Aleteia

W jakiego Boga nie wierzy ks. Boniecki? „xABo” w kinach

Kadr z filmu A. Potoczek „xABo: Ksiądz Boniecki”
Kadr z filmu A. Potoczek „xABo: Ksiądz Boniecki”
Udostępnij

„Każdy z nas niesie walizkę, która dotyczy spraw niespełnionych, niedokonanych. Myślę, że bardzo trudno przejść przez życie bez tego bagażu” – zauważa ks. Adam Boniecki, bohater filmu Aleksandry Potoczek „xABo: Ksiądz Boniecki”.

Tramwaj, autobus, samochód, metro, pociąg, samolot… Nie ma miejsc nieodpowiednich na rozmowę z drugim człowiekiem. Taki portret bohatera, który mimo zaawansowanego wieku (85 lat) nieustannie jest w drodze, szkicuje reżyserka filmu dokumentalnego, który zdobył Nagrodę im. Macieja Szumowskiego za „szczególną wrażliwość na sprawy społeczne” podczas tegorocznego 60. Krakowskiego Festiwalu Filmowego. Filmu, którego bohaterem jest ks. Adam Boniecki.

Kadr z filmu A. Potoczek „xABo: Ksiądz Boniecki”
Kadr z filmu A. Potoczek „xABo: Ksiądz Boniecki”

 

„xABo”. Ks. Boniecki modlił się, aby ten film nie powstał

„Ludzie pytają, dlaczego tym, którzy są dobrzy, przytrafiają się złe rzeczy. Dlaczego na biednych spadają kolejne nieszczęścia” – mówi ks. Boniecki. Tu nie ma gotowych recept i prostych odpowiedzi. „Mnóstwo zła pochodzi od człowieka; to konsekwencja wolności”. „Czemu  Bóg nie interweniuje? Dlaczego dopuszcza istnienie zła w naszym życiu?” Filozofowie przez wieki snuli teorie, ks. Boniecki mówi po prostu: „Nie wiem. Jesteśmy bezradni wobec wolności człowieka i wszechmocy Boga. Wobec tragedii jestem bezsilny. Można towarzyszyć, być obok. Zresztą nie zawsze”.

Pytania powracają w nieplanowanych rozmowach, które kamera uchwyciła na ruchomych schodach i podczas planowanych posiedzeń w redakcji „Tygodnika Powszechnego”. Zapewne padały też wcześniej, podczas przygotowywania polskiego wydania L’Osservatore Romano, w które – na życzenie Jana Pawła II – zaangażowany był ks. Boniecki.

Przypadkowe spotkania w podróży przez życie ukształtowały formułę filmu drogi, choć początkowo niewiele wskazywało na to, że obraz w ogóle powstanie. Bohater nie był przekonany do pomysłu, a nawet, jak głosi anegdota „Modlił się, aby film nigdy nie powstał”. Determinacja reżyserki, która przez pół roku podróżowała jego śladami bez kamery sprawiła, że ostatecznie udało się nakręcić ponad 140 godz. materiału, z czego w filmie wykorzystano… nieco ponad 72 minuty.

 

Do ks. Bonieckiego przychodzą ze wszystkim

„Jako ksiądz mam okazję być rozmówcą ludzi, którzy dzielą się ze mną swoim bagażem. Dramaty, które są wpisane w ludzkie życie chyba stanowią element ludzkiej kondycji” – to jedna z wielu refleksji, które twórcy filmu wydobyli na światło dzienne. Reżyserka filmu dodaje zaś:

Dość szybko zrozumiałam, że naturalnym środowiskiem księdza jest nieustająca wędrówka do ludzi, do świata. Przekonałam się, jak ważne są na tej drodze przystanki wyznaczające spotkanie z drugim człowiekiem oraz dające czas na rozmowę, którą bardzo poważa. Zaskakiwali mnie natomiast wędrowcy, których duchowny napotykał na swojej drodze.

Film podejmujący istotę posługi duchowej nie może się obyć bez wnikliwej dokumentacji myśli bohatera. „Nie chcę ludzi ze sobą wiązać. Rozstawiam namiot, jutro go zwijam i idę dalej”.

Co najbardziej zaskoczyło twórców podążających jego śladem? Aleksandra Potoczek odpowiada:

Zadziwiała mnie ta potrzeba spotkania z duchownym, zważywszy na sprawy, z jakimi ludzie do niego przychodzą. A przychodzą niemal ze wszystkim. Z najprostszymi pytaniami dotyczącymi tego co zrobić, jak żyć. Zaskakiwała mnie odwaga i determinacja, czasami brawura, by o to pytać, i wiara, że otrzyma się taką prostą odpowiedź. Pomyślałam nawet, że ci wierni są trochę jak lustro polskiego społeczeństwa, które łaknie kontaktu nie tylko z duchownym, ale potrzebuje kontaktu z kimś na kształt przewodnika.

 

Rozważania o życiu i śmierci

Kalendarz zapisany na długo do przodu. Selfie z młodymi, lecz prócz radości życia zaduma nad czasem rozstania. I troska o sprawy niespełnione. „Kiedyś chory chciał, żebym do niego przyszedł. Nie zdążyłem” – wspomina. A przecież ci, którzy odchodzą „są zmęczeni chorobą, życiem i są wdzięczni, że ksiądz udziela im sakramentów. To są ludzie, którzy nie mają przerażenia przed śmiercią, przerażenie nie zawsze im towarzyszy”.

Nie sposób uniknąć pytania, czy umieranie samemu jest straszną rzeczą. „Wolałbym samemu, żeby nikt się nie pętał” – mówi ks. Boniecki i wspomina: „Miałem 10 lat jak umarł mój ojciec i noc w noc śniło mi się, że to ja byłem rozstrzeliwany”. I dodaje:

Kiedy mieszkałem w Paryżu, niedaleko mojego domu jakaś kobieta rzuciła się pod pociąg. Na ławce zostawiła małe dziecko i list, w którym wyliczyła miejsca, gdzie daremnie szukała pomocy. Nie daj Boże, żebym się znalazł na takiej liście. A może u kogoś na takiej liście jestem?

 

W jakiego Boga NIE wierzy ks. Boniecki?

„W Boga-Sędziego, który feruje wyroki”.
„W Boga, który wysyła ludzi do piekła”.
„W Boga, który nie potrafi zrozumieć, że jego dzieci zawsze się brudzą i są zapominalskie”…

*W tekście wykorzystano fragmenty filmu oraz wywiadu, jakiego reżyserka udzieliła na łamach magazynu „Film&Tv Kamera”. Film „xABo” w kinach od 24 lipca 2020 r.