Aleteia

Ta pandemia pokazuje mi, że nie nad wszystkim mam kontrolę. I dobrze!

CALM
Mark Nazh | Shutterstock
Udostępnij

Wciąż doświadczam, że przede mną długa droga do zrezygnowania z kontroli. Przekonuję się jednak, że im bardziej odpuszczam, tym jestem szczęśliwszy.

Przez całe życie wszystko planuję. Mam plany na emeryturę i plany na obiad. Szczegółowo planuję zajęcia na każdy dzień. Wytyczam cele dotyczące jakości mojej pracy, jak również rozwoju osobistego i duchowego. Próbuję wytrwale i skrupulatnie wprowadzać moje zamierzenia w życie. Często oznacza to poleganie na samym sobie, bo nie ma nic bardziej frustrującego od sytuacji, gdy ktoś zachowuje się inaczej, niż zakładałem i niweczy moje plany. Wystarczy jedno odwołane spotkanie lub opóźniająca się odpowiedź na e-mail, a wpadam w irracjonalną frustrację. Byłem dzieckiem, które wykonywało pracę za całą grupę, kiedy robiliśmy projekty szkolne. Wciąż czuję się bardziej komfortowo, mając kontrolę nad większością spraw.

 

Życie w iluzji

Główna korzyść z kontrolowania to poczucie, że mam na wszystko faktyczny wpływ. Główna wada – życie w iluzji. Właściwie nigdy nie mam kontroli nad rzeczywistością. W pewnych momentach boleśnie się o tym przekonuję.

Każdego roku w Wielkim Poście wybieram konkretny zły nawyk, który chciałbym zmienić. Robię plan. Obiecuję sobie, że będę więcej o nim myślał, ćwiczył samokontrolę i udoskonalał się. Za każdym razem ponoszę druzgoczącą porażkę. Oczywiście, robię pewne postępy, ale potem gdzieś się pośliznę i ląduję tam, gdzie zacząłem. Tyle z mojej samokontroli – wyczerpuje się bardzo szybko. Uświadamiam sobie wtedy, że nie panuję nawet nad swoim własnym zachowaniem. Postępuję w sposób, który mnie przeraża. Nie mogę uwierzyć, że to ja pomyślałem, powiedziałem lub zrobiłem coś podobnego. Jestem bezsilny… i nie potrafię temu zaradzić.

Mój duchowy bezwład nie pozwala mi drgnąć z miejsca. Widzę analogię pomiędzy moją wewnętrzną walką, a tym co rozgrywa się teraz wokół nas na przerażająco wielką skalę. Każdego dnia media donoszą, że sytuacja coraz bardziej wymyka się spod kontroli. Moje plany emerytalne zostały pokrzyżowane. Nie mogę nawet wybrać restauracji, do której pójdę.

Jestem księdzem, a nie mogę sprawować mszy świętej z udziałem wiernych. Nie potrafię wyrazić, jak bardzo jestem przygnębiony z tego powodu i jak bardzo tęsknię za moimi parafianami. Gdybym tylko mógł, opracowałbym plan i naprawił całą sytuację. Nie potrafię.

 

Nagła utrata kontroli wywołuje całą gamę emocji

Pierwsza z nich to frustracja. Chcę obwiniać coś lub kogoś. Chcę wybierać, kiedy wychodzę z domu i komu podaję rękę. Chcę decydować, kiedy odwołać mszę lub spotkanie biblijne. Teraz nie mam nic do powiedzenia. Wiem, że to dla naszego wspólnego dobra, a jednak nie potrafię otrząsnąć się z silnej frustracji.

Po drugie, czuję stres. Chcę zrobić cokolwiek, ale nie mogę. Pocieszają mnie moje obowiązki – odprawianie mszy świętych bez udziału wiernych, wysłuchiwanie spowiedzi i dbanie, by kościół był otwarty każdego dnia. Chciałbym jednak kontrolować całą sytuację od początku do końca.

Trzecia emocja to rozczarowanie. Nie tak wyobrażałem sobie Wielki Post. Niepokoję się, że wszystkie moje misternie snute plany dotyczące Wielkanocy pójdą na marne. Rozczarowanie pokazuje mi, że moje pragnienie kontroli zabiło we mnie elastyczność. Chcę, żeby życie szło określonym torem, a kiedy dzieje się inaczej, trudno mi się przystosować.

 

Próbuję odpuszczać

Od momentu, gdy odkryłem, że lubię kontrolować, staram się to zmienić. Próbuję odpuszczać i pozwalać Bogu działać zamiast podwajać wysiłki, kontrolując jeszcze bardziej. Uświadomiłem sobie, jakie słabości leżą u podstaw mojej potrzeby kontroli. Częściowo wyrasta ona z braku poczucia bezpieczeństwa. Rozpaczliwie potrzebuję, żeby moja wizja była tą jedyną właściwą. Czuję się zbyt niepewny, aby zgodzić się na inny plan. Co się stanie, jeżeli okaże się, że mój wcale nie był tym najlepszym? Pragnienie kontrolowania ma również korzenie w lęku. Boję się, że jeżeli nie będę miał wpływu na sytuację, pójdzie ona w złą stronę. Boję się nieznanego, więc używam całej swojej mocy, by nie dać się zaskoczyć.

Ta sytuacja przypomina mi, że nie panuję nad wszystkim. W tym roku odczuwam to w szczególny sposób. Nie mam pojęcia, co przyniesie jutro. Musiałem odwołać wszystkie spotkania. Możliwe, że zachoruję. Być może zachoruje ktoś, kogo kocham. Nikt z nas nie ma nad tym władzy.

Jedyne, na co mam wpływ, to moja reakcja. Nic więcej. Ma to swoje plusy. Zrozumienie, że nie mam wpływu na wszystko, pozwala mi być bardziej otwartym na innych ludzi i na różne wydarzenia. Nagle mogę się odprężyć, pozwolić sobie na bycie zaskakiwanym i odkrywać nieoczekiwane błogosławieństwa. Kiełkuje we mnie zaufanie. Jestem w stanie przyznać, że pomysły innych ludzi są często lepsze od moich.

Życie w ten sposób jest dużo lepsze. Wciąż doświadczam, że przede mną długa droga do zrezygnowania z kontroli. Przekonuję się jednak, że im bardziej odpuszczam, tym jestem szczęśliwszy.