Aleteia

Janusz Kusociński – mistrz olimpijski rozstrzelany w Palmirach. Był sportowcem i żołnierzem ze stali

JANUSZ KUSOCIŃSKI
fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe
Udostępnij

Legendarna postać międzywojennego sportu. O tym, że został biegaczem zadecydował ciekawy zbieg okoliczności. Mistrz olimpijski z 1932 roku.

Janusz urodził się w wielodzietnej rodzinie. Był najmłodszym z szóstki dzieci państwa Kusocińskich. Jego ojciec pracował jako urzędnik kolejowy. Rodzina mieszkała w Ołtarzewie pod Warszawą i prowadziła małe gospodarstwo rolne. Rodzice wymuszali na małym Januszu zdobywanie wiedzy. Niezbyt był jednak chętny do nauki, a raczej psotliwy. Na roli z pewnością uczył się solidnej pracy i hartu ducha. Ciągnęło go jednak do sportu. Brat Tadeusz zapalił go do gry w palanta i tak to się zaczęło.

Sport był właśnie tą dziedziną, gdzie „Kusy” czuł się najlepiej. Kolejną dyscypliną, która go wciągnęła była piłka nożna. Najpierw grał w Ożarowiance, a następnie został zawodnikiem robotniczego Sarmaty. W międzyczasie ukończył Państwową Średnią Szkołę Ogrodniczą.

 

Pobiegniesz z nami?

Czasami życie otwiera drzwi do czegoś nowego. Dzieje się to niepostrzeżenie. Któregoś dnia Janusz przyszedł na zawody, w których uczestniczył jego kolega. Chciał mu towarzyszyć i dopingować go. Okazało się jednak, że jego kolegom w sztafecie brakuje jednej osoby. Nie dotarła na miejscu. „Kusy” dostał szybką propozycję wzięcia udziału w biegu. Zgodził się. Jego drużyna wygrała, a on miał duży wpływ na zwycięstwo. Był rok 1925.

W ten sposób rozpoczęła się jego wielka przygoda z bieganiem. Dużo czasu poświęcał na treningi. Wykazywał się wielką konsekwencją i sumiennością. Startował w kolejnych zawodach, a coraz wyższe miejsca ukazywały wielkie postępy. W 1927 roku zdobył III miejsce na robotniczych Igrzyskach w Pradze. Był niesłychanie ambitny. Dążył do tego, aby wziąć udział w Igrzyskach Olimpijskich w Amsterdamie (1928). To jednak jeszcze nie był ten moment.

Został mistrzem Polski w biegu na 5000 m, ustanawiając nowy rekord kraju. W międzyczasie przeniósł się do Warszawianki. Od jesieni 1928 roku został reprezentantem Polski. Kusociński przestał być anonimowy, a niektórzy dziennikarze nazywali go „gigantem pracy treningowej”. Prowadził bogate życie towarzyskie, ale można było go przede wszystkim spotkać trenującego między innymi na Polu Mokotowskim. Bił kolejne rekordy, rywalizował, a w 1931 roku został wybrany sportowcem roku „Przeglądu Sportowego”. Jego wyniki sprawiły, że dołączył do światowej czołówki.

 

Igrzyska Olimpijskie w Los Angeles

Dzięki wytrwałości i determinacji doszedł do celu, czyli Igrzysk Olimpijskich w Los Angeles. W końcu nastał długo oczekiwany dzień finałowego biegu. 31 lipca 1932 roku. Rano „Kusy” wraz z Jadwigą Wajsówną (również reprezentantką Polski na igrzyskach olimpijskich w lekkiej atletyce) wziął udział w porannej mszy św. w parafii Matki Bożej Jasnogórskiej w Los Angeles. Od księdza proboszcza Bronisława Krzemińskiego otrzymał figurkę św. Antoniego. Stała się jednym z tych przedmiotów, które zawsze nosił przy sobie.

Wybiła godzina 16:30. Starter wystrzelił z pistoletu i rozpoczął się finałowy bieg na 10 000 m. Faworytem byli Finowie, którzy od 1912 roku nie dali innemu narodowi odnieść zwycięstwa w biegach na długim dystansie. Blisko 40-tysięczna widownia oglądała nieprawdopodobną walkę pomiędzy Finami a Polakiem. Jak się okazało, Kusociński rywalizował nie tylko z innymi biegaczami, ale również wielkim bólem stóp. Buty, w których walczył o złoty medal, były niedopasowane do nawierzchni.

Tego dnia jednak nic nie było w stanie powstrzymać zdeterminowanego i pewnego siebie zawodnika Warszawianki. Pierwszy minął linię mety, zwyciężając, a zaraz potem… zdjął buty. Poruszający był widok zakrwawionych stóp, które były tak zniszczone biegiem, że uniemożliwiły „Kusemu” udział w rywalizacji na 5 000 m. Fizyczne cierpienie pokonał żelaznym charakterem. Kusociński spełnił swoje marzenie. Został pierwszym Polakiem (mężczyzną), który zdobył olimpijskie złoto.

 

Zmagania z kontuzjami

Ciężkie treningi mocno odbiły się na jego zdrowiu. Po licznych sukcesach organizm „Kusego” był mocno nadwyrężony. Pojawiły się problemy z kolanami i inne dolegliwości. Ambicja sportowca musiała ustąpić cierpliwości. Lata 1933-1939 to okres przeplatany nielicznymi startami i leczeniem kontuzji. W 1934 roku Kusociński został jeszcze wicemistrzem Europy w biegu na 5 000 m w Turynie.

Jako młody chłopak nie był skory do nauki. Opornie odpowiadał na zachęty rodziców. Być może potrzebował czasu, aby dojrzeć. A może sam musiał odkryć dziedzinę, w której mógł się spełniać i dawać wartość innym? W 1937 roku zdał maturę, a rok później był już absolwentem Centralnego Instytutu Wychowania Fizycznego (dzisiejsza Akademia Wychowania Fizycznego w Warszawie). Zdobył uprawnienia nauczycielskie i trenerskie. Publikował artykuły, a w pewnym momencie został nawet redaktorem naczelnym „Kuriera Sportowego”.

Nie było mu łatwo żyć bez biegania i rywalizacji. Legendarny dziennikarz sportowy śp. Bohdan Tomaszewski miał okazję znać „Kusego” osobiście. We wspomnieniu z 2000 roku pisał dla „Rzeczpospolitej”: „Kusociński niewątpliwie szukał rekompensaty. Szukał w bujnym życiu towarzyskim. Już nie oglądały go tłumy, kiedy w Warszawie i na świecie biegał i zwyciężał. Byłem, zanim go poznałem, na jego biegach na stadionie Legii, kiedy pokonał ostrym finiszem świetnego Fina Iso Hollo. Teraz była pustka, ale wciąż był jednym z najpopularniejszych ludzi w kraju. A więc nie tylko spotkania towarzyskie i brydże na Legii, ale rauty i bale”. Kusociński chciał, aby uwieńczeniem jego kariery były igrzyska w 1940 roku w Helsinkach.

 

Wojna i konspiracja

Wybuch wojny sprawił, że marzenia „Kusego” nie mogły zostać zrealizowane. W konsekwencji swojego stanu zdrowia otrzymał kategorię D. Nie musiał zatem walczyć. Ale sam zgłosił się na ochotnika i we wrześniu 1939 roku bronił Warszawy. Był dwukrotnie ranny. Po zajęciu stolicy przez Niemców wstąpił do konspiracji.

Niestety, w jego organizacji działał niemiecki agent. Janusz Kusociński został aresztowany przez Gestapo 28 marca 1940 roku. Był okrutnie torturowany przez kolejne trzy miesiące. Nie wydał nikogo. Został rozstrzelany 21 czerwca 1940 roku w Palmirach. Pozostał niepokonany.