Aleteia

Matki nastolatki. Potrzebują wsparcia, nie oceny [reportaż]

MŁODE MATKI
KieferPix | Shutterstock
Udostępnij

Wiktoria urodziła tydzień przed 16. urodzinami, Olga w tym wieku zaszła w ciążę, a Dominika urodziła jako 17-latka. Były w domu dziecka, zakładzie poprawczym. Jedne planowały ciąże, inne nie. Poznajcie matki nastolatki i ich problemy.

Każdego roku w Polsce nastolatki rodzą ponad 9 tys. dzieci. 700 dziewczyn ma mniej niż 15 lat. Nastoletnia matka nie ma władzy rodzicielskiej. Jeśli nie ma rodziny, która przejmie opiekę nad jej dzieckiem, mama, która chce zatrzymać malca po urodzeniu, musi liczyć się z tym, że jej zdanie może nie być wzięte pod uwagę. Jeśli pochodzi z patologicznego domu, z powodu ciąży może zostać z niego wyrzucona. Traci dziecko, które najczęściej trafia do rodziny zastępczej. Podobnie w przypadku nastoletnich mam z domów dziecka czy zakładów poprawczych.

Moje rozmówczynie urodziły jako nastolatki. Jedna była w domu dziecka, inna – w zakładzie poprawczym. Jedne planowały ciąże, dla innych były one niespodzianką. Ale wszystkie przyjęły te niespodzianki z otwartym sercem – chciały zatrzymać dzieci, w ogóle nie brały pod uwagę aborcji. Poznajcie ich poruszające historie.

 

Wiktoria: W ciąży skończyłam z narkotykami, by urodzić zdrowe dziecko

Byłam w domu dziecka. Nie planowałam ciąży, ale się ucieszyłam. Mama obiecała, że pomoże. W domu dziecka też – mówili, że mają wózek, przygotują pokoik. Kiedy poszłam rodzić, tydzień przed 16. urodzinami, dyrektorka wystąpiła do sądu o przyznanie rodziny zastępczej dla synka. Mama dzień później złożyła odwołanie, ale było za późno. Dzięki pomocy lekarza (wpisał w papiery, że dziecko ma żółtaczkę) spędziłam z synkiem tydzień w szpitalu. 5 września miałam urodziny, 6 go zabrano. Czuję się oszukana przez dom dziecka. Byłam tam, ale tak naprawdę tylko na liście. Więcej czasu spędzałam w domu rodzinnym.

Przegrałam trzy sprawy w sądzie. Za dwa miesiące mam osiemnastkę. Złożę wniosek o przyznanie praw rodzicielskich. Chcę pracować. Czekam na mieszkanie. Z synkiem widzę się regularnie, zabieram go na weekendy. Ojciec dziecka nie interesował się nim. Miesiąc temu napisał, że chce zacząć od nowa. Dałam mu drugą szansę, zaczęło się układać i pękło, z dnia na dzień. Przestał się odzywać, nie będę go błagać, by widywał synka.

Spotkałam się z ostracyzmem nie raz. Staram się nie zwracać uwagi. Mam za sobą ciężką przeszłość (narkotyki), ludzie wiedzieli, łatwo pisali obelgi w sieci. Ale mam wsparcie mamy, fundacji. Tego młodym matkom najbardziej potrzeba. Dobrego słowa, kogoś, na kogo można liczyć, pogadać. Sama nie poradziłabym sobie. O aborcji nie myślałam. Kiedy zaszłam w ciążę, skończyłam z narkotykami. Rzuciłam z dnia na dzień, by urodzić zdrowe dziecko. Pogodziłam się z tym, że będę matką. Uznałam, że nie ma co płakać, trzeba się cieszyć. Zmieniłam swoje życie dla dziecka i ono odmieniło moje życie.

Macierzyństwo wiele zmieniło. Szybciej dojrzałam. Zawsze uciekałam z domu, imprezowałam. Uczucia? Nie były dla mnie. Dzięki dziecku zrozumiałam, jak bardzo można pokochać drugiego człowieka. Poczucie odpowiedzialności za nie daje moc, a nie przytłacza. Mogę stanąć na nogi, dać radę.

 

Dominika: Mam 25 lat i 3 dzieci. Słyszę wpadki. A każde dziecko było planowane!

Planowałam ciążę. Jako 16-latka? Chciałam mieć kogoś do kochania. Od rodziców nie otrzymałam miłości. Nie ucieszyli się, że zostaną dziadkami. Mama chciała oddać dziecko do adopcji. Pod koniec ciąży pozwoliła, by zostało ze mną (musiała przejąć prawa, dopóki nie skończę osiemnastki).

Z początku wspierał mnie ojca dziecka, przecież planowaliśmy razem. Pomagał w przygotowaniach. Pracował. Nie martwiłam się. Krótko po porodzie mieszkałam z mamą, potem wynajęłam z partnerem mieszkanie, ale… szybko się rozstaliśmy. Wróciłam do mamy. Nie zagrzałam u niej długo miejsca. Pokłóciłyśmy się, wyrzuciła mnie. Nie miałam dokąd pójść.

Przyjął mnie dyrektor zakładu poprawczego, w którym byłam. Po kilku miesiącach wróciłam do mamy. Kiedy synek miał 1,5 roku, cofnięto mnie do zakładu poprawczego, nie spełniałam warunków zwolnienia. Syn trafił do rodzinnego domu dziecka. Nie mogłam się z nim nawet widywać. Później wychowawca z poprawczaka jeździł ze mną raz w tygodniu na 2-godzinne odwiedziny. Syn wrócił do mnie w wieku 3 lat. Dziś jesteśmy razem: ja, mąż, trójka dzieci. Tworzymy szczęśliwą rodzinę. Krytyka? Bo to raz… Mam 25 lat i trójkę dzieci. Wciąż słyszę za plecami „efekt 500 plus” albo „wpadki”. A każde moje dziecko było planowane!

Nie miałam obaw, że wychodząc z domu bez miłości, nie pokocham dziecka. Zakładam, że dam mu to, czego nie miałam. Czy się udaje? Ufam, że dzieci czują, że staram się, są dla mnie wszystkim. Macierzyństwo jest wspaniałe, dzięki dzieciom wiem, co to miłość, troska o kogoś. Moje życie jest teraz lepsze, inaczej patrzę na świat. Każde dziecko wnosi coś nowego. Nie cofnęłabym czasu.

 

Olga: Ciąża była impulsem do wyjścia ze złego środowiska

Miałam 16 lat, kiedy zaszłam w ciążę. Lekarz powiadomił ojca. Ten zrobił rodzinną naradę, co było dziwne, bo w moim domu się nie rozmawia. Rodzice nie kazali mi się wynosić. Tata przedstawił dwa wyjścia, w każdym miałam wsparcie. Aborcja odpadała. Nie zabiłabym człowieka. Wiem, że nie wytrzymałabym psychicznie, pewnie zrobiłabym sobie krzywdę. Zawsze pragnęłam być mamą, na wieść o ciąży ucieszyłam się, była dla mnie wybawieniem. Impulsem, by wyjść ze złego środowiska, złych nawyków, autodestrukcji.

Kiedy byłam w 3. trymestrze, partner wrócił do ćpania. Pod koniec 8. miesiąca z powodu przemocy, jakiej od niego doświadczyłam, trafiłam do szpitala. Życie dziecka było zagrożone, więc indukowano poród. Ważyłam 51 kg, z powodu lambliozy zeszłam do 36 kg. Jakby tego było mało, złapałam jelitówkę. Trafiłam na SOR. Poprosiłam ojca dziecka, by choć jeden rodzic przy nim był, otoczył je ciepłem. A on odpisał, że chce odpocząć, wyjeżdża na tydzień. Zdecydowałam, że to koniec.

Do mojej osiemnastki rodzice byli dla synka rodziną zastępczą. Teraz znowu jestem pełnoprawną mamą, mam przydzielonego kuratora i opiekuna rodziny. Ojciec dziecka nie ma z nami kontaktu. Nie ma uznanych praw rodzicielskich, nie stara się o nie.

Jestem w edukacji domowej. Nie jest lekko – sprzątnąć, ugotować to jeden etat, zająć się dzieckiem – drugi, a jeszcze muszę się nauczyć. Rozmawiamy, a ja robię synkowi drugie śniadanie, zaraz zacznę obiad. Ale radzę sobie, właśnie odebrałam świadectwo z czerwonym paskiem (średnia 5,2). Z rodzicami pomieszkam jeszcze rok, przez klasę maturalną. Mam dach nad głową, kiedy muszę wyjść, np. do lekarza, zostaną z małym. Chcę studiować zaocznie na SWPS, wyprowadzę się z domu, pójdę do pracy, synek do żłobka.

Przez pierwsze dwa miesiące każde wyjście na spacer wywoływało paniczny strach przed ocenami (dzieci mają dzieci, patologia). Czułam się jak dziwoląg. Siłę i pewność siebie dała mi akceptacja drugiej matki. Trafiłam do grupy wsparcia, dzięki wielodzietnym matkom zrozumiałam swoje potrzeby i instynkty macierzyńskie. Między mną a rówieśnikami jest społeczna przepaść. Z jednej strony mam z nimi kontakt, ale z drugiej – moje koleżanki mają po 30-40 lat. To wiadro zimnej wody na głowę. Macierzyństwo wydobyło ze mnie odpowiedzialność, potrzebę zatroszczenia o bezpieczne jutro.

Co mi daje macierzyństwo? Obserwuję, jak dziecko rozwija się w miłości, którą mu daję. Nie czuję się samotna. Zawsze mam co robić. Z synem nigdy się nie nudzę. Nawiązuję relację z drugim człowiekiem, poznaję go. Piękne jest to, jak ufa mi bezwarunkowo. Te wszystkie wspomnienia pierwszego rowerka wodnego, placu zabaw, wspólnej kąpieli. W ciąży nauczyłam się robić na drutach ubranka dla niego. Dzięki dziecku odkryłam w sobie tyle talentów!

Skupiam się na tu i teraz, ale mam marzenia. To studia na SWPS, zdrowa relacja z facetem, wielodzietna rodzina, dom z ogrodem. Po ogrodzie będzie biegać piątka dzieci, a ja będę gotować obiad. Marzy mi się też adopcja dziecka potrzebującego – chcę komuś pomóc, obdarzyć dziecko miłością, której nie otrzymało od rodziców.

 

Dom dla nastoletnich i usamodzielniających się mam i ich dzieci

Moje bohaterki mówią, czego potrzeba nastoletnim matkom. Wsparcia, akceptacji, zrozumienia. Ale ważne jest też stworzenie dla nich miejsca, bezpiecznej przystani, jeśli nie mają się gdzie podziać. Są w Polsce domy dla samotnych matek, ale brak domów dla nastoletnich i usamodzielniających się mam i ich dzieci. Dla domów dziecka nastoletnia matka z maluchem to kłopot, dlatego często umieszcza się ją w domu dla samotnej matki, ale tam brakuje oferty wychowawczej i wspierającej dziewczynę w dojrzewaniu do macierzyństwa.

Fundacja Martyny Wojciechowskiej UNAWEZA wraz z Fundacją PO DRUGIE rozpoczęła zbiórkę na budowę domu dla nastoletnich i usamodzielniających się matek i ich dzieci. DOMU, nie placówki. Brakuje jeszcze 200 tys. złotych, żeby wystartować z realizacją inwestycji. Jednorazowo w domu będzie przebywać max. 6 dziewcząt. Każda mama będzie miała swój pokój i osobny pokoik dla dziecka. Powstaje w Warszawie, ale będzie przyjmował dziewczęta z całej Polski.

Dzięki inicjatywie nastoletnie matki nie będą musiały się obawiać tego, że zostaną rozdzielone z dzieckiem, otrzymają odpowiednie wsparcie w dorastaniu do najważniejszej i najtrudniejszej roli w życiu – bycia matką. „Budowa domu to świetny pomysł. Uratuje wiele dziewczyn i dzieci. Nie było mnie przy synku w najważniejszym dla niego czasie. Nie ma między nami głębokiej więzi, jaką mam z młodszymi dziećmi. Matkom nielatkom trzeba zrozumienia. Czasem trzeba je nauczyć podstawowych rzeczy, pielęgnacji…” – komentuje Dominika.

„Cieszę się, że moją historią i doświadczeniem mogę pomóc innym mamom. Wiem, że akceptacja jest tu kluczowa. Kiedy rodzi się dziecko, rodzi się matka. Ja musiałam się najpierw dowiedzieć, kim ta mama jest dla mnie. Nauczyć się zadbać o siebie, by móc zadbać o dziecko (niewyspana, znerwicowana tego nie zrobię), nie przejmować się opinią innych, nie bać się prosić o pomoc” – dodaje Olga.