Aleteia

Złość na dzieci w czasie kwarantanny

ZŁOŚĆ
juninatt | Shutterstock
Udostępnij

Większość rodziców, podobnie jak ja, uświadamia sobie jeszcze mocniej, że to na nich spoczywa zadanie chronienia rodziny i dobrostan dzieci – w tej chwili coraz bardziej sprowadzony do przeżycia. Każde wyjście po chleb wiąże się ze stresem, czy nie przyniesiemy do domu choroby.

Kilka dni temu Agnieszka Stein powiedziała coś, co we mnie bardzo zapadło: w 90 proc. sytuacji, gdy rodzice złoszczą się na dzieci, powodem tej złości nie są dzieci. Rodzice mogą być źli na innych dorosłych, na sytuację, na siebie. Podanie tej złości dzieciom jest zaś najłatwiej dostępnym sposobem zrobienia czegoś z tą złością. To wiedza, która może nam pomóc.

 

Bagaż lęku

W różnym tempie pozbywamy się złudzeń, że to beztroski czas nadrabiania zaległych rozmów, wysypiania się, seriali i planszówek. Że to tylko podarowane wakacje w środku roku i okazja do zwolnienia tempa. Wspaniale, gdy dostrzegamy plusy, bo to wielki zasób w sytuacjach kryzysowych. Jednocześnie jednak sytuacja, w jakiej znajduje się większość ludzi na świecie, nie jest ani normalna, ani przyjazna.

Większość rodziców, podobnie jak ja, uświadamia sobie jeszcze mocniej, że to na nich spoczywa zadanie chronienia rodziny i dobrostan dzieci – w tej chwili coraz bardziej sprowadzony do przeżycia. Każde wyjście po chleb wiąże się ze stresem, czy nie przyniesiemy do domu choroby. Nie wszyscy pracują online, część rodziców jest lekarzami, ratownikami medycznymi, sprzedawcami, motorniczymi – i wykonawcami innych zawodów, narażających na kontakt z wirusem. Inni są bezradni wobec strat, jakie poniosą ich niezdolne do działania i obciążone kosztami działalności gospodarcze. Bardziej niż na co dzień niesiemy bagaż lęku o nasz byt. I bezsilności, bo na wiele rzeczy właśnie tracimy wpływ.

Lęk i bezsilność mieszkają bardzo blisko złości. Zwierzęta, gdy czują zagrożenie, drapią i gryzą, wierząc, że to sposób na oddalenie niebezpieczeństwa. Nam, ludziom, łatwiej także jest czuć złość, która domaga się wyładowania przez jakąś „akcję”, słowo, czyn czy gest, niż odczuwać lęk lub bezradność, wobec których nie wiemy, co robić.

 

Potrzeba pomocy

Rodzice mogą odczuwać złość, gdy jednocześnie muszą pracować i odrabiać z dziećmi lekcje, bo to zbyt wiele zadań dla zbyt małej liczby dorosłych opiekunów. Agnieszka Stein nazwała jeszcze jedną ważną rzecz: rodzice się złoszczą, gdy potrzebują pomocy, a jest ona niedostępna i dlatego potrzeby dziecka wydają się czymś niemożliwym do zaspokojenia. Z powodu kwarantanny rodzice w większości stracili wsparcie osób trzecich, potrzebnego każdej rodzinie: kogoś rezerwowego do opieki nad dziećmi. Babci albo opiekunki. Szkoły. Miejsc, gdzie dzieci realizują swoje zainteresowania czy pasje sportowe. A nawet zwykłych placów zabaw, gdzie małe dzieci ogromnie potrzebują rozładować w naturalny sposób energię i cieszyć się swoją żywotnością.

Chciałabym na swoim ramieniu – i na ramionach innych rodziców – położyć dłoń i powiedzieć: „widzę, jak jest ci trudno. To naprawdę sytuacja, w jakiej jeszcze nie byliśmy i nie wiadomo, jak długo będziemy”. I jednocześnie wrażliwie spojrzeć na dzieci, mając świadomość, że to nie jest ich wina. Nie jest ich winą, że chcą skakać i że brakuje im przestrzeni. Nie jest ich winą, że nie rozumieją zadań z matematyki albo geografii i nie ma im kto ich wytłumaczyć. Nie jest ich winą, że przychodzą do nas i chcą z nami być, widząc nas w domu. Że nie rozumieją naszych dorosłych trosk i lęków. Nie umieją tego wszystkiego, bo są dziećmi i żaden wirus, choćby mutujący co sekundę, nie uczyni ich dorosłymi. Ani naszymi partnerami w rozumieniu i noszeniu obecnych ciężarów.

Tym, co rodzice mogą robić teraz dla siebie i dzieci, jest dostrzeganie swojej złości i pytanie siebie samych, o czym ona jest. Czego nam brakuje teraz. Czego się obawiamy. I rozmawianie o tym z samym sobą i innymi dorosłymi. Po to, byśmy do dzieci wychodzili z innego miejsca – nie przerzucania na nie własnego napięcia, ale opiekowania się nimi, bo bardzo tego teraz od nas potrzebują.

Warto też zadbać o swoje własne ładowanie akumulatorów. Umówić się między sobą, kto kiedy ma pół godziny czy godzinę tylko dla siebie. Szukać rzeczy, które nas karmią, odrywają myśli od stresu i wspierają. Jak napisała Daria Cerazy, psychoterapeutka: „to nie sprint – to maraton, więc zadbaj o siebie”.

Agnieszki Stein można posłuchać w jej „pogadance” z Sylwią Włodarską z 19.03., dostępnej fanpage’u „Agnieszka Stein” lub „Pani swojego szczęścia”.