Aleteia

Na co bezdomnym teatr? „Przywraca godność, pomaga o siebie zawalczyć” [wywiad]

TEATR BEZDOMNYCH
fot. z archiwum Anny Szufy
Udostępnij

„Weszliśmy na scenę jako osoby w kryzysie bezdomności, a zeszliśmy z niej jako aktorzy” – mówią osoby w kryzysie bezdomności, z którymi współpracuje Anna M. Szufa, twórczyni Teatru Bezdomnych.

Kliknij tutaj, by przejrzeć galerię

Można zastanawiać się, po co bezdomnym teatr. Mają pilniejsze potrzeby. Tymczasem wyjście na scenę, kontakt z publicznością, oklaski, gratulacje po spektaklu – to wszystko jest ogromnym zastrzykiem wiary we własne możliwości. I nie tylko. O niesamowitych owocach Teatru Bezdomnych opowiada jego twórczyni.

 

Katarzyna Szkarpetowska: Dwa lata temu stworzyła pani w stolicy Teatr Bezdomnych. Skąd pomysł, żeby przez sztukę – i to przez duże „S” –  wspierać osoby w kryzysie bezdomności?

Anna Maria Szufa*: Z teatrem mam do czynienia na co dzień, natomiast pomysł, żeby utworzyć Teatr Bezdomnych podrzuciły mi osoby w kryzysie bezdomności. Chodziłam z ekipą ze wspólnoty Sant’Egidio na spotkania z bezdomnymi, które odbywały się w okolicach Dworca Centralnego w Warszawie. Rozdawaliśmy kanapki, częstowaliśmy zupą, ciepłą herbatę, ale też chcieliśmy z nimi po prostu pobyć. Niektórzy z nich, wiedząc, że moją pasją jest teatr, mówili: „Aniu, zróbmy coś razem, zaangażuj nas jako aktorów”. Poczułam, że to fajny pomysł. Spodobał mi się tym bardziej, że wcześniej pracowałam w teatrze w Anglii, który realizował projekty z ludźmi wykluczonymi społecznie. Postanowiłam, że spróbuję. Napisałam autorski projekt i otrzymałam fundusze z ministerstwa na realizację pierwszych spektakli. Skompletowałam grupę, ks. Sławomir Szczodrowski, kierownik Oratorium przy Bazylice Najświętszego Serca na warszawskiej Pradze, udostępnił nam salę teatralną i wkrótce ruszyły pierwsze próby.

 

Bezdomni w teatrze. Nie jako widzowie. Jako aktorzy!

Co osobom bezdomnym daje teatr? Czy jest dla nich narzędziem do radzenia sobie się z kryzysem bezdomności?

Sztuka jest jedną z piękniejszych form odpowiedzi na potrzeby duchowe, a te ma każdy z nas. Osoby w kryzysie bezdomności czują się „gorsze”, mają mocno zaniżone poczucie własnej wartości. Teatr przywraca im godność, pomaga o siebie zawalczyć. Wyjście na scenę, kontakt z publicznością, oklaski, gratulacje po spektaklu – to wszystko jest ogromnym zastrzykiem wiary we własne możliwości. Ci, z którymi pracuję, mówią: „Weszliśmy na scenę jako osoby w kryzysie bezdomności, a zeszliśmy z niej jako aktorzy”. Praca nad własnym poczuciem wartości przekłada się na codzienne funkcjonowanie osób bezdomnych, na to, jak radzą sobie z problemami – z szukaniem pracy, z układaniem relacji itp. Teatr, co bardzo ważne, daje również poczucie wspólnotowości – moi aktorzy przyjaźnią się ze sobą, wspierają się wzajemnie. Gdy mieliśmy w grupie chłopaka, który próbował walczyć z uzależnieniem od alkoholu, motywowaliśmy go, żeby się leczył. Odwiedzaliśmy go w ośrodku, podnosiliśmy na duchu, aby wytrwał. Gdy jedna z pań otrzymała w końcu mieszkanie komunalne, szukaliśmy dla niej mebli, garnków, pościeli. Teatr pozwala też oderwać się od trudów codzienności. Praca nad rolą, nad spektaklem wymaga ogromnej uwagi. Angażuje całego człowieka: jego myśli, wyobraźnię, emocje, głos, ciało.

Czy takie inicjatywy jak Teatr Bezdomnych obalają stereotypy na temat osób w kryzysie bezdomności?

Zdecydowanie tak. Nam często wydaje się, że osoba bezdomna brzydko pachnie, ma na sobie obskurne ubranie i stoi pod sklepem z puszką piwa. To stereotyp. Osoby w kryzysie bezdomności nie zawsze trafiają na ulicę. W naszej grupie aktorskiej są bezdomni, którzy przebywają w ośrodkach tymczasowego pobytu, w schroniskach. W tych placówkach jest łazienka, a więc mogą zadbać o higienę, dostają schludne ubrania, zazwyczaj jest też wyżywienie. Na zajęcia teatralne, które prowadzę, wielu panów przychodzi pod krawatem, są czyści, zadbani. Poza tym bezdomność to nie tylko brak dachu nad głową. To brak stabilizacji życiowej, dramaty rozgrywające się w zaciszu czterech ścian, które trudno nazwać domem. To permanentna samotność człowieka, który doświadcza życiowego kryzysu. To dlatego niektórzy ludzie, chociaż mają dom, żyją jak bezdomni. Spędzają czas na ulicy, w jadłodajniach, w podziemiach, gdzie na przykład dorabiają, grając na gitarze.

Został 1 DZIEŃ do końca zbiórki na dalszą działalność grupy!!!Jedzenie i dach nad głową to za mało, potrzebny jest DOM.Teatr Bezdomnych ma na celu pomoc swoim uczestnikom grupy w wychodzeniu z kryzysu bezdomności.Prosimy wesprzyjcie naszą inicjatywę. DZIĘKUJEMY za każdą wpłatę oraz za każde udostępnienie tego posta.https://zrzutka.pl/wgxnuf

Geplaatst door Teatr Bezdomnych op Maandag 30 december 2019

 

W każdym kryzysie można zrobić coś wyjątkowego!

Jakie sukcesy macie na koncie?

Trochę ich jest (uśmiech). Najpierw wystawiliśmy spektakl „Zaczarowany imbryk” na podstawie scenariusza Marty Guśniowskiej. Był ogromnym sukcesem, odwiedziliśmy z nim wiele miejsc i w każdym spotykaliśmy się z serdecznym przyjęciem ze strony publiczności. Następnie wzięliśmy na warsztat „Wigilię” Jeremiego Przybory. Obecnie pracujemy nad spektaklem na podstawie książki „Straż, Straż!” Terry’ego Prachetta. Premiera zaplanowana jest na czerwiec 2020*. Oczywiście odbędzie się ona w sali teatralnej przy bazylice księży salezjanów na Kawęczyńskiej, bo to dla nas szczególne miejsce, tutaj wszystko się zaczęło. W wakacje wybierzemy się z najnowszym spektaklem na festiwal „Teatralna Wioska”, wystawimy go też w schroniskach i ośrodkach dla bezdomnych.

Bezdomni – bezdomnym?

Tak. Pragniemy „zarazić” naszym pomysłem, energią osoby bezdomne, które o naszym teatrze jeszcze nie słyszały. Chcemy im pokazać, że w każdym, nawet największym kryzysie, można zrobić coś wyjątkowego, coś dla siebie i dla innych. Niektórzy aktorzy w taki właśnie sposób do nas dołączyli – obejrzeli nas „w akcji” i połknęli bakcyla (uśmiech).

 

„Bezdomni są mi bardzo bliscy”

Kiedy pani słucham, mam poczucie, że z osobami bezdomnymi pani nie tylko pracuje, ale przede wszystkim mocno w nie wierzy.

Ci ludzie są mi bardzo bliscy. Lubię z nimi pracować, rozmawiać, być. Bardzo często jest tak, że po zajęciach z nimi wychodzę radosna, pełna energii. Na próbach panuje wesoła atmosfera, jest nie tylko twórczo, ale i zabawnie. To niesamowite widzieć, jak drugi człowiek się rozwija, jak pięknie rozkwita na scenie. Nie potrafiłabym angażować się w pracę, gdybym nie widziała sensu tego, co robię. Gdyby ta praca nie przynosiła dobrych owoców. Mam w grupie aktorów, którzy są ze mną od początku istnienia teatru, a więc od dwóch lat. Starają się być na wszystkich próbach, występują w każdym spektaklu. To niesamowite, zwłaszcza że osoby w kryzysie bezdomności doświadczają dużej niestabilności życiowej i trudno im cokolwiek zaplanować. A oni przychodzą, w dodatku z własnej woli, i dają z siebie sto procent swoich możliwości.

*Anna Maria Szufa – założycielka Teatru Bezdomnych. Absolwentka Reżyserii Teatru Dzieci i Młodzieży w Państwowej Wyższej Szkole Teatralnej we Wrocławiu oraz kulturoznawstwa na Uniwersytecie Warszawskim. Instruktorka teatralna w Ognisku Teatralnym Teatru Ochota, Domu Kultury Kadr oraz Szkole Montessori. Edukatorka w Muzeum Łazienki Królewskie. Mama rocznego Leona.

**Wywiad był realizowany, zanim w Polsce wprowadzono stan wyjątkowy z powodu pandemii koronawirusa. Terminy, o których mowa, mogą więc ulec zmianom