Aleteia

5 darów Zmartwychwstałego. Do wzięcia od zaraz

JEZUS
Joshua Eckstein/Unsplash | CC0
Udostępnij

Przecież powinien przyjść z wyrzutem, z upomnieniem, ze słowem gorzkiej prawdy o nich. Nie. Pierwsze, co chce im powiedzieć to: „Pokój wam!”. Chce im podarować pokój. Nie zawieszenie broni, nie odroczenie wyroku. W całym ich rozbiciu, poranieniu grzechem, niewiernością, zwątpieniem On chce im dać pokój.

Zmartwychwstały Jezus przychodzi do nas z przebitymi, ale nie z pustymi rękami. Przynosi dary mające moc wciąż od nowa nas przemieniać. Dzięki nim możesz mieć w sobie Wielkanoc każdego dnia.

 

Przebite, ale nie puste

W Ewangelii według Łukasza Jezus zapowiadał swoje paschalne zwycięstwo nad szatanem w następujący sposób: „Gdy mocarz uzbrojony strzeże swego dworu, bezpieczne jest jego mienie. Lecz gdy Mocniejszy od niego nadejdzie i pokona go, zabierze całą broń jego, na której polegał i łupy jego rozda” (Łk 11,21-22). Pan przychodzi więc rozdać nam łupy raz na zawsze wyrwane złu. Przychodzi nas obdarowywać. Gdy dobiega końca Oktawa Wielkanocy, warto zobaczyć te Jego dary, aby dostrzec je w swoim życiu. Dzięki temu łatwiej nam będzie zachować w sobie owoce Paschy i cieszyć się nimi jeszcze długo po tym, jak przebrzmi echo rezurekcyjnych dzwonów.

 

Radość obecności

To dar oczywisty. Tak oczywisty, że szybko przechodzimy nad nim do porządku dziennego. Radość? No pewnie, że radość. Zmartwychwstał. Wesołego „Alleluja”! Tymczasem powód naszej wielkanocnej radości jest naprawdę niesamowity. Tak niesamowity, że jeśli będziemy do niego wracać, to nigdy nie przestanie nas zdumiewać. On żyje. Był martwy. Nie powinno Go już być. Wszystko wydawało się skończone. A tymczasem On żyje. Żyje dzisiaj. Jest obecny. Jest tu i teraz. Inaczej? Tak, inaczej. Ale nie mniej prawdziwie. A nawet bardziej. Ponieważ Pan żyje, to ja nigdy już nie jestem sam. Cokolwiek by się działo, jest przy mnie Ktoś, kto mnie kocha i mnie nie zostawi. On mnie dla siebie zdobył. Już nigdy nie będę „niczyi”. Jestem Jego. Ktoś tak wspaniały, cudowny, potężny chciał mnie dla siebie.

 

Bliskość

Zmartwychwstały jest kimś bliskim. Objawia to na wiele sposobów. Być może najpiękniejszym z nich jest słowo, którym posyła Marię Magdalenę do apostołów: „Idź, powiedz moim BRACIOM…” (por. J 20,17). Wcześniej nazywał ich uczniami, sługami, nawet przyjaciółmi. A oni pokazali, że nie zasługują na żaden z tych „tytułów”. I co On robi? Nazywa ich braćmi. Skraca dystans jeszcze bardziej. To co powinno Go od nich oddzielić, oddalić, zbliża Go do nich. On nie chce być dalekim Panem. Zmartwychwstały Pan jest i chce być kimś tak bardzo bliskim. Bliskim mnie. Ważny w tej bliskości jest też wymiar „spotkania” i „akceptacji”. To dobrze widać w drodze do Emaus. Zanim wytłumaczy uczniom „co i jak”, najpierw pozwala im się „wygadać”. Chce ich spotkać w tym, co oni przeżywają i jak to rozumieją. Chce wysłuchać i wsłuchać się w to ich „a myśmy mieli nadzieję…” (por. Łk 24,21).


Pokój przebaczenia

O tym darze Chrystus mówi wprost, gdy przychodzi do wieczernika w dniu zmartwychwstania: „Pokój wam!” (por. Łk 24,36; J 20,19.21). Przecież powinien przyjść z wyrzutem, z upomnieniem, ze słowem gorzkiej prawdy o nich. Nie. Pierwsze, co chce im powiedzieć to: „Pokój wam!”. Chce im podarować pokój. Nie zawieszenie broni, nie odroczenie wyroku. W całym ich rozbiciu, poranieniu grzechem, niewiernością, zwątpieniem On chce im dać pokój. Chce by mieli w sobie pokój, by doświadczali pokoju. Nie spokoju, że już jest „wszystko dobrze”. Ale pokoju – pewności, że On ich kocha, że Mu na nich zależy, że chce, aby czuli się bezpiecznie w relacji z Nim. To jest też Jego przebaczenie. Przebaczenie, którego doświadczamy względem siebie. Ale to przebaczenie czyni nas zdolnymi, by przekazywać je dalej. By tak jak On nas traktuje, traktować innych (por. J 20,21-23).

 

Rozumienie Pisma

Przynajmniej dwa razy Ewangelia wspomina o tym darze (por. Łk 24,27.32 oraz Łk 24,45). Jezus otwiera nasze umysły i serca na rozumienie Słowa Bożego. A więc na odkrycie wierności Boga, Jego niezawodności – nieodwołalności przymierza i obietnic jakie nam dał. Na odkrycie i zrozumienie Bożej obecności i działania w historii – także w naszej osobistej historii życia. Zmartwychwstały Jezus podarowuje nam klucz do rozumienia samych siebie. On sam jest tym kluczem. W Nim spełniają się wszystkie obietnice Ojca. On jest ich spełnieniem. Ale jest nim dla nas (por. Dz 2,39).

 

Misja: jesteś potrzebny Bogu

Właściwie każde spotkanie ze Zmartwychwstałym kończy się posłaniem do misji. „Idźcie i oznajmijcie moim braciom…” (Mt 28,10); „Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię…” (Mk 16,15) i tak dalej. Uwierzyć w zmartwychwstanie, spotkać Zmartwychwstałego to odkryć, że On mnie posyła; że ja Jemu jestem do czegoś potrzebny; że On widzi we mnie „współpracownika” zdolnego do kontynuowania Jego dzieła. Prawda o zmartwychwstaniu nie jest informacją, którą należy przyjąć, przyswoić i grzecznie stanąć w kącie. Ona jest mocą, energią, dynamizmem, który każe wyruszyć w drogę. Mocą, która uzdalnia do podjęcia misji, zadania, głoszenia. Mnie. Właśnie mnie, choć jestem takim „biedakiem” i „niedowiarkiem”. Mój Bóg mnie potrzebuje. Posyła. Ufa mi. Wierzy we mnie.