Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Niedołężny i z odleżynami. Ale jego posługa była jeszcze mocniejsza. Świadectwo osobistego sekretarza Jana Pawła II [wywiad]

JAN PAWEŁ II
Abaca/EAST NEWS
Udostępnij

Abp Mieczysław Mokrzycki: Ojciec Święty pokazał, że w podeszłym wieku i z ciężką chorobą można czynić wiele dobra. Słaby, niedołężny, jeszcze lepiej wypełniał misję Piotra naszych czasów. Docierał do ludzi, przyciągał ich. Jego posługa była jeszcze mocniejsza niż za pierwszych lat pontyfikatu.

Z abp. Mieczysławem Mokrzyckim, metropolitą lwowskim, osobistym sekretarzem papieża Jana Pawła II (1996-2005) i Benedykta XVI (2005-2007), doktorem teologii, rozmawia Małgorzata Bilska.

 

Małgorzata Bilska: Ksiądz arcybiskup powiedział kiedyś Brygidzie Grysiak, że od Jana Pawła II nauczył się m.in. „pokoju, opanowania i cierpliwości”. W czym przejawiała się papieska cierpliwość?  

Abp Mieczysław Mokrzycki: Jak Paweł II był pełen pokoju. Potrafił słuchać, każdego rozumiał. Nigdy nie sprawiał wrażenia, że się spieszył lub ma ważniejsze sprawy. Nikomu nie przerywał.

Czasem bardzo mało mówił, bo ludzie mu nie pozwalali… Chcieli przekazać jak najwięcej wiadomości – o sobie, o swojej diecezji. A on słuchał i miał ogromnie dużo cierpliwości. Przejawiała się ona również w znoszeniu trudności życiowych. Tragicznych wydarzeń na świecie, kataklizmów… Przeżywał to.

Czasem westchnął „o Boże”, ale był spokojny i opanowany. Potem rozmawiał z najbliższymi współpracownikami o tym, jak Kościół może w przypadku tej sprawy zareagować. Jak pomóc. Cierpliwie, dzień po dniu, przeżywał swoją chorobę Parkinsona.

Pod koniec lutego 2005 roku przeszedł w szpitalu operację tracheotomii. Nie mógł oddychać. Kiedy obudził się z narkozy mógł oddychać, ale nie mógł mówić. Napisał wtedy na kartce „Co ze mną zrobiliście? Ale Totus Tuus”.

Ojciec Święty przyjmował z wielką pokorą wszystko, co go spotykało. Choroby. Zamach. Ale też nieprzyjemne artykuły dziennikarzy. Pisali, że papież jest niedołężny, stary i powinien podać się do dymisji. Przyjmował to ze spokojem.

Pokornie, cierpliwie i z prostotą, poddawał się także decyzjom lekarzy. Przeszedł kilka operacji i wiele badań, które ludzi onieśmielają. Jeśli chodzi o tracheotomię, to lekarze przekonywali, że to nie jest ciężki zabieg. Raczej taki kosmetyczny.

Kiedy przeczytałem to, co napisał, byłem zaskoczony. To do Ojca Świętego nie pasowało! Przeląkłem się, że przestał być człowiekiem, jakiego znałem. Wydawało mi się, że ma do nas żal, robi wyrzut. Jego prawdziwe oblicze pokazały ostatnie dwa słowa: Totus Tuus.

Tak brzmi hasło tegorocznej Lednicy (spotkanie będzie zdalne). Właśnie Totus Tuus…

Tego nie wiedziałem.

Kochaliśmy Jana Pawła II, bo był na swój sposób zwyczajny. Lubił żartować, spotykać się z ludźmi, jeździć na nartach… Miewał chwile słabości? Stracił kiedyś nad sobą panowanie?

Był człowiekiem mocnego charakteru. I był bardzo aktywny. Choroba – a z nią niedołężność, nie przyszła nagle. Niespodziewanie jak choćby paraliż. Jego organizm stopniowo stawiał trudności na jego codziennym szlaku. Był do tego przygotowywany przez Pana Boga.

Kiedy w 1996 roku zostałem jego sekretarzem, nie pokazywał się z laską publicznie choć jej używał – w domu. Ukrywał ją, bo wiedział, że każdą taką „nowość” od razu negatywnie opiszą media. Zdarzało się, że był obecny na celebracji mszy świętej, ale nie potrafił sam odczytać homilii. Potem miał coraz większe problemy z chodzeniem. W końcu używał wózka inwalidzkiego.

Czasem, kiedy ręka za bardzo mu się trzęsła przy obiedzie z gośćmi, uderzał nią o stół. Tak samo na audiencjach. Uderzał ręką o oparcie fotela, żeby mu nie przeszkadzała. Jakby chciał ją uciszyć…

Nie zrezygnował jednak z wyjazdów w góry. Nie mógł po nich chodzić, ale przynajmniej raz na miesiąc wyjeżdżał w góry Abruzzo. Cieszył się pięknem przyrody.

Jak sobie radził w wakacje?

W lipcu, sierpniu i wrześniu przenosił się do letniej rezydencji w Castel Gandolfo. Do końca, aż do 2004 r. Mimo problemów z chodzeniem dwa razy dziennie korzystał z basenu. Wchodził do niego z wielkim wysiłkiem. Cierpiał, bo trzeba było pokonać kilka stopni na drabince. Wejść, potem wyjść. Przebrać się. Był mocny, odważny i cierpliwy. Znosił ból.

W jego czasach Kościół miał ideologicznych wrogów i ogromną liczbę krytyków. My dziś łatwo dajemy się wyprowadzać z równowagi. Jak papieżowi udawało się zachować spokój?

Był zrównoważony duchowo. Krytyka niesłuszna go nie raniła. Miał spokój duszy, serca i sumienia. Nie złościł się „co oni takie bzdury piszą!”. Mówił: no cóż, to nieprawda. Nie bał się skutków. Nie wyjaśnił, nie prostował. Pewne rzeczy zostawiał ocenie historii.

Był twardy. Nigdy nie płakał.

Jeden z moich poprzedników sekretarzy, ks. prałat Vincent Tran Ngoc Thu zamykając drzwi do zakrystii, przyciął Ojcu Świętemu wskazujący palec. Papież całą mszę świętą odprawiał z wielkim bólem. Palec mocno krwawił. Doktor Renato Buzzonetti dyskretnie przyszedł za ołtarz i owinął palec bandażem. Ojciec Święty znosił tak wszystkie cierpienia.

Nie dawał po sobie poznać, że cierpi?

Był czas, że Ojciec Święty miał odleżyny. Kiedy dłużej siedział na fotelu podczas audiencji, bardzo cierpiał. Czasem tylko mówił: piecze. Nic więcej. Pomagaliśmy mu się wtedy podnieść, poprawialiśmy siedzenie. Ale to był jedyny moment, gdy papież się skarżył. Trzeba go za to podziwiać. Było gorąco, audiencje trwały po dwie godziny. Mógł powiedzieć: mam dość, nie pójdę. Szedł.

O wielu rzeczach dziejących się w ciszy jeszcze nie wiemy.

Przy zmianie pogody miewał bóle głowy. Nieraz przy śniadaniu Ojciec Święty powiedział „dzisiaj boli mnie bardzo głowa” lub „czuję szum w głowie”. Według lekarza to były objawy choroby Parkinsona.

Papież wiedział, że to musi znosić. Szedł do normalnych zajęć. Nie korzystał też z masaży, które zalecali lekarze. Szkoda mu było na to czasu. W tym jednym przypadku był lekarzom nieposłuszny.

Podczas pielgrzymki do Szwajcarii w czerwcu 2004 roku 84-letni Jan Paweł II mieszkał w domu opieki Victoriaheim w Bernie prowadzonym przez siostry Miłości Krzyża Świętego. Tam odbyło się spotkanie ze szwajcarskimi biskupami – i z pensjonariuszami domu. Mało kto o tym pamięta. Jak do tego doszło?

Ojciec Święty podczas podróży mieszkał w różnych miejscach. W rezydencji biskupa, nuncjatury… W Szwajcarii papież skorzystał z gościnności domu seniora z tego względu, że jeździł na wózku inwalidzkim. Miał tam łazienkę dostosowaną do potrzeb osób starszych, nie w pełni sprawnych.

W sposób symboliczny dzielił dom z seniorami. Był to znak jego apostolstwa bliskości z rówieśnikami. Oni w tym okresie życia potrzebują szczególnej opieki. I domu – miejsca, gdzie mogliby godnie i dobrze przeżywać ten czas.

Przywykliśmy kojarzyć Jana Pawła II z młodzieżą. Czy w czasie pandemii akcent nie powinien się przesunąć na seniorów? To oni są coraz bardziej wykluczani ze społeczeństwa…

Pandemia dotknęła wszystkich. Ale to prawda – w tym czasie seniorzy w sposób szczególny oczekiwali naszego wsparcia.

Papież w swoje urodziny zapraszał na obiad kardynałów – seniorów.

Na Karola – swoje imieniny. Zapraszał kardynałów, którzy skończyli 80. rok życia.

Skąd taki pomysł?

(Śmiech) Nie wiem, to była długa tradycja. Św. Karol, po którym otrzymał imię chrzcielne, był kardynałem.

Św. Karol Boromeusz, arcybiskup Mediolanu.

Na urodziny przychodzili przyjaciele i współpracownicy, a imieniny są we Włoszech rzadziej obchodzone. Ojciec Święty pomyślał więc o starszych kolegach, współbraciach, którzy byli na emeryturze.

Świadectwo troski. Piękny gest.

Jan Paweł II pokazał, że w każdym etapie życia jesteśmy tak samo ważni. Ludzie starsi są skarbem. Mają pewną funkcję do spełnienia. Są potrzebni światu, społeczeństwu, rodzinie. Niezależnie od stanu fizycznego, nawet będąc przykutym do łóżka, możemy służyć innym poprzez modlitwę, pisanie, wyszywanie itd.

Człowiek nigdy nie powinien się wycofywać. Smucić i tracić nadziei. Ojciec Święty pokazał, że w podeszłym wieku i z ciężką chorobą można czynić wiele dobra. Słaby, niedołężny, jeszcze lepiej wypełniał misję Piotra naszych czasów. Docierał do ludzi, przyciągał ich. Jego posługa była jeszcze mocniejsza niż za pierwszych lat pontyfikatu.

Zaakceptował swoją słabość.

Swojego ciała… Duch był w nim mocny.

100. rocznica urodzin Jana Pawła II przypadła na czas, w którym opieka nad seniorami wybiła się na pierwszy plan. Uroczystości jubileuszowe nie odbędą się jednak zgodnie z planem. Lwów będzie świętował?

9 maja mieliśmy mieć konsekrację kościoła pw. św. Jana Pawła II we Lwowie. Została odwołana. Przed drzwiami odprawiliśmy tylko mszę świętą. Miał być koncert. Mieliśmy raz w tygodniu wyświetlać w kurii filmy o papieżu dla wiernych.

Ogłosiliśmy Jana Pawła II patronem roku modlitw o powołania kapłańskie i zakonne na Ukrainie. Jest on obecny w homiliach, dniach skupienia, na pielgrzymkach, konferencjach, oazach itd.

Tak po ludzku – tęskni za nim ksiądz arcybiskup? 

Tak. Wywarł na moim życiu wielkie piętno. Chociaż wiem, że teraz jest świętym, wierzę w jego obcowanie i orędownictwo, po ludzku odczuwam jego brak. Wspominam piękne chwile, które razem z nim przeżyłem.