Aleteia

Tadeusz Fijewski – przedwojenny aktor, który doświadczył, co znaczy „oddawać życie za drugiego”

TADEUSZ FIJEWSKI
INPLUS/East News
Udostępnij

„Nie myślałem, że to się uda i że przyjaciel będzie mnie niósł chorego na własnych barkach setki kilometrów. Ale mogłem doświadczyć tego, co to znaczy oddawać życie jeden za drugiego” – opowiadał ze wzruszeniem po latach Tadeusz Fijewski.

Aktorska pasja od dzieciństwa

Słowiańskie rysy i chłopięca sylwetka sprawiły, że Tadeusz Fijewski grywał często role nastolatków, otrzymując z czasem przydomek „złotowłosego urwisa”. Mało kto wie, ale o jego przyszłej karierze zdecydował tzw. przypadek.

W 1921 roku na scenie Teatru Polskiego przygotowywano premierę „Chorego z urojenia” Moliera z Aleksandrem Zelwerowiczem w roli głównej. Potrzebny był chłopiec. Pracownik teatru i sąsiad rodziny Fijewskich zaprosił więc na casting kilku chłopców z swojego podwórka. Wśród nich był Tadeusz i to właśnie jego wybrano do udziału w spektaklu.

Ciekawostka: po 50 latach na tej samej scenie aktor zagrał główną rolę „Chorego z urojenia”, obchodząc swój Jubileusz  pracy artystycznej.  Fijewski mając 16 lat zadebiutował na dużym ekranie, grając w niemym filmie Henryka Szaro „Zew morza” (1927), była to rola Stacha. W następnym roku zagrał już w trzech filmach. A w kolejnych latach otrzymał sporo propozycji filmowych, ale na ogół były to epizodyczne i drugoplanowe role uczniów, kadetów czy postacie nastoletnich łobuziaków.

Wraz z pojawieniem się kina dźwiękowego młody aktor otrzymywał więcej ciekawszych propozycji. Najważniejszym filmem z tego okresu okazał się utwór „Legiony ulicy” (1932) w reżyserii Aleksandra Forda. To właśnie postać warszawskiego gazeciarza Władka przyniosła Tadeuszowi Fijewskiemu  przezwisko „złotowłosego urwisa ekranu”. Niezaprzeczalny sukces filmu pomógł młodemu aktorowi, który od chwili premiery „Legionów ulicy” zaczął otrzymywać większe role. Grając w kolejnych filmach – „Florian” (1938) i „Kłamstwo Krystyny” (1939), młody aktor osiągnął sukces, sympatię widzów oraz przychylne recenzje krytyków.

Niestety wybuch II wojny światowej  przerwał przygotowania nad dwoma kolejnymi filmami z udziałem Fijewskiego: „Przygodami pana Piorunkiewicza” w reżyserii Eugeniusza Cękalskiego oraz „Przybyli do wsi żołnierze” Romualda Gantkowskiego. Warto dodać, że do chwili wybuchu wojny Tadeusz Fijewski  zagrał w 20 filmach, a od 1935 roku aktor rozpoczął studia w warszawskim, Państwowym Instytucie Sztuki Teatralnej.

 

Wojenne losy i udział w Powstaniu Warszawskim

Kilka miesięcy później, po wybuchu wojny, w 1940 roku Tadeusz Fijewski, został nieszczęśliwie złapany razem ze swoim przyjacielem, aktorem Jerzym Kaliszewskim w łapance ulicznej. Obaj zostali wywiezieni do obozów koncentracyjnych: Sachsenhausen, a później przeniesieni do Dachau, w którym Fijewski przesiedział półtora roku.

Ratunek przyniosła matka Jerzego, Helena Kaliszewska, która oddała wszystkie kosztowności i całą biżuterię pośrednikowi z Gestapo, aby uwolnić syna i Tadeusza. Fijewski tak wspominał te wydarzenia: „Mam dwie matki tę, która dała mi życie i tę, która mi to życie ofiarowała po raz drugi”. Aktor po uwolnieniu z obozu powrócił do Warszawy. A od 1941 roku pracował jako zwyczajny sprzątacz. Później został kelnerem w warszawskich barach.

Artysta związał się z podziemnym teatrem wojskowym, utworzonym pod auspicjami Biura Informacji i Propagandy Komendy Głównej Armii Krajowej. Teatrem kierował Józef Wyszomirski, a oprócz Tadeusza Fijewskiego zespół aktorski tworzyli m.in. niezapomniani Danuta Szaflarska i Andrzej Łapicki. W latach okupacji teatr opracował kilka premier, wystawianych na kilkudziesięciu tajnych spektaklach.

Tadeusz Fijewski brał czynny udział w Powstaniu Warszawskim, jego dwie siostry i brat również. Niestety Tadeusz już na początku sierpnia 1944 roku został zatrzymany przez Niemców na Powiślu i wraz z innymi jeńcami zaprowadzony do podziemi Muzeum Narodowego, gdzie przebywał w grupie aż kilku tysięcy osób: kobiet, mężczyzn, a nawet dzieci.

Niestety hitlerowcy wykorzystywali pojmanych ludzi jako „żywe tarcze” i „wystawiali” zakładników podczas natarć przed czołgami. Kiedy Fijewski odkrył, że zbliża się śmierć i nie ma szans na ucieczkę, zaczął symulować ostry atak serca. Niemcy zgodzili się na wyniesienie „umierającego” do najbliższego szpitala, który znajdował się na Czerniakowie. Kiedy aktor został przyniesiony na noszach do powstańczej placówki, natychmiast powrócił do zdrowia. Artysta tak wspominał całą sytuację: „Była to na pewno największa rola w moim życiu”.

Tadeusz przedostał się do Śródmieścia i dołączył do tzw. „brygady teatralnej” pod skrzydłami Armii Krajowej, założonej 2 sierpnia 1944 r. przez Leona Schillera. Aktor razem z innymi artystami występował na placówkach powstańczych, a także w szpitalach i schronach. Ci, którzy przeżyli Powstanie Warszawskie potwierdzali, że miłym zaskoczeniem było dla nich zobaczyć śpiewającego i deklamującego wiersze Tadeusza Fijewskiego.

 

Obozowe życie artysty

Po upadku Powstania Warszawskiego Fijewski dostał się do niewoli okupanta niemieckiego, znalazł się w Gross Born. Pomimo ciężkich, obozowych warunków aktor nie załamał się, a nawet założył własny, jednoosobowy teatrzyk. Potrafił zadeklamować z pamięci całą „Wielką Improwizację” Adama Mickiewicza dla swoich obozowych współbraci w niedoli i współwięźniów. W 1945 roku kiedy już oficjalnie było wiadomo, że Niemcy przegrywają wojnę, hitlerowcy w pośpiechu ewakuowali obóz i jeńcom nakazano pieszo przejść 1000 km do obozu w Lubece.

Fijewski przeżył bardzo wyczerpujący marsz tylko dzięki pomocy swoich obozowych kolegów. Tadeusz, chory od urodzenia na serce, był wieziony na sankach, zrobionych z desek od obozowej pryczy. Aktor wspominał też, że przez część tej długiej drogi, niósł go na plecach jego przyjaciel, Bohdan Nowicki: „Nie myślałam, że to się uda i, że przyjaciel będzie mnie niósł chorego na własnych barkach setki kilometrów. Ale mogłem doświadczyć tego, co to znaczy „oddawać życie jeden za drugiego” – opowiadał z wzruszeniem po latach Tadeusz Fijewski.

Kiedy nadeszło upragnione wyzwolenie obozu w Lubece i całego miasta, aktor dołączył do zespołu estradowego, założonego przez Kazimierza Krukowskiego, który występował w wielu polskich obozach wojskowych na terenie okupowanych Niemiec. W późniejszym okresie razem z siostrą Barbarą, Tadeusz występował w Teatrze Ludowym im. Bogusławskiego, a założonym przez Leona Schillera na terenie Niemiec, w Lingen.

Tadeusz Fijewski po powrocie do Polski w 1945 roku, występował w teatrach w Łodzi i Toruniu, aby ostatecznie przenieść się i zamieszkać razem z żoną Warszawie, gdzie pracował na scenie już do końca swoich dni, najpierw w Teatrze Nowym (1947-1949), a potem w Teatrze Narodowym (1949-1954), Teatrze Współczesnym (1954-1968) i Teatrze Polskim (1968-78).

W Teatrze Współczesnym zagrał ponad dwadzieścia ról i epizodów z udziałem tak znakomitych aktorów, jak Kazimierz Opaliński, Tadeusz Łomnicki, Jan Kreczmar, Kazimierz Rudzki, Mieczysław Czechowicz, czy Wiesław Michnikowski. Na dużym ekranie, aktor pojawił się ponownie w 1946 roku grając postać Józka w filmie Leonarda Buczkowskiego, zatytułowanego „W chłopskie ręce”.

W sumie już po wojnie zagrał w 26 filmach telewizyjnych i kinowych. Jego najsłynniejsze role to m.in. postać Kuby Socha w ekranizacji „Chłopów”, Bronek w „Ulicy Granicznej”, czy rola subiekta Rzeckiego w „Lalce”. Fijewski był aktorem wszechstronnym: grał świetnie na deskach teatralnych, ale też przed kamerą filmową i mikrofonem radiowym. Do historii przeszły jego role komediowe w filmach: „Kapelusz pana Anatola”, „Wiosna panie sierżancie” czy we wspomnianym dramacie „Chłopi”, a także w utworze „Kazimierz Wielki”.

W ulubionym przez kilka pokoleń serialu „Czterej pancerni i pies” aktor wcielił się w postać starego Czereśniaka, czyli ojca Tomka. Artysta często występował w Teatrze Telewizji: zagrał w 45 spektaklach, z których wiele trafiło do tzw. „Złotej Setki Teatru Telewizji”. Tadeusz Fijewski przez kilkadziesiąt lat współpracował  z Teatrem Polskiego Radia, w którym stworzył lubianą i niezapomnianą postać Grzelaka w powieści radiowej „Matysiakowie”, wspominaną do dzisiaj przez wielbicieli jego talentu.