Aleteia

Benedykt IX. Papież, który trzy razy zostawał papieżem

PAPIEŻ BENEDYKT IX
EAST NEWS
Udostępnij

Wywodził się z rodu hrabiów Tusculum i był trzecim z rzędu biskupem Rzymu z tej rodziny. Niestety, nie tylko ostatnim, ale i najgorszym. To jego pontyfikat był inspiracją do traktatu, w którym Piotr Damiani opisuje drastyczne rozpasanie na laterańskim dworze, w ten sposób podkreślając konieczność reform.

Dwudziestolatek na papieskim tronie

Ojciec Teofilakta (tak brzmiało chrzcielne imię przyszłego pontyfika) a brat poprzednich papieży z tej rodziny postanowił doprowadzić do kontynuacji dobrej passy rodu. Jak łatwo się domyślić, patrzył na obsadę laterańskiej katedry wyłącznie politycznie, więc nie miał oporów, by za pomocą łapówek i wpływów osadzić na niej swojego młodego syna, który w chwili wyboru nie miał nawet niższych święceń.

Ten wybrał imię Benedykta IX (1012–1055), jednak jego życie jako papieża było tak dalekie od świętości ojca zachodniego monastycyzmu jak wschód od zachodu, że użyję biblijnej metafory. Pieniądze płynęły, a wyniesiony tak wysoko i bez wysiłku młody mężczyzna nie widział powodu, dla którego nie miałby korzystać z życia. Szczególnie że najwyraźniej też wiara nie była jego największą „wadą”, zaś z miłości najbardziej cenił tę fizyczną i to w przeróżnych konfiguracjach. Współcześnie zapewne zyskałby miano swingersa, w XI w. zaskarbił sobie tylko coraz silniejszą niechęć rzymian.

 

Pierwsza utrata i odzyskanie biskupstwa, by się go zrzec

Diecezjanie wytrzymali jego ekscesy dwanaście lat, po czym wybuchł bunt. Był on bardzo na rękę rodowi Krescencjuszy, którzy wykorzystali tę polityczno-społeczną okoliczność, by wygnać Benedykta IX i osadzić na tronie swojego kandydata. Niestety, nie dopilnowali formalności i Jan z Sabiny, który przyjął imię Sylwestra III, bywa uważany za antypapieża.

Wygnany a wciąż legalny biskup uzyskał wsparcie swego rodu i powrócił na Lateran tylko po to, by dwa miesiące później z niego ustąpić. Jedna wersja mówi, że się zakochał i planował małżeństwo, druga – że potrzebował gotówki i sprzedał swoją godność kościelną. Nabywcą był ojciec chrzestny, Jan Gracjan, wszystko zostawało więc w rodzinie, nawet jeśli nabierało nieco mafijnego charakteru. Grzegorz VI sprawował urząd od maja 1045 r. do grudnia 1046 r., kiedy wszyscy trzej papieże zostali zdjęci z urzędu przez… cesarza Henryka III, a właściwie zwołany przez niego synod w Sutri. Benedykt IX nie uznał nawet za stosowne, by się zjawić na cesarskie wezwanie.

 

Trucizna, entuzjazm i łapówki

Na synodzie tym wybrano na papieża biskupa Bambergu, ten jednak nie wzbudził sympatii w Rzymie. Diecezjanie woleli nawet rozpustnika, byle był swój, na własnej piersi wyhodowany. Klemens II zmarł po zaledwie dziesięciu miesiącach pontyfikatu, w październiku 1047 r., co zrodziło podejrzenia, że został otruty. Podobno przeprowadzane w XX w. badania wykazały w jego szczątkach wysokie stężenie ołowiu, co by potwierdzało tę wersję wydarzeń.

Jego zgon wykorzystał Benedykt, który na fali entuzjazmu rzymian, oraz obficie sypiąc złotem, został osadzony na laterańskiej katedrze po raz trzeci. Nie porządził zbyt długo, bo już w lipcu 1048 r. został usunięty siłą przez hrabiego Bonifacego z Toskanii. Mimo to tytułem posługiwał się jeszcze długo, nawet po swojej abdykacji, bo by wskazywało, że nie wierzył w powiedzenie, iż tylko do trzech razy sztuka.

Pod koniec życia zamieszkał w klasztorze benedyktynów w Grottaferrata. Ówczesny opat klasztoru twierdził, że Tusculańczyk przed śmiercią zrzekł się ostatecznie papiestwa i zmarł jako pokutnik. Historycy wątpią w prawdziwość tego przekazu, jednak po chrześcijańsku zawsze warto zachować nadzieję, że nawrócenie nastąpiło.

 

Co poza polityką?

Jako papież Benedykt wyróżniał się jedynie tym, że wielu klasztorom i kościołom przyznał liczne przywileje, być może hojnie opłacone. Pod naciskiem cesarza Konrada II zdjął z arcybiskupstwa Mediolanu Ariberta. Jest też w jego biografii malutki wątek polski – naciskał na króla Czech, Brzetysława, by znalazł godne miejsce dla wywiezionych z Gniezna relikwii św. Wojciecha. Doktryną nie zaprzątał sobie głowy.