Aleteia

Nie ma rąk i nóg. „Pomaganie innym dało mi poczucie sensu”

ZULY SANGUINO
Udostępnij

Zuly Sanguino urodziła się bez rąk i nóg. W szkole dzieci nazywały ją „obcym” i bezlitośnie wyśmiewały. W najtrudniejszym momencie życia uświadomiła sobie jednak, że jej historia może pomoc innym ludziom.

Już sam fakt braku kończyn u Zuly był dla jej mamy dużym szokiem. Kiedy dziewczynka miała dwa lata, jej ojciec popełnił samobójstwo i kobieta musiała od tej pory sama wychowywać sześcioro dzieci. Mieszkali w Kolumbii – kraju, w którym niepełnosprawni nie mogli liczyć na żadne wsparcie ze strony państwa.

 

Samodzielność mimo niepełnosprawności

Mama starała się jak najbardziej usamodzielnić Zuly. Pokazywała jej, jak powinna ubierać się, myć zęby, a nawet ścielić łóżko, chwytając rzeczy zębami i pomagając sobie kikutami. Początkowo Zuly mogła przemieszczać się tylko wtedy, gdy ktoś ją niósł, ale z czasem nauczyła się wstawać i na swój sposób „chodzić”. Bawiła się ze swoim rodzeństwem i – pomimo widocznych różnic – w początkowym okresie dzieciństwa wydawała się szczęśliwa.

To jak bardzo jest „inna”, uświadomiła sobie po skończeniu sześciu lat. Coraz bardziej przeszkadzało jej, że nie może biegać razem z przyjaciółmi i jest z góry wykluczona z wielu aktywności. Mama zapewniała ją, że niepełnosprawność wcale nie musi powstrzymywać jej przed realizacją celów i marzeń, ale z dnia na dzień coraz trudniej było jej wierzyć tym zapewnieniom.

 

W szkole była „obcym”

Gdy poszła do szkoły, niemal od razu rozpoczął się okres prześladowań ze strony rówieśników. Inni uczniowie z powodu jej wyglądu nazywali ją „obcym”, niektórzy nawet wykradali jej jedzenie. Nie miała żadnych przyjaciół i stopniowo coraz bardziej zamykała się w sobie. Nawet zmiana szkoły niewiele pomogła. „Chodziłam spać, marząc o tym, żeby po obudzeniu wyglądać tak jak inni. Myślałam, że nie ma dla mnie nadziei” – wspomina.

W wieku piętnastu lat stało się coś niewyobrażalnego, co przepełniło czarę goryczy. Zuly została zgwałcona. Nie chciała już dłużej żyć. Udało jej się dostać na czwarte piętro i zamierzała wyskoczyć z okna.

View this post on Instagram

"Cuando sabes tu valor nadie puede hacerte sentir menos". Oye pequeña, cuando conoces tus defectos y virtudes ninguna persona puede hacerte dudar de la gran persona que eres, cuando tu misma has cumplido muchos de tus sueños nadie en el mundo puede impedirte seguir sonando, cuando curas tus alas con tus propias manos nadie puede herirte tan fácil. Corazón de melón, cuando tienes por regla de oro nunca dejarte pisotear por nadie será imposible que alguien pueda orillarte a abandonar lo que amas, cuando cada mañana te juras que lo darás todo nadie puede venir a decirte que lo que haces vale poco, cuando sabes que el amor mas importante es el propio nunca se te ocurrirá mendigar el de nadie más. Bonita, cuando reconoces tus triunfos y fracasos, cuando sabes todo lo que te ha costado cada victoria, cuando sabes la historia de cada una de las duras batallas de tu vida, cuando recuerdas las veces que te has levantado después de algún error, cuando te viene a la mente los miedos y complejos que has vencido, absolutamente nadie llegará a decir que no luchaste con todas tus fuerzas. Mi niña, cuando existe paz en tu corazón muy difícilmente una persona puede inquietar la armonía que existe entre lo que piensas y sientes, cuando existe un buen equilibrio entre tu cabeza y pecho nadie puede amenazarte o chantajearte para hacer cosas que van en contra de tus principios e ideas, cuando te prohíbes la mediocridad nadie se atreverá a ofrecerte amor a medias. Mi amor, cuando le das un respiro al alma empezaras a disfrutar del universo que existe en ti. 🌼💯❤️🥰

A post shared by Zuly Sanguino (@zulysanguinoo) on

 

Dać siłę innym

W ostatniej chwili nadbiegła mama, która szukała swojej córki. Widziała jej cierpienie, ale nie sądziła, że dziewczyna jest aż tak zdesperowana. Przytrzymała ją i tuliła w swoich ramionach. Powtarzała, że pewnego dnia Zuly będzie inspiracją dla innych osób z niepełnosprawnościami.

Zmiana nie przyszła od razu. Pewnego dnia jednak dziewczyna dostała zaproszona do wspólnoty lokalnego kościoła. Okazało się, że bardzo dobrze potrafi rozmawiać z ludźmi przeżywającymi trudności i pomaga im jak nikt inny. Na jej pierwsze publiczne wystąpienie przyszło ponad czterysta osób. Bardzo się denerwowała, ale – jak zawsze w ważnych momentach – stała przy niej mama. „Wspominanie tego, co przeszłam było tak bolesne, że w połowie się rozpłakałam. Ale wtedy publiczność zaczęła klaskać i to dało mi siłę, aby mówić dalej” – opowiada.

 

Poczucie sensu

Także sprawy związane z jej edukacją zaczęły układać się coraz lepiej, kiedy w wieku osiemnastu lat skończyła szkołę i zdecydowała się studiować sztukę. Brak rąk nie powstrzymał jej przed tworzeniem pięknych obrazów. Nie tylko potrafi malować ustami, ale uczy też innych jak to robić.

Znalezienie pasji i bycie w czymś naprawdę dobrą pomogło jej nabrać pewności siebie, także w dzieleniu się własnym doświadczeniem. Zgodziła się wystąpić w telewizji. Po programie dostała wiadomość od chłopaka, który chciał odebrać sobie życie. Jej słowa jednak przemówiły do niego i postanowił dać sobie jeszcze jedną szansę. Zaprzyjaźnili się i pozostają w kontakcie.

„Jestem dowodem na to, że niepełnosprawność nie musi cię powstrzymywać. Przeżyłam mroczny czas, ale teraz jestem w dobrym miejscu, pomaganie innym dało mi poczucie sensu” – mówi. Pytana o plany na przyszłość twierdzi, że marzy o otworzeniu sierocińca. Dla tych dzieci, które nadal przeżywają mroczny czas.