Aleteia logoAleteia logoAleteia
piątek 23/02/2024 |
Św. Polikarpa
Aleteia logo
Dobre historie
separateurCreated with Sketch.

Nie ma rąk i nóg. „Pomaganie innym dało mi poczucie sensu”

ZULY SANGUINO

@zulysanguinoo | Instagram

Ewa Rejman - 21.07.20

Zuly Sanguino urodziła się bez rąk i nóg. W szkole dzieci nazywały ją „obcym” i bezlitośnie wyśmiewały. W najtrudniejszym momencie życia uświadomiła sobie jednak, że jej historia może pomoc innym ludziom.
Wielki Post to czas modlitwy i ofiary.
Pomóż nam, abyśmy mogli służyć Ci
w tym szczególnym okresie
Wesprzyj nas

Już sam fakt braku kończyn u Zuly był dla jej mamy dużym szokiem. Kiedy dziewczynka miała dwa lata, jej ojciec popełnił samobójstwo i kobieta musiała od tej pory sama wychowywać sześcioro dzieci. Mieszkali w Kolumbii – kraju, w którym niepełnosprawni nie mogli liczyć na żadne wsparcie ze strony państwa.

View this post on Instagram

A post shared by Zuly Sanguino (@zulysanguinoo)

Samodzielność mimo niepełnosprawności

Mama starała się jak najbardziej usamodzielnić Zuly. Pokazywała jej, jak powinna ubierać się, myć zęby, a nawet ścielić łóżko, chwytając rzeczy zębami i pomagając sobie kikutami. Początkowo Zuly mogła przemieszczać się tylko wtedy, gdy ktoś ją niósł, ale z czasem nauczyła się wstawać i na swój sposób „chodzić”. Bawiła się ze swoim rodzeństwem i – pomimo widocznych różnic – w początkowym okresie dzieciństwa wydawała się szczęśliwa.

To jak bardzo jest „inna”, uświadomiła sobie po skończeniu sześciu lat. Coraz bardziej przeszkadzało jej, że nie może biegać razem z przyjaciółmi i jest z góry wykluczona z wielu aktywności. Mama zapewniała ją, że niepełnosprawność wcale nie musi powstrzymywać jej przed realizacją celów i marzeń, ale z dnia na dzień coraz trudniej było jej wierzyć tym zapewnieniom.

W szkole była „obcym”

Gdy poszła do szkoły, niemal od razu rozpoczął się okres prześladowań ze strony rówieśników. Inni uczniowie z powodu jej wyglądu nazywali ją „obcym”, niektórzy nawet wykradali jej jedzenie. Nie miała żadnych przyjaciół i stopniowo coraz bardziej zamykała się w sobie. Nawet zmiana szkoły niewiele pomogła. „Chodziłam spać, marząc o tym, żeby po obudzeniu wyglądać tak jak inni. Myślałam, że nie ma dla mnie nadziei” – wspomina.

W wieku piętnastu lat stało się coś niewyobrażalnego, co przepełniło czarę goryczy. Zuly została zgwałcona. Nie chciała już dłużej żyć. Udało jej się dostać na czwarte piętro i zamierzała wyskoczyć z okna.

Dać siłę innym

W ostatniej chwili nadbiegła mama, która szukała swojej córki. Widziała jej cierpienie, ale nie sądziła, że dziewczyna jest aż tak zdesperowana. Przytrzymała ją i tuliła w swoich ramionach. Powtarzała, że pewnego dnia Zuly będzie inspiracją dla innych osób z niepełnosprawnościami.

Zmiana nie przyszła od razu. Pewnego dnia jednak dziewczyna dostała zaproszona do wspólnoty lokalnego kościoła. Okazało się, że bardzo dobrze potrafi rozmawiać z ludźmi przeżywającymi trudności i pomaga im jak nikt inny. Na jej pierwsze publiczne wystąpienie przyszło ponad czterysta osób. Bardzo się denerwowała, ale – jak zawsze w ważnych momentach – stała przy niej mama. „Wspominanie tego, co przeszłam było tak bolesne, że w połowie się rozpłakałam. Ale wtedy publiczność zaczęła klaskać i to dało mi siłę, aby mówić dalej” – opowiada.

Poczucie sensu

Także sprawy związane z jej edukacją zaczęły układać się coraz lepiej, kiedy w wieku osiemnastu lat skończyła szkołę i zdecydowała się studiować sztukę. Brak rąk nie powstrzymał jej przed tworzeniem pięknych obrazów. Nie tylko potrafi malować ustami, ale uczy też innych jak to robić.

Znalezienie pasji i bycie w czymś naprawdę dobrą pomogło jej nabrać pewności siebie, także w dzieleniu się własnym doświadczeniem. Zgodziła się wystąpić w telewizji. Po programie dostała wiadomość od chłopaka, który chciał odebrać sobie życie. Jej słowa jednak przemówiły do niego i postanowił dać sobie jeszcze jedną szansę. Zaprzyjaźnili się i pozostają w kontakcie.

„Jestem dowodem na to, że niepełnosprawność nie musi cię powstrzymywać. Przeżyłam mroczny czas, ale teraz jestem w dobrym miejscu, pomaganie innym dało mi poczucie sensu” – mówi. Pytana o plany na przyszłość twierdzi, że marzy o otworzeniu sierocińca. Dla tych dzieci, które nadal przeżywają mroczny czas.


STEPHEN ROBERT DAVIES

Czytaj także:
Stephen zmienia życie dzieciaków bez rąk. I to w… ogrodowej szopie!




Czytaj także:
Prawonożna. Historia pierwszej na świecie pilotki bez rąk

Tags:
niepełnosprawność
Modlitwa dnia
Dziś świętujemy...





Top 10
Zobacz więcej
Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail