Aleteia

Samotna Wielkanoc pełna obecności. Jak wesprzeć siebie w tym czasie?

TĘSKNOTA
Ruslan Gallulin | Shutterstock
Udostępnij

Ks. Krzysztof Grzywocz, zaginiony przed trzema laty w Alpach, w wielu miejscach wspominał, że wiara karmi się doświadczeniem wspólnoty i więzi. Że rodzi się, gdy się dzielimy jej przeżywaniem, a relacje ludzkie są miejscem, gdzie możemy doświadczać, jaki jest Bóg. Tegoroczna Wielkanoc dla wielu będzie jednak doświadczeniem braku – spotkania, dotyku, przebywania razem z bliskimi. Jak można siebie wesprzeć w tym czasie?

Nasze uczucia nie lubią taniej pociechy. Nie lubią, gdy się im mówi: „ale to dobrze, bo…” – ponieważ „ale” jest kasownikiem. Kasuje wszystko, co było wcześniej. Niewiarygodnie brzmi zdanie: „Czuję się osamotniona i smutna, ale to dobrze, bo będę mogła skupić się na Bogu”. Jak gdyby Bóg i człowiek stali w opozycji do siebie, a nie Jeden skrył się w tym drugim aż do końca świata. Jakby On był za mały, by pomieścić mój smutek i osamotnienie. Jakby się ich bał. A przecież jako pierwszy chce w nich towarzyszyć.

 

Smutek, złość i żal

Jeśli mamy przed sobą perspektywę samotnych świąt – warto naprawdę bardzo życzliwie zatrzymać się przy sobie i pozwolić wybrzmieć swojemu smutkowi, złości i rozżaleniu, zamiast z nimi walczyć. Owa część nas, która pragnie obecności i współdzielenia różnych momentów życia, a szczególnie tych ważnych, czyni nas najbardziej ludźmi. Do tego zostaliśmy stworzeni. „Chrystus nas odkupił po to, abyśmy byli zdolni do tworzenia głębokich więzi”, napisał ks. Grzywocz, wyrażając credo, które było doświadczeniem jego własnego życia.

To nie są zwykłe święta. Obchodzimy je w niecodziennych warunkach, gdy świat doświadcza ogromnego kryzysu. Mając nadzieję, że obecne ograniczenia pomogą go zażegnać. Wymagają jednak poświęcenia wielu dobrych i potrzebnych do życia spraw.

 

Łagodność, życzliwość i opieka

Dlatego pierwszą rzeczą, jaką możemy dla siebie zrobić, jest otoczyć siebie samych łagodnością, życzliwością i opieką. To taki czas, że sami dla siebie potrzebujemy być przyjaciółmi, którzy nie opuszczą w biedzie. Przyjaciel nie mówi: „nie możesz być smutny, nie wolno ci płakać ani tęsknić”. Naprawdę możesz to wszystko. Smucić się, tęsknić i płakać. Mówić do siebie czułymi słowami i pytać siebie, czego potrzebujesz, by się sobą zaopiekować.

Można też sprawdzać, co możemy ocalić z tego, co dla nas ważne i drogie, w tych warunkach, jakie są. Jak uczynić ten czas bliskim i wyjątkowym. I jak zaprosić do niego obecność – różnych osób i w różnych postaciach.

Ks. Stanisław Orzechowski z DA „Wawrzyny”, gdzie doświadczałam studenckich przyjaźni i wspólnoty, opowiadał, że raz w miesiącu przeżywa wyjątkowy dzień z Jezusem – zachowuje się tak, jakby go spędzał w Jego towarzystwie. Na stole kładzie dodatkowy talerz, przytrzymuje dłużej otwarte drzwi, gdy wchodzi i wychodzi z domu. Był to dla mnie bardzo wzruszający pomysł. Także gdy Orzech wspominał, jak kiedyś ze stołu spadło jabłko – jakby On je właśnie potrącił.

 

Współczująca miłość i wsparcie

Myślę, że całkiem podobnie w Wielkim Tygodniu możemy we wszelkich osamotnionych warunkach doświadczać Jego współczującej miłości i wsparcia. To dla ciebie, mimo braku wspólnoty w kościele, nakrywa stół podczas ostatniego wspólnego posiłku przed skazaniem. Tobie opowiada o swoich ostatnich marzeniach. Na twojej obecności Mu zależy w tych momentach, gdy trudno znaleźć towarzysza, bo Jego los odstrasza tak wielu. Ciebie zaprasza rankiem do pustego grobu i z tobą się wita, wołając po imieniu i pytając o powód twoich łez, które z szacunkiem przechowuje.

Obecność bliskich stanie się możliwa przez dostępne zdalne media. W ilości, na jaką wspólnie mamy ochotę i przestrzeń. Ale możemy też poszukać wokół nas rozmaitych cennych pamiątek – zdjęć, przedmiotów, słów, które przypominają o ludziach, których kochamy i którzy wzbogacili nasze życie. Celebrować z wdzięcznością ich obecność w naszym życiu i tęsknotę za nimi.

A jeśli tego braku będziemy mieli bardzo w sobie dużo – przytulmy siebie jak małe dziecko. Takie, do którego On się schyla i bardzo dobrze je słyszy, nawet jeśli dla innych jego płacz to nieskładne sylaby. I obiecuje wyprowadzać ze wszystkich śmiertelnych tuneli opuszczenia. Bo nikt na świecie nie powinien być sam. Ani w święta, ani po nich.