Aleteia

Pan Bóg przygotował się na rozmowę. Jerzy Pilch – pisarz (nie)religijny

Beata Zawrzel | REPORTER | East News
Udostępnij

Półżartem deklarował, że chce jeszcze napisać zbiór kazań. Pytany w wywiadzie, czy głosiłby Dobrą Nowinę, odpowiedział: „Głosiłbym zmartwychwstanie. Zmartwychwstanie to jest coś!”. Wychowany w tradycji Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego literat odszedł 29 maja.

Pan Bóg się przygotował

Wygląda na to, że Pan Bóg wreszcie przygotował się do rozmowy z Jerzym Pilchem. Pisarz twierdził w jednym z wywiadów, że to właśnie robi Stwórca i stąd zwłoka w jego odchodzeniu ze świata. Zmarł wczoraj, po kilku latach zmagań z chorobą Parkinsona. Teraz więc najpewniej właśnie rozmawiają.

Jerzy Pilch urodził się w 1952 roku w Wiśle – jednym z największych ośrodków luteranizmu w Polsce i jedynym mieście, w którym luteranie stanowią większość mieszkańców. Wyrósł i wychował się w tradycji Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego, co pozostawiło w nim trwały ślad. Do wspomnień z rodzinnego miasta – także tych związanych z wiarą, jej obrzędami i wynikającą z niej obyczajowością – wracał w swoich książkach wielokrotnie. Na tyle często, by na przykład luterański „biskup Wantuła” stał się jedną ze „sztandarowych” postaci jego prozy. Pochodzenie i wiarę luterańską, w której się wychował Pilch bardzo sobie cenił. Pierwsze dziesięć lat życia spędzone w Wiśle nazwał wręcz w jednym z wywiadów „darem” Pana Boga, podobnie jak umiejętność pisania książek oraz swój własny wyjątkowy tegoż pisania styl.

 

„Luter korzenny”

Nie znosił twierdzeń typu „do kościoła nie chodzę, ale mam taki swój rodzaj religijności” czy deklaracji „wierzę w siłę wyższą, ale nie praktykuję”. Uważał, że praktykowanie wiary jest czymś podstawowym – choć wymagającym pokory, a wiarę niepraktykowaną we wspólnocie religijnej i jej obrzędowości nazywał – jak to on, dosadnie – „religijnym grafomaństwem”. Sam siebie określał jako „lutra korzennego” – kogoś, kto wyrósł w określonej tradycji religijnej, a przez to nabył na zawsze swoistej wyobraźni, wychowania, edukacji, myślenia. Przyznawał, że miewał problemy z wiarą. Jego zdaniem kryzysy religijne miewa czasem każdy myślący człowiek. Ale nawet poważne wątpliwości dotyczące wiary nie sprawiły nigdy, by przestał czuć się luteraninem. Swoją luterańską tożsamość porównywał żartobliwie do „rzadkich barw klubowych” w niemal na wskroś katolickiej Polsce. 

 

„Zmartwychwstanie to jest coś!”

Religijność nazwał kiedyś „przyjęciem wielkiej obietnicy” i oczekiwaniem na to, co z niej wyniknie. Biblia otrzymana przy konfirmacji (odpowiednik katolickiego bierzmowania) leżała (jak sam twierdził) zawsze na jego biurku. Znał na pamięć całe fragmenty Pisma Świętego wyuczone na pamięć jeszcze w dzieciństwie w ramach katechezy w zborze. Deklarował – choć chyba półżartem – chęć napisania „postylli”, czyli zbioru kazań. Pytany w wywiadzie, czy zatem głosiłby Dobrą Nowinę odpowiedział: „Głosiłbym zmartwychwstanie. Zmartwychwstanie to jest coś!”.

Wątki religijne i związane z wiarą powracają nadspodziewanie często w bujnej prozie tego „piewcy alkoholu i kobiet”. Powieść „Wiele demonów” (tytuł to cytat zaczerpnięty wprost z Ewangelii według św. Marka) w dużej mierze dotyczy wyobraźni religijnej, a sam autor chciał pierwotnie dać jej podtytuł „książka luterańsko-kryminalna”. 

 

„Fabularny dowód na istnienie Boga”

Napisał kiedyś, że „jedynym zadaniem pisarza jest przeprowadzenie fabularnego dowodu na istnienie Boga”. Czy sam go przeprowadził? W „Wyznaniach twórcy pokątnej literatury erotycznej” narrator deklaruje: „Byłem postacią literacką, choć Pan Bóg wspomniał o mnie tylko mimochodem i między wierszami swego dzieła”. Zaś w „Spisie cudzołożnic” modli się: „Panie – szepnąłem – przebij swym wzrokiem płaski dach tego wieżowca, wejrzyj w swoje dzieło, zobacz tę scenę i weź się wreszcie do pisania”. Na ile było to doświadczenie samego autora? W innym miejscu notował: „Oczywiście: żadnego olewania przykazań Bożych, żadnego olewania Pana Boga. Dalej mam słynne poczucie, że Pan Bóg nie spuszcza ze mnie oka. Może nawet z czasem poczucie to trochę się wzmogło, siła boskiego spojrzenia wzrosła” i prosił: „Boże pisz, abym mógł dać się porwać nurtowi twej boskiej narracji”.

Tak. Wygląda na to, że Pan Bóg przygotował się do rozmowy z Pilchem. Pozostaje ufać, że „korzennemu lutrowi” z Wisły, Krakowa i Warszawy podoba się boska narracja przynajmniej w takim stopniu, w jakim wierni czytelnicy uwielbiali jego własną „barokowo-deliryczną frazę”. Czy teraz „duszę ma uskrzydloną, a myśl jego wiruje jak bęben w ostatniej fazie odsączania”, kiedy nie musi już wędrować „w poszukiwaniu wszystkich utraconych rzeczy”? I czy przekonał się na własnej „luterskiej” skórze, że „zmartwychwstanie to jest coś”? Oby.

Cytaty o uskrzydlonej duszy i poszukiwaniach pochodzą z rozdziału „Wszystkie pralki świata” z książki „Pod Mocnym Aniołem”. Pisząc ten tekst, korzystałem m.in. z wywiadów, które przeprowadziły z pisarzem Aleksandra Krzyżaniak-Gumowska („Bóg przygotowuje się do rozmowy z Pilchem”, Newsweek, 17.01.2014) oraz Justyna Sobolweska („Rozmowa z Jerzym Pilchem o Bogu, demonach i nowej powieści”, Polityka, 23.04.2013).