Aleteia

O. Tomasz Grabowski OP: Wiara nie tylko w czasach zarazy

ZARAZA
Kuma Kum/Unsplash | CC0
Udostępnij

Rosnąca liczba osób zarażonych koronawirusem i kolejne śmiertelne przypadki choroby domagają się namysłu teologicznego. Proponuję potraktować sytuację jako źródło informacji o sobie samym i jakości wiary, którą się przeżywa.

Rosnąca liczba osób zarażonych SARS-CoV-2 i kolejne śmiertelne przypadki choroby domagają się namysłu teologicznego. Wśród katolików obserwujemy całe spektrum prób odczytania epidemii w kategoriach wiary. Proponuję przyjąć skromniejszą perspektywę: potraktować zaistniałą sytuację jako źródło informacji o sobie samym i jakości wiary, którą się przeżywa.

 

Pandemia koronawirusa. Dobry Bóg w świecie ukąszonym przez zło

Jestem przekonany, że szerząca się choroba odsłania szereg postaw, które ujawniają kondycję ludzkiego ducha, a ich analiza może być pomocna w uświadomieniu sobie stanu osobistej wiary. Dawno – dzięki Bogu – nie musieliśmy stawiać czoła sytuacjom zagrażającym społeczeństwu.

Ani powietrze (zaraza), ani wojna, ani pożoga czy głód nie dotknęły nas od lat. Wraz z rosnącym poczuciem bezpieczeństwa płowiał sens Suplikacji śpiewanej podczas procesji Bożego Ciała. Teraz koronawirus stawia każdego indywidualnie i całą wspólnotę wobec sytuacji granicznej. Dopiero dzięki temu rzeczy wtórne stają się naprawdę drugimi, a na jaw wychodzi to, co pierwszorzędne, to znaczy prawdziwe tworzywo ludzkiego serca.

Epidemia, zło fizyczne, poza sprowadzeniem cierpienia i śmierci, obnaża różne rodzaje słabości ludzkiego ducha. Przede wszystkim podważa wiarę w ojcostwo Wszechmogącego lub wszechmoc Ojca. Kościół naucza, że Bóg jest Wszechmogącym Ojcem. Wszechmoc i ojcostwo wzajemnie się tłumaczą i rozświetlają prawdę o Bogu Jedynym. Nic co przeczyłoby dobroci Ojca nie może znajdować się w Jego wszechmocy, nic co przeczyłoby potędze Boga nie może być przypisane Ojcu.

Dziś natrafiamy na trudność ufnego przyjęcia teologicznych sformułowań, ponieważ boleśnie uświadamiamy sobie, że dobry Bóg działa w świecie naznaczonym przez zło. Wobec choroby, cierpienia i ewentualnej śmierci umysł i wola, a więc władze duszy, są skłonne uznać lub zanegować dobroć Boga. Ze spontanicznych reakcji (myśli, uczuć i podejmowanych decyzji) dowiadujemy się, z czego w spokoju i dobrobycie ukształtowaliśmy własne dusze.

 

Lęk a unikanie doświadczenia krzyża

W palecie reakcji dominują odcienie lęku. Wobec zagrożenia strach jest reakcją naturalną. Można
powiedzieć, że jest reakcją wręcz pożądaną, ponieważ chroni przed brawurą lub głupotą brnięcia w sytuacje niebezpieczne. Równocześnie jednak pojawia się bunt przed utratą kontroli nad własnym życiem, który odsłania prawdę o świecie duchowym osoby dotkniętej lękiem.

Na poziomie odczuć boimy się cierpienia, a na poziomie aksjologicznym zdrowie i życie stają się wartościami nadrzędnymi. Inne, dotychczas teoretycznie przyjmowane jako wyżej stojące od zdrowia (takie jak zbawienie duszy, miłość do bliźnich, zaufanie Bogu), zostają brutalnie zdetronizowane przez wolę życia doczesnego. W perspektywie wiary ten rodzaj niezgody nazywany jest unikaniem doświadczenia krzyża.

Spodziewane cierpienie budzi lęk i niezgodę na fakt, że Bóg ma prawo poprowadzić swoich wiernych przez doświadczenie ekstremalnie niekorzystne: chorobę, cierpienie, śmierć. Opis moralny decyzji to odmowa Bogu prawa do dysponowania życiem ludzi. Opis duchowy wymaga nazwania przyczyn, które skłaniają do buntu. Duch bowiem kieruje się do Boga lub przed Nim ucieka z jakiegoś powodu – decyzja zależy od obrazu Boga, jaki człowiek ma przed oczyma. Nie chodzi o deklaracje, poprawne odpowiedzi zasłyszane podczas kazań, czy tradycję, lecz o odkrycie realnych rysów Boga, które wyznajemy w wierze przeżywanej na sposób osobisty.

Jeśli wartość życia biologicznego, wyrażana przez niechęć do cierpienia, stała się nadrzędna, świadczyć
to może o tym, że wiara przestała być ufnością dobremu Bogu, a stała się gwarancją dobra pochodzącego od Boga. Mimochodem Bóg został sprowadzony do roli żyranta pomyślności, spełnienia oczekiwań, ochrony przed niebezpieczeństwem. Zatem, nieco wyostrzając perspektywę: realnym celem wiary nie jest już wszechmogący Bóg, a jedynie pomyślność zsyłana przez bożka.

 

W czasie epidemii podziwiamy wiele mężnych osób

Przeciwieństwem lęku jest męstwo — siła dająca zdolność do konfrontacji z trudną sytuacją pomimo towarzyszących nam obaw. W czasie epidemii możemy podziwiać wiele mężnych osób: lekarze, wolontariusze medyczni, personel służby zdrowia, służby cywilne i mundurowe, czy w końcu zwykli ludzie niosący pomoc bliskim i dalekim. W działaniach osób, które wykazywały się prawdziwą odwagą, wiele było poświęcenia, ale i prostolinijnego dobra.

Podkrążone z braku snu oczy ministra i darmowe posiłki wysyłane lekarzom przez restauratorów mają wspólny mianownik, choć w jednych dostrzeżemy przeważnie dzielność, a w drugich szczególnie dobro. Wspólną cechą obu jest szlachetność. Człowiek szlachetny zdolny jest do męstwa i zdolny jest do dobra, a najczęściej do dobra, które wymaga męstwa.

Poświęcenie osób niosących pomoc bez względu na konsekwencje jest godne najwyższego uznania, a wartość ich czynów jest nie do przecenienia. Od słaniają prawdziwą miarę człowieczeństwa, pokazują, do czego jesteśmy zdolni jako ludzie. Jednocześnie nie można przeoczyć faktu, że nie muszą mieć nic wspólnego z duchowymi zdolnościami ludzi. Wynikają z naturalnego dążenia do dobra i solidarności. Nikt nie musi być wierzący, aby był zdolny do szlachetności — męstwa, ofiarności i szeregu innych cnót…

*Pełna wersja bezpłatnego e-booka dostępna do pobrania TUTAJ
**Tytuł, lead, śródtytuły, podkreślenia pochodzą od redakcji Aleteia.pl