Aleteia

Dr Paweł Grabowski: To, co robię, nie jest bohaterstwem [wywiad]

PAWEŁ GRABOWSKI
Karol Makurat/EAST NEWS
Podczas gali nagrody "Okulary ks. Kaczkowskiego" w Sopocie.
Udostępnij

– Kiedy mówię, że mimo pandemii nie boję się jeździć do pacjentów, czasem słyszę, że w dobie koronawirusa, z uwagi na własne bezpieczeństwo, mam prawo odmówić pomocy. Otóż nie, nie mam! Musimy pamiętać, że oprócz litery prawa jest jeszcze duch prawa – mówi dr Paweł Grabowski.

Paweł Grabowski to doktor nauk medycznych, bioetyk, specjalista chirurgii szczękowo-twarzowej oraz medycyny paliatywnej. Ale także poeta i pisarz, autor książek i scenariuszy sztuk teatralnych. Założyciel i prezes Fundacji Proroka Eliasza, twórca hospicjum domowego w gminie Michałowo, budowniczy hospicjum stacjonarnego w Makówce. Nam mówi m.in. o pomaganiu chorym w dobie koronawirusa i o tym, jak rozmawiać z dziećmi o umieraniu.

 

Katarzyna Szkarpetowska: Dlaczego zrezygnował pan z pracy w Warszawie i postanowił zamieszkać na podlaskiej wsi?  

Dr Paweł Grabowski: To długa historia. W pewnym momencie życia zrozumiałem, że chcę robić rzeczy naprawdę ważne. Ponad dziesięć lat temu ks. Henryk Paprocki powiedział mi, że we wsi Nowa Wola k. Michałowa, 40 km od Białegostoku, mieści się budynek po dawnej szkole, którym opiekuje się tamtejsza parafia prawosławna, a władyka Jakub, ordynariusz diecezji białostocko-gdańskiej, szuka pomysłu na zagospodarowanie terenu. Za namową ks. Paprockiego pojechałem do władyki Jakuba. Porozmawialiśmy i tak zrodził się pomysł, żeby miejsce zostało siedzibą powołanej właśnie Fundacji Podlaskie Hospicjum Onkologiczne [dziś Fundacja Hospicjum Proroka Eliasza]. Zaczęło się od hospicjum domowego, dziś są już fundamenty pod stacjonarny Ośrodek Hospicyjno-Opiekuńczo-Edukacyjny w Makówce.

 

Paweł Grabowski: Bóg pokazał mi, jak kruche jest życie

Zanim pojechał pan do władyki Jakuba, wydarzyło się coś w pewnym sensie metafizycznego. Trafił pan do szpitala na badanie, w trakcie którego pańskie serce przestało bić.

Wykonywano mi test omdleniowy, wszystko pod kontrolą odpowiedniej aparatury, w obecności specjalistów. W pewnej chwili zatrzymało się krążenie, przestałem oddychać. Trwało to kilkadziesiąt sekund.

To było doświadczenie śmierci klinicznej?

Trudno powiedzieć. Nie widziałem tunelu, o którym słyszymy w opowieściach ludzi, którzy byli po tamtej stronie, nie ukazał mi się anioł, ale to doświadczenie – a raczej Pan Bóg poprzez to doświadczenie – pokazał mi, jak kruche jest ludzkie życie. To wydarzenie także zaważyło na mojej decyzji o wyprowadzce z Warszawy. Mocniej dotarło do mnie, że na tym świecie jesteśmy przechodniami. Iskra życia może zgasnąć w każdej chwili.

Jakie ma być hospicjum w Makówce?

Wierzę, że będzie wyjątkowe. Misją ośrodka stacjonarnego ma być niesienie fachowej, kompleksowej pomocy nieuleczalnie chorym, ale też zapewnienie opieki wyręczającej ich bliskim. Jest to niezwykle ważne, ponieważ nierzadko jest tak, że 90-letnim rodzicem opiekuje się dziecko, które ma 60-70 lat, taka osoba często sama wymaga odpoczynku, pobytu w szpitalu, sanatorium. Ważnym filarem będzie również edukacja, która zresztą zawsze była naszym „konikiem”. Od początku fundacja prowadzi zajęcia w szkołach dla dzieci, młodzieży, studentów, prowadzimy wykłady i warsztaty dla personelu medycznego. Nauczamy o wartości i godności życia ludzkiego, o cierpieniu, o tym, jak je rozumieć, dlaczego ważna jest nie tylko dbałość o jakość, ale i godność życia.

Jak wesprzeć budowę ośrodka? 

Można przekazać 1 proc. podatku*, wpłacić pieniądze na konto budowy ośrodka**, podarować materiały budowlane, zorganizować zbiórkę w mediach społecznościowych. Można nas wesprzeć jednorazowo lub zostać stałym darczyńcą, ustawiając np. zlecenie stałe. Będziemy wdzięczni za każdą, nawet najmniejszą pomoc. Potrzebujemy jeszcze 12 milionów złotych. Niektórzy mówią, że to, co robimy, to donkiszoteria, szaleństwo. Inni wspierają nas duchowo i materialnie. Wraz z zespołem mocno wierzymy, że niebawem wybudujemy ośrodek.

 

„Przecież pan doktor będzie babci tylko dupkę oglądał”

Jest pan autorem trzech tomików poezji, scenariuszy sztuk teatralnych, w tym o siostrze Mozarta. Kiedy odkrył pan pasję do pisania?

Pomógł mi w tym polonista ze szkoły średniej, byłem w pierwszej klasie liceum. Pewnego razu poprosił o napisanie wypracowania. Na następnej lekcji w pierwszej kolejności wyczytał nazwiska osób, które otrzymały ocenę bardzo dobrą, następnie dobrą, dostateczną i dwóję. Gdy już oddał wszystkie prace, podszedł do mnie i powiedział: „A tutaj mam twoje wypracowanie. Nie wiedziałem, czy ocenić je na dwóję, czy na piątkę. Oceniłem na piątkę. Co będzie dalej – zobaczymy”. Wtedy zrozumiałem, że chcę pisać.

Niedawno ukazał się „Dziadek Franek”. Poruszająca opowieść o sile miłości, o tym, jak przeprowadzić dziecko przez doświadczenie śmierci bliskiej osoby.

Otrzymałem wiele telefonów od nauczycieli, którzy omawiali książkę z uczniami. Także rodzice mówią, że ich pociechy proszą, aby czytać im „Dziadka Franka”. Tu, na Podlasiu, w wielu domach dzieci mieszkają także z dziadkami. Często kilkuletni wnuk jest świadkiem chorowania i umierania najstarszych domowników. Dziecko widzi, że dziadek jest nieuleczalnie chory – ma odleżyny, trzeba mu zmienić pampersa, karmić itd. Dla wielu dorosłych to temat tabu. Dzieci nie mają oporów, by o tym rozmawiać. Kiedyś pojechałem do pewnej staruszki. Chciałem obejrzeć odleżyny, po pokoju kręcił się kilkuletni wnuczek. Jego mama poprosiła, by wyszedł. On na to: „A dlaczego mam wyjść? Przecież pan doktor będzie babci tylko dupkę oglądał”. Innym razem dziecko wzięło słuchawki i asystowało mi przy badaniu babci. Dzieci naprawdę widzą to inaczej.

DZIADEK FRANEK

Wielu ludzi nazywa pana bohaterem.

To, co robię, nie jest bohaterstwem. Kiedy mówię, że ani ja, ani pielęgniarki, z którymi pracuję, nie boimy się, mimo pandemii, jeździć do pacjentów, w odpowiedzi zdarza mi się słyszeć: „W dobie koronawirusa, z uwagi na własne bezpieczeństwo, macie prawo odmówić pomocy”. Otóż nie, nie mamy! Musimy pamiętać, że oprócz litery prawa jest jeszcze duch prawa. I to nie my jesteśmy bohaterami, ale lekarze i pielęgniarki, którzy uciekają, są tchórzami. Nie ma we mnie zgody na to, żeby relację lekarz – pacjent sprowadzać do bezdusznej relacji świadczeniodawca – świadczeniobiorca, a leczenie pacjentów nazywać instrumentalnie świadczeniem procedury medycznej. U nas w hospicjum nawet panie pracujące w administracji odwiedzają podopiecznych – żeby wiedziały, dla kogo pracują, po co to wszystko. W Fundacji Hospicjum Proroka Eliasza nie ma miejsca dla osób, dla których drugi człowiek nie jest najważniejszy, które nie chcą się rozwijać, a jedynie „zagnieździć”. Tylko martwe ryby płyną z prądem.

*KRS 0000328837
** Nr konta: 81 1050 1953 1000 0090 3150 6141
ING Bank Śląski, oddział w Białymstoku
Tytuł wpłaty: budowa Hospicjum Stacjonarnego w Makówce