Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Umierał na COVID-19. A przecież tak marzyli o ślubie!

HOSPITAL
Shutterstock | Halfpoint
Udostępnij

„Oboje czuli, że to ostatnia rzecz, jaką mogli zrobić razem”.

Sophie Bryant-Miles właśnie uzyskała dyplom pielęgniarki. Znalazła pracę w Bradford Royal Infirmary, jednym z uniwersyteckich szpitali w Wielkiej Brytanii.

Wraz z pandemią koronawirusa zdarzyło jej się zajmować młodym pacjentem poddanym opiece paliatywnej. Zgodnie z opinią przekazaną jej przez lekarzy z powodu choroby mężczyzna miał nie przeżyć nocy. Był 20 kwietnia.

W szpitalnych korytarzach Sophie spotykała narzeczoną swojego pacjenta. Kobieta wytłumaczyła pielęgniarce, że byli parą od 15 lat i pragnęli się pobrać, jednak z powodu braku pieniędzy i czasu nigdy tego nie zrobili. Teraz kobieta była przybita, wiedząc, że jej miłości pozostało jedynie kilka godzin życia.

Sophie uznała, że jedną z form pomocy, jakiej mogła udzielić choremu i jego bliskim, jest także umożliwienie parze kochających się ludzi spełnienie ich wielkiego pragnienia. Odszukała szpitalnego kapelana Joe Fieldera i zapytała, czy mógłby pobłogosławić ich małżeństwo.

 

„Aż do śmierci”

Sophie tak relacjonuje dalszy bieg spraw:

Joe stwierdził, że nie może sprawować pełnej ceremonii, jednak może przyjść i zorganizować posługę podobną do mszy ślubnej. Para będzie mogła powiedzieć swoje „tak”. I będzie mogła również wypowiedzieć swoje „aż do śmierci” i wszystkie inne kwestie typowe dla ceremonii ślubnej. Wyjątkowe będzie tylko miejsce – szpital.

 

Obrączki z folii aluminiowej

Joe przyszedł, zrobiliśmy obrączki z folii aluminiowej i skontaktowaliśmy się przez FaceTime z córką pacjenta, aby mogła obejrzeć ceremonię.

To była piękna ceremonia, a Joe zachował się wspaniale. Wydrukował karteczki z imionami i wszystkimi hymnami oraz modlitwami, ze wszystkim.

Panna młoda wykazała się pełnią zrozumienia wobec faktu, że wszyscy musieliśmy być kompletnie ubrani w ochronne kombinezony, a pacjent musiał mieć na twarzy maskę. Mimo tych przeciwieństw wszyscy wyglądali na bardzo podekscytowanych tym, co się wydarzało.

 

Zdjęcie na pamiątkę

Joe również był ubrany w profesjonalny medyczny kombinezon ochronny. Wydawało się, że cały się poci. Na koniec zrobiliśmy pamiątkowe zdjęcie. Państwo młodzi właśnie tak chcieli. Zrobiliśmy wszystko, aby ceremonia była podobna do prawdziwego ślubu. Daliśmy młodym nawet tort.

 

„To ostatnia rzecz, jaką mogli zrobić razem”

Ona wiedziała, że jemu pozostało tylko kilka godzin życia i sądzę, że oboje czuli, że to ostatnia rzecz, jaką mogli zrobić razem. Przynajmniej będzie miała takie wspólne wspomnienie.

Wydaje mi się, że wszyscy płakaliśmy.

 

Lekarz, który zebrał świadectwo

To świadectwo zostało zebrane przez doktora Johna Wrighta, epidemiologa kierującego Instytutem Badań nad Zdrowiem w Bradford. Prowadzi on dziennik, w którym spisuje wszystko, co dzieje się w szpitalu w dniach pandemii koronawirusa.

JOHN WRIGHT
Twitter | @docjohnwright
Lekarz, który zebrał świadectwo.

Doktor John Wright opisał to zdarzenie w dzienniku, który prowadzi dla BBC.

W dzienniku znajduje się także relacja kapelana Joe Fieldera. Mówi on:

Diagnoza lekarska mówiła, że pacjent nie przeżyje nocy, dlatego zastosowałem rytuał zaślubin, który jest bardzo podobny do mszy ślubnej w kościele.

Pacjent robił, co mógł, aby wypowiadać słowa, jednak czasami było mu bardzo trudno z powodu wielkich kłopotów z oddychaniem. Jego partnerka robiła, co mogła, aby wypowiadać słowa, jednak i jej było bardzo trudno z powodu łez. Rodzina uśmiechała się i płakała równocześnie.

A wszystko to robiliśmy ubrani w profesjonalne medyczne kombinezony ochronne, to było bardzo dziwne. Ale ten pacjent mógł umrzeć z przekonaniem, że wypowiedział te słowa przysięgi. A jego partnerka czuła się rzeczywiście bardzo wdzięczna. Bardzo nam dziękowała za to, że mogli sobie powiedzieć te słowa.

 

Niech ludzie wiedzą, że „są kochani i że się o nich ktoś troszczy”

Jedyne, czego chcesz to sprawić, by ludzie byli traktowani z godnością, pomóc im uwierzyć, że są kochani i że się o nich ktoś troszczy. Jestem wdzięczny, że miałem okazję im pomóc celebrować miłość i to w taki sposób.