Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Marcin V. Papież, który dał Polsce prymasa

PAPIEŻ MARCIN V
Udostępnij

Źródła charakteryzują go jako człowieka nieposzlakowanego charakteru, zdecydowanego i inteligentnego, świetne znawcę prawa kanonicznego, także jeśli chodzi o jego zastosowanie.

Kiedy w 1414 r. zaczynał się sobór w Konstancji, w Kościele rzymskim było trzech papieży i każdy z nich uważał się za prawowiernego. Sytuacja taka trwała od ponad trzydziestu lat i była wynikiem politycznych przepychanek nie tylko między kardynałami, ale przede wszystkim między świeckimi władcami, którzy chcieli sobie podporządkować biskupa Rzymu. Ponadto w Kościele coraz mocniejsze były głosy, żeby na czele Kościoła stał sobór, a nie papież. Potrzebne były intensywne porządki.

 

Zamiana trzech na jednego

Legalnie wybrany Grzegorz XII abdykował, pozostałych dwóch panów odsunięto (Jana XXIII i Benedykta XIII). Rozpoczęło się konklawe i po trzech dniach obrad, o dziwo – jednomyślnie, wybrano jednego z wysokich urzędników kurialnych, Oddone Colonnę (1368–1431), na kolejnego papieża. Źródła charakteryzują go jako człowieka nieposzlakowanego charakteru, zdecydowanego i inteligentnego, świetne znawcę prawa kanonicznego, także jeśli chodzi o jego zastosowanie.

Decyzja zapadła w święto św. Marcina z Tours, więc elekt przyjął jego imię. Teraz jeszcze tylko potrzebował wyświęcenia, gdyż był zaledwie subdiakonem. Przez kolejne dni przyjmował kolejne stopnie święceń, aż po biskupie, i ostatecznie nałożył potrójną koronę.

Odsunięci od władzy antypapieże oczywiście nie potrafili się z tym pogodzić, jednak Kościół był już tak zmęczony przepychankami, że zyskali niewielkie poparcie i wkrótce zniknęli w otchłani historii. Bardzo istotne było też to, że Marcin V od razu podpisał konkordaty z najbardziej liczącymi się królami (francuskim, niemieckim, angielskim i hiszpańskim), więc jego przeciwnicy nie mogli liczyć na wsparcie ze strony świeckiej władzy.

Na tym soborze także Marcin V, dzięki staraniom abp. Mikołaja Trąby, uczynił tego ostatniego prymasem Polski. Powiązał także ten tytuł na stałe z arcybiskupstwem gnieźnieńskim, co zresztą było wielkim sukcesem polskiego hierarchy.

 

Wielkie porządki

Bycie papieżem w tamtym czasie nie oznaczało łatwego życia. Po całych dekadach walk o Rzym, a wcześniej nieobecności w Wiecznym Mieście jego biskupa i władcy, było ono w opłakanym stanie – zostało tam niewielu mieszkańców a i oni byli na granicy głodu. Tak samo zresztą de facto nie istniała kuria rzymska, a bez niej Marcin V nie był w stanie zarządzać Kościołem.

Jego podróż po zamknięciu soboru w Konstancji do stolicy trwała zdecydowanie dłużej, niż musiała. Najpierw postanowił oczyścić sobie przedpole polityczne – będąc w drodze, porozumiał się ze świeckimi władcami trzymającymi w garści Państwo Kościelne: Joanną z Neapolu i kondotierem Bracco di Monte. Wynegocjował od nich wolność dla Miasta i usunięcie się z większości okupowanego terenu. Kiedy wreszcie wjechał do Rzymu, zaczął od naprawy akweduktów, by zapewnić mieszkańcom czystą wodę.

Remontów wymagały też kościoły i budynki użyteczności publicznej. Do ich odbudowy ściągnął budowniczych z Toskanii i tak zapoczątkował narodziny włoskiego renesansu. Miasto de facto prawie wzniesiono od nowa, dając fundamenty pod jego kształt, który znamy dzisiaj. Zlikwidowano też mury obronne pałaców możnych, które znajdowały się w obrębie miasta, za to odbudowano miejskie.

 

Kuria: reaktywacja

Potrzebne były do tego, i nie tylko do tego, urzędy. Marcin V nie wybrzydzał – jeśli ktoś był dobrym specjalistą, nie miało znaczenia to, czy wcześniej pracował dla legalnie wybranego papieża, czy raczej dla tego w Awinionie. Sam był świetnym prawnikiem, więc potrafił ocenić pracę urzędników. Jego staraniem kuria została odnowiona, choć i tak wkrótce znów potrzebowała reformy.

Mimo że próbowano papieża skłonić do przyjęcia poglądów koncyliarystów, mianowicie że sobór jest ważniejszy od biskupa Rzymu, Marcin V nigdy nie zgodził się z tą tezą. Bronił wyższości urzędu Piotrowego i robił to skutecznie, podobnie jak skutecznie lawirował między świeckimi królami. Niestety, równie skutecznie walczył z husytyzmem w Czechach, uważając poglądy spalonego w Konstancji ks. Jana Husa za heretyckie. Sprawa była o wiele bardziej złożona, jednak zza Alp jak widać niezbyt dobrze dało się to ocenić. Szczególnie że niemiecki cesarz dbał o negatywny PR tego ruchu społeczno-religijnego.

Pontyfikat Marcina V nie był zbyt długi, jednak udało mu się podnieść z ruin Państwo Kościelne i utrzymać jedność Kościoła. Zapoczątkowane przez niego zmiany, także te w kulturze i sztuce, ukształtowały całą kolejną epokę w historii.