Aleteia

Marlena Cichocka: finalistka programu MasterChef opowiada o przyjaźni z Bogiem, modlitwie, rodzinie i „boskiej kuchni”

MARLENA CICHOCKA
fot. archiwum prywatne
Udostępnij

„Bóg jest dla mnie wszystkim. Jest istotą mojego życia. Ojcem, który pomaga. Bardzo dużo rzeczy robię w życiu: jestem aktywna i Bóg mi w tym pomaga. Można działać z Bogiem, nie po trupach i biorąc pod uwagę drugiego człowieka”.

Kliknij tutaj, by przejrzeć galerię

Marlena Cichocka – finalistka VIII edycji programu MasterChef. Mama Jasia i żona Jakuba. Z wykształcenia jest magistrem inżynierem produkcji. Jednak jej serce należy do garów, a przede wszystkim do Boga.

Katarzyna Kamińska: W programie odważnie mówiłaś o Bogu! Zwracałaś się do niego w bardzo naturalny sposób.

Marlena Cichocka: Dziwi mnie trochę to, że osoba, która występuje w telewizji, mówiąc o Bogu, wywołuje tak duże zainteresowanie. Wiara to temat, którego ludzie się wstydzą?!

Ty nie…

Od dziecka moja rodzina opierała się na wierze w Boga. Dla mnie to jest naturalne. Być może w dużych miastach nie mówi się o Nim tak otwarcie. W moich okolicach i otoczeniu to normalne, że rozmawiamy o Bogu i Kościele.

Nie bałaś się hejtu po programie?

Nie dostałam żadnego negatywnego komentarza związanego z moją wiarą. Same pozytywne wiadomości – od osób, które były zdziwione otwartością w tym temacie. Pisały, że jestem świadectwem dla nich, że nie warto się wstydzić Boga.

Zobaczcie zdjęcia Marleny Cichockiej:

Pamiętam, jak miałaś gorszy dzień w programie, płakałaś i zerkałaś w górę, prosząc o pomoc…

Były momenty w programie, które mogę nazwać cudem z nieba. Po prostu wtedy czułam obecność Boga. Zresztą od początku, kiedy postanowiłam wziąć udział w Masterchefie, to swój udział w nim zawierzyłam Panu Bogu. Powiedziałam sobie: jak dostaniesz się, to dobrze, jak nie, to widać taka jest wola Boga.

Przed finałem był największy stres, bo nie wiedziałam, co to będzie, jak wygram i jak połączę obowiązki z moją rodziną. Modliłam się wtedy: Panie Boże, jak wygram, to wezmę to na klatę i będę szczęśliwa, a jak nie, to też będę wdzięczna, przyjmując to tak, jakbym zwyciężyła. Czuję, że to, że nie wygrałam, jest Bożą intencją.

Hm… fajnie byłoby, gdybyś wygrała. Nie pojawiły się żadne pretensje do Siły Wyższej?

Jasne, że byłoby miło. Są chwile, gdy pojawiają się pretensje, ale nie dotyczą one błahostek. Wynika to z tego, że wiele w życiu przeżyłam ważnych i istotnych chwil związanych z życiem, rodziną i zdrowiem, więc zwycięstwo w programie nie było aż tak „ważne”.

Jesteś bardzo wrażliwą osobą i delikatną…

Ale mam twardy tyłek i staram się sobie radzić w życiu w trudnych sytuacjach. Jak się rozklejam, to właśnie wtedy zwracam się do Boga: daj mi siłę! Nie daj mi się przejmować błahostkami. Choć uważam, że moja emocjonalność jest jedną z moich największych słabości, ale z drugiej strony czy to źle, że przejmuję się też losem drugiego człowieka?

Bóg to też Kościół. Tam nie zawsze jest ciekawie…

Lubię chodzić do kościoła, tak często, jak tylko mogę. Na pewno raz w tygodniu. Staram się wybierać taki kościół i msze odprawiane przez księży, których uwielbiam słuchać. Oczywiście nie zawsze na nich trafiam i coś mnie czasem bulwersuje, ale wtedy staram się modlić za księży i Kościół jako wspólnotę.

Kim jest dla Ciebie Bóg ?  

Bóg jest dla mnie wszystkim. Jest istotą mojego życia. Ojcem, który pomaga. Pomaga w przeżywaniu różnych przygód, osiąganiu sukcesów. Jest trochę taki stereotyp, że wiara jest tylko dla osób siedzących w domu, a kościół jedynym miejscem, do którego wychodzą. To nieprawda!

Nie jest on zarezerwowany tylko dla nich. Bardzo dużo rzeczy robię w życiu: jestem aktywna i Bóg mi w tym pomaga. Można działać z Bogiem, nie po trupach i biorąc pod uwagę drugiego człowieka.

Bóg potrafi też być „okrutny”. Nie boisz się tego? Mówi się, że doświadcza tych, których najbardziej kocha…

Przeżyłam wiele trudnych chwil, nie ukrywam, że czasami miałam do Niego pretensje. Mam poczucie, że czasami nas doświadcza, ale jest w tym głębszy sens.

Jaki?

Dla mnie zawsze to doświadczenie niesie zawsze ze sobą coś większego. Dam taki przykład. Jakiś czas temu miałam poczucie, że oddaliłam się trochę od Boga. Wtedy również zaczęły się u mnie pewne problemy ze zdrowiem. Zaczęłam się modlić o zdrowie i zastanawiać, dlaczego tak mało na co dzień u mnie wdzięczności. Wdzięczności za rodzinę, życie, wiarę.

Coś daje i zabiera

Wydaje mi się, że On doświadcza mnie nie tylko, kiedy oddalam się od Niego, ale i swoich bliskich. Kiedy mam gorsze stosunki z mężem, rodziną lub mam pretensje do siebie. Wtedy pokazuje mi, że mam super życie i nie powinnam taka być.

Doceniłam bardziej to, co mam, staram się cieszyć nawet drobnym uśmiechem mojego synka. To drobnostki, ale bardzo ważne w życiu, to one decydują tak naprawdę o tym, czy czujemy się spełnieni i szczęśliwi. To wszystko przyszło do mnie w modlitwie.

Jak się modlisz?

Bardzo lubię rozmawiać z Bogiem jak ze swoim przyjacielem, ojcem. Uwielbiam też różaniec. Doświadczyłam kiedyś ogromnej pomocy ze strony Matki Bożej, dlatego wiem, że w różańcu jest ogromna siła i moc. Odmawiam też koronkę do Miłosierdzia Bożego, to są moje ulubione modlitwy.

Sama się modlisz?

Tak, ale też z synkiem codziennie wieczorem, a nawet z całą rodziną. Wspólna modlitwa może zrobić wiele dobrego. Najbardziej przywołuje Boga w różnych sytuacjach.

Kiedy Bóg pojawił się w twoim dorosłym życiu?

Bóg od zawsze jest w moim życiu. Jednak świadoma wiara przyszła później. Gdy byłam nastolatką, kłóciłam się często z tatą i kiedyś poszłam na nabożeństwo czerwcowe, myśląc, że może to pomoże. Od tego momentu wiara zaczęła się we mnie budować, zaczęła bardzo radować moje serce. Dosłownie zaczęłam się czuć silniejsza, nie tylko psychicznie, ale i fizycznie. Poczułam, że wiara dużo daje w życiu.

Zawahań nie było?

Jasne, że były. Raz byłam bliżej, raz dalej, ale zawsze wracałam. W czasie studiów mieszkałam w bursie katolickiej, gdzie mieliśmy niesamowitych przewodników duchowych. Spotkałam tam ludzi, dla których Bóg dużo znaczył i wspólnie budowaliśmy się w modlitwie. Właśnie ten czas studiów, pielgrzymki, wyjazdy wspólnotowe zbudowały mnie wewnętrznie i wiem, że Bóg jest dla mnie najważniejszy w życiu.

Twój mąż jest też wierzący?

Spotkałam go, mając 17 lat. Prawda jest też taka, że pierwszy raz spotkałam go w kościele (taki chichot losu). Wiara też była dla niego najważniejsza. Miałam to szczęście, że razem mogliśmy budować swoje życie. Spotkanie go pozwoliło mi się stać kobietą, żoną i spełniać się w moim powołaniu do życia w rodzinie.

Zresztą on też bardzo dbał o to, by nie być tylko moim chłopakiem. Nie radował mnie na co dzień jedynie materialnymi prezentami, ale dbał o moje życie duchowe. Czasami, jak nie chciało mi się wstać na roraty, to dzwonił do mnie o piątej rano i budził mnie przed zajęciami, żebym wstała i poszła na nie. Tak jest do dzisiaj u nas!

Czujesz czasem, że Bóg, wiara cię ograniczają?

Nie, nigdy, On mi pokazuje, którą drogą mam iść. Sukces nie zawsze równa się szczęście. Bardzo rzadko można postawić znak równości między tymi słowami. Apetyt rośnie w miarę jedzenia i tego bałam się najbardziej, i zresztą do dziś się boję.

Rozmawiam o tym często z mężem, że gdzieś się zagubimy w tym całym pędzie, dlatego raz w tygodniu rozmawiamy o swoich planach, by znaleźć też czas, by razem się umacniać i spędzać ze sobą czas.

Bóg często mi pokazuje, by nie przesadzać, nie żyć ze skrajności w skrajność. Sama gdy czuję, że przesadzam, to zaczynam się modlić, a wtedy mniej lub bardziej Bóg kieruje mną, pokazując mi, w co warto iść, a w co nie.

Wracając do kuchni. Jaka jest według ciebie boska kuchnia ;-)?

(śmiech!) To kuchnia, która raduje duszę i ciało. Każdy ma swoją własną boską kuchnię, bo każdy ma inne wspomnienia z dzieciństwa, które budują nasze kubki smakowe. Każdy co innego kocha w jedzeniu.

Dla mnie to zupa czernina, pieczenie, ciasta, drożdżówki. To kuchnia, którą możemy się dzielić z innymi. Uwielbiam piec i gotować dla rodziny, by móc się z nimi tą radością dzielić. Wtedy czuje, że najbardziej nam smakuje.

A jak ty to robisz, że tak pysznie gotujesz, a jesteś szczupła i piękna?

Dziękuję! Polecam dużo świeżych warzyw i owoców, dużo ryb, dobrej jakości mięsa. A tak serio, to z moim synkiem ciężko usiąść na 5 minut… Od 3 lat biegam za nim i to chyba mój sekret 🙂