Aleteia

Stopniowy rozwój czy rewolucja, czyli Thomasa Kuhna poglądy na postęp nauki

THOMAS KUHN
Udostępnij

Wydawać by się mogło, że nauka rozwija się niczym ściana budowanego domu: cegiełka po cegiełce rośnie do góry. Jednak Thomas Kuhn uważał, że postęp istnieje tylko dlatego, że co jakiś czas wszystko się rozwala i stawia na nowo.

Czy można sobie wyobrazić, że człowiek, który poświęcił na coś całe swoje życie zawodowe łatwo zaakceptuje pogląd, że robił coś, co nie ma żadnego sensu? Cóż, wyobrazić pewnie sobie można, jednak w praktyce wygląda to dużo gorzej. Bardzo często nie dopuszczamy do siebie faktów które przeczą głęboko zakorzenionym w nas poglądom. Taka natura człowieka. I naukowcy nie są tu wyjątkiem.

Thomas Kuhn obserwując dzieje postępu naukowego, doszedł do wniosku, że obalanie nieadekwatnych do rzeczywistości hipotez wcale nie przychodziło tak łatwo. Ba – początkowo często nie próbowano ich podważać. Wszelkiego rodzaju anomalie i problemy wynikłe w trakcie badań próbowano w jakiś sposób pogodzić z dotychczasowym dorobkiem nauki. Przykładem jest tu całkowicie błędny system fizyki Arystotelesa. W oparciu o niego działali tacy naukowcy jak Kopernik, Kepler czy Galileusz, jednak ich odkrycia sprawiały, że teoria antycznego filozofa była coraz bardziej naciągnięta. Dopiero Izaak Newton kompletnie wywrócił całą fizykę swoją pracą.

Kuhn stwierdził, że Newton nie był „zwykłym” naukowcem. O ile wcześniejsi badacze rozwijali fizykę arystotelejską, to Newton zaproponował zupełnie nowe fundamenty.

Te fundamenty, podstawowe założenia dla całej dyscypliny nazywał amerykański filozof „paradygmatem”. Paradygmat to pierwotne założenia każdej nauki. Można go porównać do religijnych dogmatów, z których wynikają wszystkie inne normy i stanowiska kościelne. Różni się tym, że paradygmat nie jest dany raz na zawsze. Jednak w codziennej praktyce naukowej jest on niemal niewzruszalny, a naukowcy badają po prostu co z jego założeń wynika, spokojnie je eksploatując. Trwa to do czasu, gdy rezultaty ich badań coraz trudniej w założenia paradygmatu wpisać.

Mimo to rewolucja naukowa nie zachodzi od razu. Początkowo wszelkiej maści odszczepieńcy traktowani są z góry, jako głoszący oczywiste bzdury. Zdaniem Kuhna naukowcy wbrew pozorom wcale nie są tak otwarci umysłowo. Zajmują najczęściej postawę konserwatywną, podpierając się wzajemnie swoim autorytetem i dotychczasowym dorobkiem. Na swój sposób ma to oczywiście też pozytywne skutki, bo ciężko jest pisać podręczniki na nowo po każdym odbiegającym od normy badaniu. Historia pokazuje jednak, że tego postawa często stawała się podstawą naukowego obskurantyzmu i obrony nieprzystających do rzeczywistości teorii. Dopiero gdy lawina dowodów obalających paradygmat robiła się naprawdę wielka, dochodziło do jego gwałtownego upadku.

Nie oznacza to jednak dowolnego relatywizmu w nauce i poglądu, że po prostu mamy do czynienia z wieloma różnymi paradygmatami, z którego o żadnym nie można orzec, że jest prawdziwy. Obecne paradygmaty pozwalają wyjaśnić zjawiska, które w poprzednich nie dawały się ująć. Dlatego też fizyka Newtona jest „lepsza” niż Arystotelesa, a od niej z kolei lepsza jest teoria Einsteina. Nie ma absolutnie powodu, by mówić, że wszystkie są tak samo względne i możliwie błędne.

Z drugiej strony, czy można wierzyć, że nauka doszła już do ściany i to co wiemy teraz, jest absolutną prawdą? Oczywiście nie. Nie można wykluczyć, że kiedyś to, co dziś uznajemy za fundamenty wiedzy trafi do muzeum nauki razem z modelem geocentrycznym i teorią świetlika. Ale kiedy (i czy w ogóle) to nastąpi, nie wie nikt. Takie uroki rewolucji.