Aleteia

Stworzyli piosenkę o koronawirusie, którą śpiewa pół Polski. „Kwarantanna może być wyzwaniem” [wywiad]

KORONAWIRUS
YouTube
Udostępnij

– Kwarantanna może być wyzwaniem, byśmy zobaczyli, gdzie mamy problem, co jest w relacjach do naprawy. Na co dzień możemy tego nie zauważać. Pokazała braki – czasu, w relacjach. Wierzę, że uda się z tego wyprowadzić dobro – mówi Karol Koprukowiak, który stworzył z rodziną piosenkę o koronawirusie.

„Koronawirusie, chcesz dostać tu się” – nuciło chyba pół Polski. Piosenka rodziny Koprukowiaków powstała w pierwszych dniach kwarantanny, szybko wpadła w ucho i pomogła z oswojeniem się z nową sytuacją (#zostańwdomu). Rozmawiam o niej z Karolem, mężem Ani, tatą trójki dzieci.

 

Marta Brzezińska-Waleszczyk: Wasza piosenka o koronawirusie ma blisko milion odsłon. W kilka dni zostaliście jedną z najpopularniejszych polskich rodzin. Zaskoczeni?  

Karol Koprukowiak: Oj, tak. Dowiadujemy się o tym na końcu – dzwonią znajomi, że widzieli nas w telewizji (nie mamy telewizora). Dziennikarze pytali nas, czy mogą udostępnić filmik, zgodziliśmy się, ale nie pomyśleliśmy, że to się tak rozejdzie!

A co więcej, zostanie tak dobrze odebrane! Zerknęłam na komentarze – same pozytywne! Nie tylko przyczyniliście się do akcji #zostanwdomu, ale dodaliście ludziom otuchy. Zamknięcie w domu, z dnia na dzień, plus okoliczności, do najłatwiejszych nie należy.  

Tak jak byliśmy zaskoczeni popularnością nagrania, tak jesteśmy zaskoczeni tym, jak bardzo potrzeba teraz pozytywnego przesłania. Zalewają nas trudne wiadomości, pesymistyczne prognozy, więc tym bardziej potrzeba czegoś pozytywnego. Oczywiście nie bagatelizujemy tematu, nie podchodzimy do niego drwiąco, nasze dzieci mają świadomość powagi sytuacji. W filmiku opowiedzieliśmy o tym po naszemu.

 

Stworzyli piosenkę o koronawirusie. „Nasz sposób na #zostańwdomu”

Podeszliście do tematu muzycznie. Skąd pomysł?

Tak często spędzamy czas. Żona śpiewa, syn chodzi do szkoły muzycznej, ja też muzykuję. Muzyka nam towarzyszy co dzień. Ktoś siedzi przy instrumencie, coś brzdąka, ktoś inny dołącza. Podobnie było teraz. Syn grał, włączyła się Helenka z tekstem o koronawirusie. Zaczęliśmy wymyślać proste rymy, akordy, doszło rapowanie. Miało to formę, więc postanowiliśmy pokazać znajomym na Facebooku. Post zmienił się na publiczny, przyjaciele chcieli udostępniać go dalej. Tak dochodzimy do babci dzwoniącej, że widziała nas w „Wiadomościach” (śmiech).

Dla was zamknięte szkoły to nie problem, prowadzicie edukację domową, ale jednak –kwarantanna zmusza do zatrzymania się w domu. Macie jakieś tipy, żeby nie zwariować?

Nie jesteśmy specjalistami od pedagogiki, ale najzwyklejszymi w świecie rodzicami, których praca umożliwiła realizowanie edukacji domowej. To była nasza decyzja. Wyzwaniem jest logistyczne ogarnięcie dnia. Może się wkraść pokusa, że skoro sytuacja z koronawirusem jest przejściowa, to można sobie odpuścić. My wychodzimy jednak z założenia, że teraz spędzamy więcej czasu w domu, ale to nie wakacje.

Co więc wam pomaga?

Zachowywanie rytmu dnia. Nie mówię o planie dnia, ten ulega zmianom, ale o pewnym rytmie. Dzieci rano są mniej rozproszone, więc na pierwszą część dnia proponujemy im zadania edukacyjne. Mamy kawałek ogródka, więc korzystamy z niego przy ładnej pogodzie. Szukamy rozwiązań, które pozwalają zachować w tym wszystkim normalność. Pomaga nam brak telewizora. Nie jesteśmy bombardowani wiadomościami. Nie pozwalamy sobie na wakacjowanie, chodzenie całe dnie w piżamie, pracujemy, odrabiamy lekcje, sprzątamy. Próbujemy nie odpuszczać, jednocześnie mając świadomość, że nie wiemy, jak długo to potrwa.

 

Kwarantanna jest wyzwaniem. Możemy zobaczyć problemy w relacjach

Właśnie, nie wiemy, kiedy to się skończy, a już po 2-3 dniach kwarantanny w socialach rodzice jęczą, że nie dają rady. Oczywiście wiem, sytuacja jest trudna, stresowa, zwłaszcza, że trzeba jeszcze pracować z domu, ogarnąć z dziećmi lekcje. Ale serio, po kilku dniach takie narzekanie, jakby rodzice w ogóle nie spędzali czasu z dziećmi. Ciebie też to zastanawia?

Wiele osób nas pyta, co takiego robimy, że syn siada do lekcji, dzieci sprzątają pokój, a my jeszcze się nie pozabijaliśmy. Nie mamy magicznej recepty na wszystkie problemy. Sądzę, że to kwestia relacji z dziećmi. Nie oceniam nikogo, mówię o nas. W takich chwilach jak teraz widzimy owoce tego, co udało nam się wypracować w małżeństwie, w rodzinie. Spędzanie czasu z dziećmi, poznawanie ich, rozmowy, wzajemne zaufanie, to, że nie boją się pytać, wiedzą, że pomożemy im w szukaniu odpowiedzi.

Odnalezieniu się w tym nie sprzyja fakt, że wszystko stało się tak nagle.

Właśnie! Kiedy pomyślę o wszystkich ludziach, którzy spędzali po 8 godz. w biurze, 3 godziny na dojazdach, teraz muszą to wszystko przenieść do domu, w dodatku mając na głowie dzieci. One też nagle znalazły się w nowej sytuacji! Znaleźć sobie miejsce, czas, telekonferencje… Podziwiam tych, którzy mierzą się z tym z dnia na dzień. U nas to była decyzja, dojrzewaliśmy do niej. Nie dziwię się więc zmęczeniu ludzi. Trzeba się w tym wszystkim jakoś odnaleźć.

Co ci więc pomaga?

Ważny jest dla mnie fragment Słowa Bożego o złocie, które próbuje się w ogniu. W sytuacjach kryzysowych, kiedy temperatura robi się wysoka, jest z nami, jak ze złotem, które w gorącu się oczyszcza. Ten czas może być wyzwaniem, byśmy zobaczyli, gdzie mamy problem, co w naszych relacjach jest do naprawy. Na co dzień możemy tego nie zauważać. Kwarantanna przyniosła wielkie zaskoczenie, ale pokazała też braki – czasu, w relacjach. Wierzę jednak, że uda się z tego wyprowadzić dobro.

 

Jak rozmawiać z dziećmi o koronawirusie?

Słowo Boże jest fundamentem waszej rodziny?

Przeżyłem nawrócenie dwie dekady temu. Kiedyś w ogóle nie chciałem mieć rodziny, dzieci. Uważałem, że życie jest tak beznadziejne, a świat fatalny, że nie chcę na to nikogo skazywać. Gdyby nie to, że usłyszałem Dobrą Nowinę o Bożej miłości, o tym, że jestem wyjątkowy, że Bóg stworzył świat też po to, bym ja był w nim szczęśliwy, dziś nie miałbym cudownej żony i wspaniałych dzieci. Kiedy dziś myślę o życiu i rodzinie, biorę pod uwagę wszystkie moje słabości, ale nie poddajemy się, bo mamy nadzieję, że nie jesteśmy sami.

Jak rozmawiacie o pandemii koronawirusa z dziećmi?

Każde jest inne, inaczej reaguje, ma inny temperament, to indywidualna sprawa. Nie mam uniwersalnej recepty. Dla nas papierem lakmusowym są rozmowy. Słuchamy, co dzieci mówią, obserwujemy je, widzimy, gdzie pojawia się lek, niezrozumienie. Mówimy poważnie, ale językiem zrozumiałym dla nich, nie budujemy alternatywnego świata, nie okłamujemy. Kiedy słyszą w radiu wiadomości, od razu z nimi rozmawiamy, by nie zostały z tym same. Uczulamy, że wirus jest niebezpieczny dla starszych, przewlekle chorujących, dlatego przez jakiś czas nie możemy odwiedzać babci. Nie chcemy jednak przygniatać ich ciężarem, że mogą babcię skrzywdzić – raczej podkreślamy, że musimy być ostrożni. Z babcią widzimy się na Skype.

Kwarantanna sprzyja twórczości, możemy spodziewać się kolejnych utworów? Niekoniecznie o koronawirusie, ale może macie plany, jak ugryźć sukces? Rodzinne muzykowanie?

Nie mamy żadnych planów. Jest wiele zamieszania, w którym trzeba się odnaleźć. Byliśmy szczęśliwi zanim nagraliśmy piosenkę, więc nie wybiegamy daleko w przyszłość. Pewnie będziemy nadal dzielić się twórczością ze znajomymi, by dać im wsparcie. Wszystko było tak spontanicznie i zaskakujące, że nie mieliśmy okazji, by pomyśleć, co z tym dalej zrobić.