Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Zrobił scenografię do 22. Lednic. Prof. Stępak: Pamiętajcie o ogrodach! [wywiad]

Udostępnij

Zrobił scenografię do 22 Spotkań Lednickich, zaprojektował rzeźbę nagrobkową o. Góry na Polach Lednickich. Poznajcie prof. Jędrzeja Stępaka, artystę, który zajmuje się architekturą krajobrazu, wikliną, tkaniną unikatową.

Z prof. Jędrzejem Stępakiem, kierownikiem Zakładu Działań Twórczych Przestrzeni Społecznej na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu; artystą, rozmawiamy m.in. o hortiterapii, czyli kontemplowaniu roślin, przyrody.

 

Małgorzata Bilska: Dyplom w Państwowej Wyższej Szkole Sztuk Plastycznych w Poznaniu zrobiłeś w Pracowni Gobelinu, u jednej z najbardziej znanych polskich artystek, Magdaleny Abakanowicz (drugi w Pracowni Plakatu prof. Waldemara Świeżego). Jesteś też jednak artystą „ogrodowym”. Jak do tego doszło?

Prof. Jędrzej Stępak: Wychowałem się w Puszczykowie pod Poznaniem. Rodzice mieli olbrzymi ogród na skraju lasu. Jako dziecko lubiłem chodzić do ogrodników, obserwować jak rosną rośliny. Zawsze marzyłem o tym, żeby mieć szklarnię.

Doktorat zrobiłeś z rzeźby na Akademii Sztuk Pięknych. Ale od lat robisz dzieła… z wikliny!

Pewnego razu, jadąc rowerem przez park nad Wartą, zauważyłem wierzbę, której gałęzie wchodziły na ścieżkę. Przeszkadzało mi to, więc stanąłem i je zaplotłem. Po 2 czy 3 latach przypadkiem znów jechałem przez park. Patrzę: O! Jak ładnie ktoś tu zrobił! A to ja zrobiłem (śmiech). Od tego się zaczęło. Potem pojechałem na plener, na który namówił mnie starszy kolega. Współpracowałem z nim przy projektach elewacji kamienic, zajmował się też architekturą przestrzenną. Zapytał, czy chcę pojechać na 3-tygodniowy plener wikliniarski pod Nowy Tomyśl. Fajne dziewczyny, fajny las… Plener był dla architektów wnętrz, więc napisałem podanie do Stowarzyszenia Architektów Krajobrazu, wykazałem się jakimiś pracami i mnie przyjęli. Pojechałem.

 

Największy kosz z wikliny na świecie

Jak sobie radziłeś? Nie byłeś architektem krajobrazu.

Znałem różnego rodzaju sploty tkackie. Na plener przyjechali znakomici projektanci z całej Polski i wikliniarze z zakładów wikliniarskich oraz wzorcowni (to był 1979 rok). Czołówka awangardowych designerów. Uczyli nas. Zrobiłem kosz i nikt nie chciał wierzyć, że to mój pierwszy w życiu. Bardzo mi się to spodobało. Coś zaprojektowałem – przyjęto do realizacji. Po powrocie tęskniłem do kolejnego pleneru. Zacząłem realizować marzenia.

Co fascynuje artystę w koszu z wikliny?

Znałem różne techniki splotów z materiałów martwych. Na plenerze pracowałem w materiale żywym. Nawiązałem współpracę z wikliniarzami. Robiłem projekty, zlecałem im wykonanie. Wtedy jeszcze nie pracowałem na uczelni, tylko w Centrum Kultury Zamek w Poznaniu, gdzie uczyłem techniki tkackiej. Tak to się zrodziło. W 2000 roku zaprojektowałem największy kosz z wikliny na świecie (ok. 18 m wysokości), który trafił do Księgi Rekordów Guinessa. Stoi w centrum Nowego Tomyśla i stał się nawet wizytówką miasta. Jest atrakcją przez cały rok, bo rosną w nim drzewa i krzewy zmieniające kolory wraz z porami roku.

NAJWIĘKSZY KOSZ Z WIKLINY NA ŚWIECIE
Marek BAZAK/East News
Największy wiklinowy kosz na świecie, Nowy Tomyśl.

Dzieła z żywej wikliny puszczają pędy… Trzeba je przycinać. Jak bardzo praca z nią różni się od tego, co robiłeś wcześniej?

Wiklina zupełnie inaczej funkcjonuje, ma inną strukturę i giętkość. Trzeba ją przygotować, spreparować. Ma też bardzo bogatą gamę kolorystyczną. Innej wikliny używa się do konstrukcji mebla, innej – do form dekoracyjnych, jeszcze innej – do form ogrodowych. Pod Poznaniem, gdzie mam pracownię, jest zagłębie wiklinowe. Przez pewien czas miałem tu własną plantację wikliny. Zbierałem ciekawe, kolorowe gatunki. Zrezygnowałem z powodu braku czasu.

 

Scenografia do 22 Spotkań Lednickich

Współpracowałeś z poznańskimi dominikanami i o. Janem Górą OP. Robiłeś z wikliny konfesjonały, kapliczki, aranżacje ogrodowe. Częstym motywem twojej twórczości są skrzydła – o różnej symbolice. Na Lednicy pojawiają się jako oprawa plastyczna inscenizacji pieśni „Tylko orły”…  

Zrobiłem dla ojca Jana scenografię do 22 Spotkań Lednickich (także po jego śmierci). Po śmierci o. Góry zaprojektowałem rzeźbę nagrobkową na Polach Lednickich, gdzie jest pochowany. To dość duża forma. Monumentalny kamień złożony z 4 części, które składają się na krzyż. Projekt nawiązuje do kamienia, który stoi w tym miejscu, a jest poświęcony Janowi Pawłowi II. Ojciec Jan wyszukał go w kopalniach odkrywkowych niedaleko Konina. Kamienie do jego grobu są z tej samej kopalni. Na Spotkania Lednickie rozkładane są nad nimi skrzydła z wikliny.

GRÓB JANA GÓRY
Jakub Walczak/REPORTER

Środowisko ojca Góry było bardzo pomysłowe, kreatywne (giętkie jak wiklina?). Czy zakazy praktyk religijnych wynikające z pandemii mogą być jakoś ożywcze?

Myślę, że to jakaś próba oczyszczenia, selekcji. Trzeba się zdeklarować, czy ktoś rzeczywiście jest katolikiem gorącym, wierzącym. Czy zimnym, tylko „się opowiadającym”. W tej chwili do kościoła może już chodzić więcej osób, limit miejsc nie jest jednak wypełniony. Niektóre parafie troszkę się wycofały, inne – wręcz przeciwnie. Kościoły na ogół są otwarte, jest wystawienie Najświętszego Sakramentu. Można się spowiadać. Owszem, to było dla nas bardzo dziwne, przykre, no ale w Azji czy w innych zakątkach trzeba jechać do kościoła katolickiego 400-500 km. Są takie miejsca i chrześcijanie sobie radzą. My mamy udogodnienia – msze w środkach masowego przekazu, możliwość przyjęcia komunii duchowej.

GRÓB JANA GÓRY
fot. Adam Nurek

Sytuacja zmusiła nas do życia „pustelniczego”.

Był zakaz wstępu do parku, do lasu… Widziałem jednak, że punkty ogrodnicze, które sprzedawały rośliny, cały czas funkcjonowały. Pytałem moich przyjaciół ogrodników, czy dużo na pandemii stracili. Mówią, że nie, mają mnóstwo pracy. Ludzie mieli więcej czasu, więc zadbali o ogródki. Ja też od wielu lat nie miałem ogrodu tak dobrze przygotowanego do sezonu letniego. Siedzę na wsi i prowadzę w ogrodzie zdalne zajęcia ze studentami.

 

Hortiterapia, czyli kontemplujmy… rośliny, przyrodę!

Przed nagraniem powiedziałeś, że dla ludzi Zachodu ogrody służą głównie do rekreacji. Wschód ma do nich podejście bardziej duchowe. Jak kontemplować rośliny?

Na Wschodzie ogrody służą przede wszystkim do zadumy. Do modlitwy, kontemplacji i osiągnięcia koncentracji. Dlatego są bardzo oszczędne. Poza tym – na przykład w Japonii – roślina budzi zachwyt jako całość. Korzeń, pień, łodyżka, liście – i kwiat. My odrzucamy wszystko poza kwiatem. To samo dotyczy ogrodu. U nas liczą się kompozycje kwiatowe. A przecież możemy mieć kamień, który coś symbolizuje. Piasek – symbol morza, który da się różnie grabić, układać. Ważne jest też światło. W San Francisco jest galeria nad brzegiem morza (zrobiona przez Japończyka). Uwzględniono w niej tylko światło naturalne. Zwiedzający są wpuszczani pojedynczo, po każdej wizycie piasek jest na nowo grabiony.

Do San Francisco na razie nie polecimy, jest pandemia. Jak tę wiedzę wykorzystać w domu?

W domu możemy sobie wybrać ciekawą, piękną roślinę i ją kontemplować. Moja ulubiona to tetrastigma voinierianum (łac.), wino kasztanowe. Miesięcznie ma przyrost półtora metra i więcej. Nawet w ciągu dnia widać, jak powoli kształtuje się łodyżka. Mogę patrzeć godzinami na tę łodyżkę, która rośnie, zmienia się… Wino kasztanowe raczej nie kwitnie w naszych warunkach. Albo popatrzmy na kaktusy. Mają statyczne, rzeźbiarskie formy. To zupełnie inny odbiór estetyczny. Większość ludzi woli róże… Róża ma pączek, kwiat, ale szybko przemija.

Łatwiej widzimy przemijanie na roślinach niż na sobie. Niektóre żyją dłużej niż my (choćby cedry). Zwykle jednak umierają szybciej.

Wiklina szybciej się starzeje niż człowiek. Wyroby i dzieła sztuki z wikliny wpisują się w pejzaż, bo po pewnym czasie wyglądają tak, jakby były w nim wcześniej. Nie są ciałem obcym jak kamień, metal.

Drugą twoją pasją jest hortiterapia. Co to znaczy?

Nazwa pochodzi od słowa hortus (łac.) – ogród. Jest to dziedzina, która zajmuje się terapią ogrodami. Terapią przyrodą, roślinami.

Na czym to polega?

Rozmawiając z tobą, uprawiam hortiterapię – obieram szparagi (śmiech). Dotykam tę roślinę. Podgryzam ją (bardzo lubię surowe; najpiękniejsze szparagi rysował Albrecht Dürer – jego rysunki szparagów i rozwijającej się paproci są rewelacyjne). Do hortiterapii należy m. in. ziołolecznictwo, uprawa ogródków, warzyw i owoców. To też podziwianie roślin od strony wizualnej, na przykład w ogrodzie botanicznym. Trzeba umieć patrzeć na formę i kolor rośliny, zmieniające się kształty. Uczę tego studentów na zajęciach fakultatywnych. Elementy hortiterapii są też na ekoplastyce.

Mnie na plastyce uczono malować martwą naturę. Szkoda, że nie chodziliśmy „w plener”.

Ważne jest to, by nauczyć się dostrzegać piękno w pospolitych roślinach. Jakie piękne są zioła! Często uważamy je za chwasty, a to przecież rośliny lecznicze. Wystarczy je przenieść w inny kontekst i wyeksponować. Ludzie zachwycają się zwykłą lebiodą, gdy… nie wiedzą, jak się nazywa.