Aleteia

Kilka powodów, aby JUŻ DZIŚ iść do świątecznej spowiedzi. Wśród nich jeden „koronny”

KONFESJONAŁ
Beata Zawrzel/REPORTER
Udostępnij

Naprawdę rozsądniej byłoby pójść do spowiedzi już dzisiaj. Nie chodzi o straszenie się na zapas czy wzbudzanie paniki, ale o przezorność i odpowiedzialność – za siebie samych, za swoje życie duchowe i za siebie nawzajem.

Przykazania kościelne w ich aktualnym brzmieniu zobowiązują nas do odbycia spowiedzi przynajmniej raz w roku oraz do przyjęcia Komunii Świętej również przynajmniej raz w roku, przy czym w przypadku Komunii precyzują, iż powinno to mieć miejsce w okresie wielkanocnym. Logiczny związek sakramentu pokuty i pojednania z przyjmowaniem Komunii podkreśla 1389 punkt Katechizmu Kościoła Katolickiego, w którym czytamy, iż „Kościół zobowiązuje wiernych do uczestniczenia w niedziele i święta… w Boskiej liturgii i do przyjmowania Eucharystii przynajmniej raz w roku, jeśli to jest możliwe w Okresie Wielkanocnym, po przygotowaniu się przez sakrament pojednania”.

 

„Do świąt zdążę nagrzeszyć”

Sama intuicja podpowiada zresztą wielu wierzącym, że przed świętami wielkanocnymi należy iść do spowiedzi, aby w ten sposób oczyścić i przygotować swoje serce do godnego i owocnego przeżycia Paschy. Tak się jednak jakoś dziwnie składa, że często zwlekamy z wielkopostną spowiedzią aż do Wielkiego Tygodnia. Powody są oczywiście różne. Najczęściej zrzucamy winę na brak czasu spowodowany nadmiarem obowiązków. Niektórzy myślą sobie, że jeśli „za wcześnie” pójdą do spowiedzi, to do świąt zdążą jeszcze nagrzeszyć, więc i tak będą musieli iść jeszcze raz. Koniec końców co roku efekt jest ten sam: przerażająco długie kolejki do konfesjonałów w Wielkim Tygodniu, przemęczeni i zdawkowi spowiednicy, zdenerwowani długim oczekiwaniem i nerwowo spoglądający na zegarki penitenci w kolejkach, absolutny brak czasu na jakąś głębszą rozmowę duchową przy okazji spowiedzi, „stukanie” w deski konfesjonałów w tempie przywodzącym na myśl zagajnik opanowany przez stadko nadpobudliwych dzięciołów.

 

Akcja „Miej Boga w sercu”

Zdecydowanie lepiej (dla wszystkich) byłoby odbywać spowiedź przygotowującą do świąt z odpowiednim wyprzedzeniem. Co roku od pierwszej niedzieli Wielkiego Postu pół żartem, pół serio nakłaniam moich parafian do wzięcia udziału w akcji „Miej Boga w sercu”, polegającej na wcześniejszym niż w Wielkim Tygodniu zaplanowaniu i odbyciu spowiedzi. „Miej Boga w sercu”, czyli wyspowiadaj się już dziś i przyjmuj Chrystusa w Komunii, nie czekając na święta (Komunia raz do roku to naprawdę minimum minimorum!). Ale także „miej Boga w sercu” i pomniejsz wielkotygodniową kolejkę do spowiedzi o swoją osobę, zostawiając miejsce dla tych, którzy rzeczywiście wcześniej nie dadzą rady, bo dopiero wyjdą ze szpitala, wrócą z Zimbabwe, albo po latach tułaczki à la Syn Marnotrawny akurat w tym momencie usłyszą w sercu wezwanie do pojednania się Bogiem i Jego Kościołem.

 

„Koronny” powód, by nie zwlekać

W tym roku mamy jeszcze jeden powód, by naprawdę zatroszczyć się o spowiedź wielkanocną wcześniej niż później. Przy najstaranniej przedsięwziętych (i przestrzeganych) środkach ostrożności nikt nie jest nam stanie zagwarantować, że nie powtórzy się u nas sytuacja, którą obecnie przeżywają Włosi. A gdyby miała się powtórzyć, to może się okazać, że apogeum epidemii koronawirusa przypadnie w Polsce właśnie na sam okres świąteczny. A wówczas – w imię mądrej odpowiedzialności społecznej – trzeba będzie chcąc nie chcąc zamknąć kościoły (i sprawować liturgię Wielkiego Tygodnia i Wielkanocy za zamkniętymi drzwiami, bez możliwości uczestniczenia w niej wiernych i sprawowania dla nich sakramentów). Może więc naprawdę rozsądniej byłoby pójść do spowiedzi już dzisiaj, aby – gdyby miał się sprawdzić ten niewesoły scenariusz – móc przyjmować w święta Komunię duchową, oglądając na przykład transmisję nabożeństw w telewizji lub internecie? Nie chodzi o straszenie się na zapas czy wzbudzanie paniki, ale o przezorność i odpowiedzialność – za siebie samych, za siebie nawzajem i swoje życie duchowe.

MIEJ BOGA W SERCU