Aleteia

Molestowane. Ofiary wykorzystywania seksualnego mówią o swej krzywdzie

MOLESTOWANIE SEKSUALNE
Luis Louro | Shutterstock
Udostępnij

W przypadku przemocy seksualnej może pojawiać się myśl: „Nawet Bóg mnie opuścił”. Niektóre ofiary szukały ukojenia i odpowiedzi w Kościele. Dla jednych za trudna była wizja przebaczenia oprawcy – opowiada Katarzyna Borowska, jedna z autorek książki „Molestowane. Historie bezbronnych”.

Te kobiety w dzieciństwie padły ofiarą wykorzystania seksualnego. Autorkom książki „Molestowane” opowiedziały o swej krzywdzie. Katarzyna Borowska mówi nam m.in., jaki cel przyświecał powstaniu publikacji i jak ofiary radziły sobie z traumą.

 

Katarzyna Szkarpetowska: Jakie ślady w duszy i w psychice dziecka pozostawia zły dotyk? 

Katarzyna Borowska: Posłużę się metaforą, by zobrazować, jak ja to widzę: to ślady ciężkich skórzanych butów, miażdżących delikatne źdźbła wschodzącej trawy.

„Czułam podświadomie, że to jest złe”, przyznaje jedna z bohaterek książki „Molestowane. Historie bezbronnych”, którą – gdy była dzieckiem – molestował przyjaciel rodziny, właściwie wujek, któremu… wszyscy ufali. „Zgwałcił mnie, a potem jakby nigdy nic wróciliśmy do domu. Ciągle powtarzał, że mnie kocha, że chce dla mnie dobrze” – opowiada inna. Podeptana niewinność. Brutalne przekroczenie granic. Jak podnieść się po czymś takim?

Kobiety, które doświadczyły wykorzystania seksualnego jako dzieci, radzą sobie bardzo różnie. Podnoszenie się z tego typu traumy to długi proces – może trwać dwadzieścia lat, trzydzieści, a nawet całe życie. Większość kobiet, które przeszło przez ten dramat, znajduje w końcu dobrego terapeutę. Są też takie, które swoje powstanie z kolan zawdzięczają w dużej mierze kochającym partnerom.

 

Molestowanie. Kobiety mówią o swej krzywdzie

Dramat bohaterek waszej książki odbywał się często za przyzwoleniem rodziny. Dlaczego bliscy nie reagowali? Gdy jedna z ofiar zwierzyła się babci, że wujek ją molestuje, ta odpowiedziała: „Daj spokój, to starszy, chory człowiek”.

Idealnie jest, kiedy rodzina wspiera dziecko. To jest kluczowe. Bohaterki książki mówiły, że najważniejsze jest, by ktoś skrzywdzonemu dziecku uwierzył. Niestety, często tego zabrakło. Dlaczego bliscy nie reagowali? Czasami byli czymś zaabsorbowani: pracą, opieką nad chorym rodzeństwem. Zdarzało się niestety i tak, że w rodzinie nie szanowano dziecka. Że nie było ono traktowane jak autonomiczna jednostka mająca prawo do własnego zdania, do mówienia: nie, do ochrony i troski. Innym powodem prawdopodobnie był wstyd, lęk przed oceną opinii publicznej i utratą wizerunku tzw. porządnej rodziny. W niektórych przypadkach, odnoszę wrażenie, dziecko składano w ofierze agresywnemu sprawcy. Tak było np. w przypadku Ilony, która przez wiele lat była gwałcona przez adopcyjnego ojca, dziadka i ich przyjaciół. Matka w tym czasie zabierała dwie pozostałe córki i wyjeżdżała z nimi z domu. Ilona długo była pewna, że matka nie wie o tym, co dzieje się pod jej nieobecność. Gdy miała piętnaście lat, wykrzyczała mamie, do czego dochodzi, kiedy ta znika z domu. Wtedy też nasza bohaterka przekonała się, że kobieta doskonale zdaje sobie sprawę z gehenny, jaką przechodzi jej córka. Pomimo to nadal ją zostawiała.

Dlaczego to ofiary, a nie sprawcy mierzą się z gigantycznym poczuciem winy?

Tu nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Jedną z przyczyn jest często konflikt wewnętrzny z powodu reakcji ciała, które – pobudzane przez sprawcę – reagowało przyjemnością seksualną, na której odczuwanie dziecko nie miało wpływu. O tym na łamach książki wspomina m.in. Elżbieta, przyznając, że czasami czuła podniecenie. Poczucie winy wzbudza też lojalność wobec rodziny. Po takim wyznaniu dziecka rodzina już nigdy nie wraca na stare tory. To, co było tabu, nagle zostaje ujawnione. Członkowie rodziny przeżywają trudne emocje, muszą dokonywać ciężkich wyborów. Dziecko czuje się odpowiedzialne, winne, że to z jego powodu. Trzeba pamiętać, że największym marzeniem dziecka są szczęśliwi rodzice.

 

Ofiary molestowania – szukają ukojenia w wierze?

Traumatyczne doświadczenia sprawiły, że bohaterki waszej książki szukały ukojenia w wierze, czy wręcz przeciwnie?

Różnie. W przypadku przemocy seksualnej, która jest niewyobrażalną tragedią, może pojawiać się w głowie ofiary myśl: „Nawet Bóg mnie opuścił”. Na pewno niektóre z nich szukały ukojenia i odpowiedzi w Kościele. Anastazja powiedziała, że zbyt trudne było dla niej, kiedy ludzie z Kościoła wmawiali jej, że powinna wybaczyć sprawcy. Przyznaje, że w tamtym czasie była bardzo religijna i wręcz uparła się na wybaczenie. Jednak sercem nie poczuła tego i zbuntowała się. Inna dziewczyna, Karolina, zapytana o chęć rozliczenia sprawcy z jego czynów, powiedziała, że pozostawiła to Bogu. To za każdym razem bardzo indywidualne.

Jak dziś, po latach, patrzą na to, co je spotkało?

Większość z nich nadal jest na etapie złości, a nawet nienawiści do sprawcy, milczących krewnych i wymiaru sprawiedliwości. Dwie z nich przyznały, że – paradoksalnie – zaczynają dostrzegać, że to, co je spotkało, ukształtowało je takimi, jakimi są obecnie i nie chcą tego zmieniać. Są takie, które pomagają innym. Ewelina i jej mąż Adam myślą bardzo poważnie o założeniu fundacji, by móc wspierać osoby z doświadczeniem wykorzystania seksualnego oraz zawalczyć skutecznie o zmiany w prawie karnym. Ostatnio w rozmowie z nimi usłyszałam właśnie, że to, co się stało, jest podwaliną do możliwości działania na rzecz innych.

 

„Molestowane. Historie bezbronnych”

Czy dziewczyny, z którymi rozmawiałyście, potrafią patrzeć na siebie z miłością, z szacunkiem?

Wiem, że niektóre żyją w szczęśliwych małżeństwach, więc chyba jest nieźle i będzie coraz lepiej. Robią w każdym razie postępy, a my trzymamy za nie kciuki.

Niektóre z nich, mimo dramatu, który je spotkał, założyły własne rodziny. Skąd znalazły w sobie odwagę i siłę, by zaufać mężczyźnie, zdecydować się na bliskość z nim?

Myślę, że bez względu na to, jakich traum doświadczamy, każdy z nas w głębi serca marzy o tym, by kochać i być kochanym. Osoby wykorzystywane seksualnie również. Należy pamiętać, że nadal są zwykłymi ludźmi. Dały sobie szansę, zaryzykowały i udało się.

Czy to, co się stało, zrodziło w bohaterkach książki chęć zemsty, odwetu?

Rzadko. Częściej mają one ogromny żal do matek, które nie reagowały, nie widziały, nie stanęły po ich stronie. Zresztą odwet niewiele wniesie. Najważniejsze to skupić się na sobie i zrobić wszystko, by wyjść z traumy.

Jaki cel przyświecał pracy nad książką „Molestowane. Historie bezbronnych”?

Celów było kilka. Przede wszystkim chciałyśmy pokazać, że wykorzystywanie seksualne dzieci jest czynem zasługującym na potępienie, krzywdzącym i, niestety, bardzo częstym. Ponadto chciałyśmy, by była to książka wiary i świadomości. Mamy cichą nadzieję, że stanie ona się zaczynem do społecznej dyskusji na temat edukacji seksualnej, ponieważ historie przez nas opisane działy się w otoczeniu najbliższych osób. Niezwykle istotne jest, by instytucje – takie jak szkoły, przedszkola czy poradnie psychologiczno-pedagogiczne – miały kompetentną kadrę, uważną na problemy dzieci, by te mogły z ufnością zwrócić się do odpowiedzialnych, wspierających dorosłych.

*Katarzyna Borowska, Anna Matusiak-Rześniowiecka, Molestowane. Historie bezbronnych, Wielka Litera 2020