Aleteia

Jak być matką w czasach zarazy?

MATKA, KORONAWIRUS
MIA Studio | Shutterstock
Udostępnij

Nie musisz stawać na głowie, by być supermamą. Nigdy, a już zwłaszcza w czasie epidemii koronawirusa. Ba, ty już nią jesteś! Przyznaj sama sobie ten tytuł, w myślach, patrząc w lustro i po prostu BĄDŹ.

Od kiedy pandemia koronawirusa zamknęła nas w domach, z każdego okna (internetowego) spływają dobre rady – co czytać, jakie filmy i spektakle oglądać, które muzea wirtualnie zwiedzić, aż po te, co gotować podczas kwarantanny, by jak najmniej wychodzić z domu. Nie wspominając o wszystkich zasadach, jak pracować z domu. To wszystko ważne, potrzebne, ułatwiające życie etc. Jest jedna życiowa przestrzeń szczególnie podatna na doradztwo w czasach zarazy – bycie rodzicem, a raczej MATKĄ.

Nie oszukujmy się – choć koronawirus nie bierze jeńców i nie ogląda się na płeć, kwarantanna zdaje się być dotkliwsza dla kobiet. Jakkolwiek partnerskich podziałów obowiązków byśmy nie mieli, cała ich góra zwaliła się na kobiece plecy. Przed kwarantanną wspomagały nas przedszkola czy szkoły, nianie albo babcie. Kiedy bycie mamą zaczynało wychodzić bokiem (albo uszami), mogłyśmy zostawić dziecię pod okiem ojca i wystrzelić się w kosmos (czyt. spotkać z przyjaciółką, pójść do kina, na spacer czy w samotności wypić kawę). Nawet tak prozaiczna czynność jak gotowanie była łatwiejsza – która nigdy nie podała dziecięciu pierogów z Biedry albo nie korzystała z gotowych półproduktów, niech pierwsza rzuci kamieniem.

Dziś jest trudniej. A w dodatku – wymagania/oczekiwania wobec nas są jeszcze większe.

 

Jak być matką podczas epidemii koronawirusa?

Odkąd tylko ogłoszono pandemię, sieć (zwłaszcza jej parentingową część) zaczęły zalewać artykuły, co robić z dziećmi podczas kwarantanny. Z początku – by nie oszaleć, przetrwać, pogodzić obowiązki domowe z pracowniczymi. Ciekawe, inspirujące, kreatywne. Bardzo przydatne – sama podglądałam pomysły, jak urozmaić dłuuuuugaśne dni pełnemu życiowej energii 4,5-latkowi.

Szybko jednak te niezobowiązujące podpowiedzi wyzwoliły w niektórych zew rywalizacji, instynkt bycia supermatką, co zaowocowało zalaniem sociali setkami fotografii dzieł sztuki wykonanych w ramach domowego przedszkola/szkoły. Rysunki, wyklejanki, origami, malowanki, papierowe zwierzaki, pacynki, ludziki. Do tego wymyślne dania, bo trzeba progeniturze (zwłaszcza w czasach zarazy!) dostarczyć niezbędnych składników odżywczych, mikroelementów, witamin…

Nikt nikomu w tym czasie obowiązków zawodowych nie zredukował, efekt więc taki, że po pół miesiąca kwarantanny można ciągnąć nosem po ziemi, nabawić się nerwicy natręctw (wszyscy w domu!!!), siwych włosów i wyrobić bicka (od mieszania non-stop w garach czy wieszania prania). #darowanyczas – tak, tylko komu? Doceniam „stare, dobre czasy” sprzed kwarantanny, kiedy udawało mi się – wprawdzie przed północą, ale jednak – przysiąść na chwilę z książką. Dziś zostało po tym wspomnienie.

 

A gdyby tak podczas kwarantanny… nie robić nic?

Przyznaję, sama nieco dałam się zapędzić w tą pułapkę. Z jednej strony, bardzo nie chciałam zostawić dziecka samemu sobie, by słuchało 8-godzinnej symfonii wygrywanej na klawiaturach komputerów przez duet mama-tata. Jasne, nie da się zapełnić dziecku każdej minuty (a i byłoby to bez sensu, w końcu dziecię ma się też pobawić i ponudzić). A z drugiej – te wszystkie cudne zabawy, kreatywne pomysły, inspirujące prace plastyczne – aż żal nie skorzystać! W dodatku – tylko na czas kwarantanny – spektakle dla dzieci za free, audiobooki, zwiedzanie muzeów! Matka ląduje między młotem a kowadłem.

Doby nie starczy, żeby wszystko upchnąć w programie. Obowiązki domowe, obowiązki zawodowe, edukacja dziecka, rozrywka. Ba, nie tylko doby, ale i kwarantanny (ile by ona nie potrwała). Chyba nikt nie chce wspominać kwarantanny jako niekończącego się wnerwu. O buzujące emocje z wielu względów nietrudno. A przyczyną często jest to, że… bierzemy sobie za dużo na głowę. Skoro to darowany czas, to chcemy go właściwie wykorzystać. Czyli jak? Tak, jak podpowiadają dziesiątki artykułów, blogerek, instagramerek.

A gdyby tak… nie robić nic? Od czasu do czasu, choćby raz na kilka dni? Wbrew wszystkim mądrym radom. Wbrew regułom. Czasem zostać w piżamie do południa. Zjeść śniadanie w porze obiadu. Miast edukacyjnych zabaw i plansz leżeć na kanapie, czytać książki, słuchać bajek. Na kolację zamiast miski warzyw zjeść lody. I przytulać się. Ile wlezie!

Nie musisz stawać na głowie, by być supermamą. Nigdy, a już zwłaszcza w czasie epidemii koronawirusa. Ba, ty już nią jesteś! Przyznaj sama sobie ten tytuł, w myślach, patrząc w lustro i po prostu BĄDŹ.