Aleteia

„Mimo pustego kościoła nie byliśmy sami”. Ślub w czasie epidemii [wywiad]

ŚLUB W MASECZKACH
fot. archiwum prywatne
Udostępnij

Karolina i Tomek wzięli ślub w oktawie Wielkanocy. Mimo epidemii, maseczek na twarzach i tego, że goście mogli gromadzić się tylko przed ekranami nie żałują swojej decyzji o niezmienianiu daty. „To był najpiękniejszy dzień w naszym życiu” – mówią.

Ewa Rejman: Po pierwsze, gratulacje! Oglądając was na żywo w internecie, myślałam sobie cały czas: jaki piękny ślub! Wiecie, jak ładnie wyglądały wasze uśmiechy samymi oczami spod maseczki?

Tomek Tomczyk: Dziękujemy! Dużo osób mówiło nam o tym, że teraz uśmiech oczami jest jeszcze bardziej widoczny.

Pewnie to pytanie słyszeliście już dziesiątki razy, ale muszę je powtórzyć: dlaczego nie zdecydowaliście się przełożyć ślubu? Pobraliście się w czasie obowiązywania najsurowszych ograniczeń…

Karolina Tomczyk: Rzeczywiście, słyszeliśmy je wiele razy (śmiech). Dla nas najważniejszy był sakrament, chcieliśmy żyć już razem jako małżeństwo.

Tomek: W obecnej sytuacji zresztą nawet nie wiedzielibyśmy, na kiedy to przesunąć. Nie możemy stwierdzić, kiedy te wszystkie obostrzenia zostaną zniesione. Informacje podawane przez rząd nieustannie przecież się zmieniają.

Karolina: Nasze wyobrażenia o ślubie też zmieniały się etapami. Na początku martwiliśmy się, że trzeba będzie zrezygnować z podróży poślubnej. Później musieliśmy pogodzić się z tym, że wesele nie odbędzie się w kwietniu – póki co przełożyliśmy je na sierpień. Pocieszam się, że przynajmniej suknię ślubną założę więcej niż raz w życiu.

Tomek: W kolejnych dniach zrozumieliśmy, że nie wszyscy znajomi będą mogli przybyć na nasz ślub i to już okazało się bardzo bolesne. Zależało nam na uroczystej mszy, oprawie liturgicznej, śpiewie scholi. Potem pojawiło się ograniczenie obecnych w kościele do pięciu osób, a na koniec nakaz noszenia maseczek w trakcie samej ceremonii. Postanowiliśmy przeprowadzić transmisję na żywo, tak, aby goście chociaż w ten sposób mogli być obecni.

Karolina: Marzyliśmy o ślubie w oktawie wielkanocnej – i to akurat się udało.

ŚLUB W MASECZKACH
fot. archiwum prywatne

Nie buntowaliście się wewnętrznie przeciwko temu wszystkiemu?

Karolina: Buntowaliśmy, ale nie jednocześnie. Kiedy ja miałam zły humor, to Tomek mnie pocieszał, a za chwilę było już odwrotnie.

Jak zareagowali wasi bliscy?

Karolina: Z ogromnym zrozumieniem, zwłaszcza ci najbliżsi. Niektórzy próbowali nas pocieszać, mówiąc, że wszystko będzie dobrze, ale to, szczerze mówiąc, raczej nas denerwowało, bo widzieliśmy, że dobrze nie jest. Baliśmy się, jak ta nasza uroczystość będzie wyglądać, w internecie krążyły różne nieprawdziwe informacje, które też jednak działały na wyobraźnię.

Tomek: Słowa, które słyszeliśmy od bliskich i przyjaciół o tym, że robimy dobrze, że idziemy właściwą drogą były dla nas ogromnym wsparciem. Nasi rodzice mówili, żebyśmy brali ślub bez względu na to, co się dzieje. Zapewniali, że błogosławią nam, nawet jeśli nie udałoby im się być z nami fizycznie.

Jak „po wszystkim” patrzycie na dzień waszego ślubu?

Karolina: Czuję, że było idealnie – mimo wszystko. Mimo że kościół był niemal zupełnie pusty, to czuliśmy, że nie jesteśmy sami. Przed samym wyjściem z zakrystii dowiedzieliśmy się, że ogląda nas już ponad sto osób. Wielu znajomych wysyłało nam screeny z transmisji ślubu, napływały dobre słowa, telefony. Przez ten jeden dzień zapomnieliśmy o wszystkim, co jest na zewnątrz, o całej epidemii.

Tomek: Nasi przyjaciele nagrali dla nas przepiękny filmik z życzeniami. Wzruszyliśmy się tym niesamowicie.

Karolina: Cieszymy się, że nie przełożyliśmy ślubu. Jestem na Facebooku w różnych grupach dla panien młodych. Dziewczyny, które miały zaplanowany ślub wtedy co my i zdecydowały się go przełożyć, pisały, że nie chcą się budzić, że wolą zapomnieć o tym, że ta data istnieje. Dla nas to był najpiękniejszy dzień w życiu.

ŚLUB W MASECZKACH
fot. archiwum prywatne

Podróż poślubną odbyliście na balkon czy taras?

Karolina: Póki co do ogródka babci. Myśleliśmy wcześniej o podróży zagranicznej, ale teraz marzy nam się chociaż krajowa. Tak więc czekamy na podróż poślubną, tylko nie wiemy, jak bardzo poślubna ona będzie, w sensie czasu mijającego od ślubu. Cieszyłabym się bardzo, gdyby otworzyli plaże.

Tomek: A ja jakoś bym to może dla ciebie zniósł (śmiech).

Czym dla was jest małżeństwo?

Tomek: W sumie to dopiero się tego uczymy – dzisiaj już szósty dzień. Małżeństwo rozumiemy jako nieustannie dzielenie się sobą.

Karolina: Uczenie się, żeby było bardziej „my” niż „ja”. Zawarcie małżeństwa to też takie „oficjalne” zaproszenie Pana Boga do naszego związku. Pięknie jest myśleć o tym, że już do końca będziemy razem, że obiecaliśmy to sobie – mimo obecnej sytuacji – jednak publicznie.

ŚLUB W MASECZKACH
fot. archiwum prywatne