Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

28-letnia ciężarna pielęgniarka umiera na COVID-19. Tuż przed śmiercią lekarze ratują jej córkę

MARYA AGYEIWAA AGYAAPONG
Udostępnij

Zdarzyło się to dokładnie w Wielkanoc: „Niewielki promyk światła w tych mrocznych czasach” – powiedział dyrektor szpitala w Wielkiej Brytanii, gdzie w dramatycznych okolicznościach odeszła młoda mama, zakażona koronawirusem. Tuż przed śmiercią, w cudownych okolicznościach, wydała na świat córeczkę.

Angielska stacja telewizyjna Channel 4 wyemitowała niedawno program o pewnej młodej pielęgniarce, która w wieku 28 lat zmarła z powodu koronawirusa. W tej smutnej historii pojawia się również optymistyczny wątek: tuż przed śmiercią udało się lekarzom przeprowadzić zabieg cesarskiego cięcia i w ten sposób uratować życie jej córeczki, którą nosiła pod sercem. Na szczęście stan dziewczynki lekarze oceniają jako dobry.

Mary Agyeiwaa Agyapong, bo tak nazywała się pielęgniarka, zmarła 12 kwietnia, w Wielkanoc, tuż po wydaniu na świat za pomocą cesarskiego cięcia swojej córki. Na cześć jej mamy również nazwano ją Mary. Wszystko wydarzyło się Bedfordshire na północny zachód od Londynu, gdzie Agyapong pracowała od 5 lat i była bardzo szanowana i lubiana przez innych pracowników szpitala.

David Carter, dyrektor szpitala, złożył rodzinie kondolencje i w bardzo poruszających słowach wyraził swój smutek z powodu śmierci kobiety:

Niestety potwierdzam informację o śmierci naszej pielęgniarki, Mary Agyeiwaa Agyapong, która pracowała w naszej placówce przez 5 lat. Jednocześnie pragnę zaznaczyć, że przyjście na świat jej córki, zdrowej dziewczynki, było dla nas niczym niewielki promyk światła w tych mrocznych czasach.

 

Jak doszło do zakażenia?

Według dziennikarzy ze stacji Channel 4 Mary o zakażeniu koronawirusem dowiedziała się 5 kwietnia i po dwóch dniach została przyjęta jako pacjentka do szpitala, w którym pracowała. Była już w trzecim trymestrze ciąży i od 12 marca przebywała na zwolnieniu. Zatem gdzie złapała wirusa?

Szpital Luton and Dunstable, jak większość placówek w Europie, walczy z koronawirusem. Do tej pory zanotował 70 ofiar koronawirusa, a pielęgniarka Mary jest pierwszym pracownikiem tej placówki, który przegrał walkę z chorobą. Oddział, gdzie pracowała Mary był strefą zamkniętą dla osób z COVID-19, ale stało się to wtedy, kiedy pielęgniarka przebywała na zwolnieniu. Dlatego do zakażenia raczej nie doszło na tym oddziale.

Inną kwestią jest sam fakt, że kobieta w zaawansowanej ciąży chodziła do pracy, która de facto zagrażała jej zdrowiu. Okazuje się, że w Wielkiej Brytanii istnieje prawo, które wskazuje, że kobieta w ciąży może przestać pracować dopiero od 28. tygodnia ciąży. I zgodnie z tym prawem Mary pracowała właśnie do 28. tygodnia ciąży.

 

W Niedzielę Wielkanocną stał uległ pogorszeniu

Od dnia przyjęcia do szpitala, czyli od 7 kwietnia, stan Mary się wahał. Raz czuła się lepiej, raz była w gorszej formie. Niestety, w Niedzielę Wielkanocną sytuacja na tyle się pogorszyła, że zmusiła lekarzy do przeprowadzenia na cito zabiegu cesarskiego cięcia, by podjąć próbę ratowania córeczki pielęgniarki. Niestety, chwilę później Mary umarła. Co gorsza, mąż kobiety i ojciec dziecka nawet nie mógł pożegnać się ze swoją żoną i poznać nowo narodzonej córki, gdyż sam przebywa w izolacji, czekając na wyniki testu na obecność koronawirusa.

 

Jak zrozumieć tę smutną historię?

Oczywiście jasne jest, że należy przeprowadzić dochodzenie w sprawie całego zdarzenia. Jeśli coś poważnie zagroziło życiu tej matki, należy to wyjaśnić.

Ta cała historia jest bardzo niesprawiedliwa, ale tak bardzo ludzka. To nieszczęście jest nieuzasadnione, ale może się zdarzyć. Jak zatem ogarnąć dramat zawierający ból i radość, który na zawsze oddziela dwa stworzenia tak bliskie sobie jak matka i córka?

Czy istnieje jakieś słowo, które ogarnie ból spowodowany utratą, a jednocześnie uhonoruje cud narodzin? Niestety, nie ma. Ale pamiętajmy, to działo się w Wielkanoc. Śmierć matki spotkała życie córki. A w Wielkanoc świętujemy przejście ze śmierci do życia. I głęboko wierzymy, że śmierć raz na zawsze została pokonana.