowe – stworzone na obraz Boży, od momentu poczęcia – mówi z przekonaniem Jill.

Źródła: lifesitenews.com; clmagazine.org; jillstanek.com

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail