Aleteia

Ks. Krzysztof Grzywocz o opiekowaniu się poczuciem własnej wartości

POCZUCIE WŁASNEJ WARTOŚCI
cosmaa | Shutterstock
Udostępnij

Dla ks. Grzywocza głębokie i bliskie więzi były sednem istnienia. Czytam w tym taką myśl, że dzięki więziom odkrywamy własną bezwarunkową wartość. I jednocześnie czując się kimś wartościowym – stajemy się zdolni do bycia w dojrzałych relacjach.

To, co ks. Krzysztof Grzywocz mówił o poczuciu własnej wartości, przemawia głębią psychologicznej prawdy. Nieodżałowany duchowny i terapeuta opowiada o nim zgodnie z założeniem, że nie chodzi o to, by żyć we własnej głowie i nią, odciętą od reszty, oglądać świat. Wybiera on bycie blisko ziemi – bo, jak sam pisze, tym jest humilitas (pokora; łacińskie słowo ma źródło w humus=ziemia). Nazywał opiekowanie się poczuciem własnej wartości sprawą pierwszej wagi. I zostawił wiele cennych świateł, jak można to robić.

 

Szacunek dla procesu

Po pierwsze, prosił, aby pamiętać, że to długotrwały proces i wbrew temu, co mówią wizjonerzy „szybkich metod naprawczych” (jak na przykład NLP), nie da się zbudować w sobie ekspresowo poczucia własnej wartości. A właściwie odbudować go, bo przecież jest czymś, co kształtuje się w nas od początku naszego istnienia, poprzez sposób, w jaki reagują na nas najbliżsi opiekunowie. Ciesząc się z naszych narodzin lub nie chcąc nas na świecie. Obdarzając uwagą lub nie dostrzegając. Zostawiając nam jako małym dzieciom przestrzeń wyboru i własnych pomysłów albo wyznając zasadę, że „dzieci i ryby głosu nie mają”.

 

Dbanie o własne rytuały

Pomagają one przeżywać własne istnienie jako ważne, piękne i nam bliskie. Ks. Krzysztof podaje jako przykład świętowanie własnych urodzin. Może ono nas otwierać na przyjmowanie – podarunków, wyrazów sympatii, akceptacji. Mam przekonanie, że im mniejsze jest poczucie własnej wartości, tym większy zawód, że inni zapomnieli, zignorowali, nie zadzwonili, nie napisali, nie świętowali naszych ważnych momentów życia. Tymczasem jest coś pięknego w myśli, że pierwszą osobą, która może świętować siebie jestem ja. I zapraszać do dzielenia tej radości bliskich ludzi.

 

Przyjmowanie komplementów

Pisałam o tym kawałku troski o poczucie własnej wartości ostatnio. Myślę, że to kontynuacja myśli o otwieraniu się na przyjmowanie – obszar życia głęboko zaniedbany w wielu wykrzywieniach duchowości, które chcą z nas czynić „nadludzi” i „tytanów pracy”, którzy „tylko dają” i są lepsi od Boga, który w Trójcy jest także nieustannym przyjmowaniem. Myślę, że przyjmowanie to pozwalanie, by dary otoczenia wpadały do mnie do środka, nie zaś odbijały się od niewidzialnej ściany z napisem „to nie o mnie” albo „to nie dla mnie”. Nie tylko uznanie i wdzięczność możemy przyjmować; także współczucie, uwagę albo czyjąś milczącą obecność.

 

Słuchanie swoich uczuć i potrzeb

„Jeśli jestem wartościowy, to siebie słucham, bardzo uważnie słucham swojej pieśni”, napisał ks. Krzysztof. Tyle odwagi stanięcia po swojej stronie czytam w tych jego słowach. Odzywa się tak bardzo w poprzek mnóstwa przekłamań, że „skupianie się na sobie to egoizm”. On zapewnia, że bez tego nie da się być osobą i tworzyć więzi. Bez odkrywania własnych pragnień, uczuć i potrzeb; bez nadawania im wagi, rozumienia ich, bycia z nimi.

 

Przeżywanie złości i ochrona własnych granic

To złość daje siłę do powiedzenia słowa „nie”. To ona pozwala przeciwstawić się krytyce i nie wziąć jej do siebie. Jak pisze ks. Grzywocz, pozwala pomyśleć: „To nie jest moje, to jest jego nieprawdziwe zdanie, jego zły nastrój, to nie jestem ja”. Chroni granic, mówiąc „stop”, gdy ktoś inny chce je naruszyć i przekroczyć.

 

Akceptacja swojej biegunowości

Bieguny – to przeciwstawne części nas samych. To fakt, że bywamy silni i słabi, „dobrzy” i „źli”. Tylko akceptacja umożliwia wysłuchiwanie tych części i dialog z nimi. I tylko w takim głębokim dialogu własnego wnętrza możemy stawać się coraz bardziej scaleni, bezpieczni, w rozwoju.

 

Poczucie humoru

To zdolność żartowania z siebie i z tego, co nam nie wychodzi. Jestem przekonana, że nie chodzi o dowalanie sobie i sarkazm, ale ogarnięcie tych aspektów nas ciepłym, rozbawionym spojrzeniem.

Poczucie własnej wartości nie jest możliwe bez więzi, które je w nas rodzą i podtrzymują. Dla ks. Grzywocza głębokie i bliskie więzi były sednem istnienia. Czytam w tym taką myśl, że dzięki więziom odkrywamy własną bezwarunkową wartość. I jednocześnie czując się kimś wartościowym – stajemy się zdolni do bycia w dojrzałych relacjach.

Refleksje ks. Krzysztofa Grzywocza o poczuciu własnej wartości zebrałam z książki „W duchu i przyjaźni”, Wydawnictwo Salwator, Kraków 2017.