Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Filozofia Williama Jamesa: czy praktycznie jest wierzyć w Boga?

WILLIAM JAMES
Udostępnij

Dzieje filozofii znają najróżniejsze dowody na istnienie Boga. Ale William James zaproponował zupełnie inne podejście do tej kwestii.

Wydawać by się mogło, że jeżeli mówię „na moim biurku stoi lampka” to albo mówię prawdę albo nie – w zależności od tego, czy faktycznie taki stan rzeczy ma miejsce. Jednak filozofia, w swej zdolności do dzielenia włosów na czworo, miałaby z tym duży problem. Bo przecież często doznajemy różnych złudzeń i miewamy całkiem realistyczne sny – skąd więc mam pewność, że patrząc na moją lampkę, właśnie coś takiego mi się nie przytrafia?

Tego typu problemy prowadziły do różnych, często kompletnie oderwanych od zdrowego rozsądku rozwiązań. Być może to nie przypadek, że to właśnie w drugiej połowie XIX wieku w USA, kraju, którego etos nastawiony był na praktykę i realne efekty, narodziła się filozofia pragmatyzmu, stawiająca sobie za cel odejście od tych dziwnych spekulacji.

Wróćmy do naszej lampki: co to bowiem znaczy, że „naprawdę na moim biurku stoi lampka”? Otóż znaczy to nie mniej, nie więcej, że mogę ją włączyć i oświetli mi pokój, że gdy będę przesuwał biurko niezbyt ostrożnie, to spadnie i się potłucze, że jeżeli zapomnę ją zgasić i wyjadę na wakacje, to przyjdzie duży rachunek za prąd… słowem, prawdziwość zdania „na moim biurku stoi lampka” jest po prostu sumą praktycznych skutków, jakie niesie to przekonanie dla ludzi.

 

Pragmatyczna teoria prawdy

Tego typu pragmatyczna teoria prawdy zupełnie odwracała porządek rzeczy. Zamiast powoływać się na świadectwo zmysłów i inne sposoby dowodzenia klasycznej prawdy, pragmatyzm postawił na coś zupełnie innego. Istotnie, może być tak, że w jakiejś sprawie „faktycznie” nie mamy racji, ba – wszyscy mogą nie mieć racji! Ale dopóki dane przekonanie w praktyce się sprawdza… jakie ma to znaczenie? Rzeczywiście, nie jest wykluczone, że lampki na biurkach są elementem symulacji komputerowej, ale dopóki można za ich pomocą oświetlać sobie blat, to lepiej jest uznawać ich rzeczywiste znaczenie!

Powstanie pragmatyzmu związane jest z dwoma myślicielami: Charlesem S. Peirce’em i Williamem Jamesem, ale to ten drugi odpowiada za jego olbrzymią popularność. Szczególną sensację zrobiły jamesowskie poglądy na kwestię wiary i różnic pomiędzy wyznaniami. Jeżeli chodzi o tą pierwszą, to Amerykanin był wielkim obrońcą wierzących przed agnostykami i ateistami, choć robił to… w dosyć specyficzny sposób.

 

Udowodnić istnienie Boga?

W jego opinii istnienie Boga nie da się „rzeczywiście” udowodnić. Nie ma więc sensu o to pytać, trzeba się przyjrzeć skutkom przyjęcia takiej czy innej postawy. Inaczej będzie podchodził do życia ateista, a inaczej człowiek wierzący. I James usprawiedliwiał tych drugich, uważając, że wiara jest sensowna, dlatego, że przynosi ludziom korzyści. Podobnie jak wiele innych kwestii filozoficznych takich jak pytania o sens życia czy istnienia świata jest nierozstrzygalna, więc wybrać na nią odpowiedź powinniśmy według tego, co będzie dla nas lepsze.

Oczywiście, ma to też skutki w spojrzeniu na dogmatyczne różnice pomiędzy wierzącymi. Dla katolików w hostii obecne jest prawdziwe Ciało Chrystusa, dla protestantów chleb stanowi wyłącznie symbol. Kto ma rację? Dla Jamesa to pytanie jest bez sensu, liczy się skutek, gdyż empirycznie nie jesteśmy w stanie wskazać różnicy. Zarówno katolicy, jak i protestanci powinni zostać przy swoim, skoro tak jest dla nich lepiej.

Ta koncyliacyjna postawa nie spodobała się wielu osobom: zarówno wierzącym, jak i niewierzącym. Większość ludzi stwierdziłaby, że wierzy w Boga, bo on rzeczywiście istnieje, a nie dlatego, że przynosi im to korzyści (choćby psychologiczne). Podobnie różnice między wyznaniami wydały się mocno zbanalizowane. Co na to sam James? Niespecjalnie przejmował się krytyką. Do końca życia kalendarz miał zapchany kolejnymi wykładami, będąc wraz z bratem, słynnym pisarzem, istną gwiazdą intelektualnej sceny Ameryki przełomu XIX i XX wieku. Pozostawał więc konsekwentny w swych przekonaniach: dla niego nie liczyło się, czy ma rację, tylko to, że ma z nich korzyści.

Źródło: N. Warburton, „Krótka historia filozofii”.