Aleteia

Kwiatki z dziecięcych „kazań”. O tym, jak dzieci wychowują rodziców

RODZICE Z CÓRKĄ
gpointstudio | Shutterstock
Udostępnij

Dzięki dzieciom uczymy się siebie, poznajemy siebie, ale też zyskujemy możliwość uproszczenia naszej duchowości i zaczerpnięcia prostoty do relacji z innymi i Bogiem. Czasami w codzienności dzieciaki dają rodzicom niezłe kazania, które może nie są poparte przypisami do wielkich ksiąg, ale trafiają w serce i mają moc, by je zmieniać.

Gary Thomas napisał w swojej książce pt. „Święte rodzicielstwo”: „Rodzicielstwo to niezwykła szkoła formacji duchowej. Codzienna opieka nad dziećmi, troska o ich potrzeby oraz kształtowanie ich charakterów pozostawia trwały ślad w każdym rodzicu”. Nie można temu zaprzeczyć. Okazuje się bowiem, że nasze dzieci stają się nieświadomie i w sposób przez siebie niezamierzony i niezaplanowany naszymi formatorami. Zmieniają postawy rodziców, ale też sposób myślenia i reagowania. Oto dwa „kazania” dzieci dla mamy:

 

Mama nie zawsze jest cierpliwa

Skupienie w czasie wieczornej modlitwy. Każdy może wypowiedzieć słowo podziękowania. Mój mąż mówi: „Dziękuje Ci, Boże, za moją żonę i za to, że jest taka cierpliwa, dba o nasz dom i tworzy w nim ciepło”.

Przy słowie „cierpliwa” należy wyobrazić sobie minę skwaszonego sześciolatka, jak po wypiciu soku z cytryny, który po wszystkim dodaje: „Ooooo nie. No tato, nie zawsze jest taka cierpliwa. Wiem to”. Potem wymienił mi całą listę moich przewinień. Połowę można było wykreślić, bo to, co dla niego było już brakiem cierpliwości, dla mnie wtedy było właśnie jej objawem. Od tamtej modlitwy czytając słowa „miłość cierpliwa jest” uśmiecham się na myśl, ile pracy przede mną i jakich mam wokół małych kibiców, którzy doceniają moje postępy w sztuce cierpliwości, ale też pomagają w rachunku sumienia.

 

Jezus jest zawsze tam, gdzie ty

Mamy będące zaraz po porodzie wiedzą, na jak kreatywne zabawy można się wtedy zdobyć… Trudno ogarnąć starszaki i kogoś maleńkiego, dając sobie prawo do odpoczynku. Dla mnie ważne było wymyślanie zabaw, które nie będą mnie za bardzo angażować. Nosząc małe dziecko, zaprosiłam jednego ze starszaków do zabawy.

– Maksiu, pobawimy się? W co chcesz się pobawić? – zapytałam.

– Wiem! Ty mamo będziesz dziewczyną, a Marysia twoim dzieckiem.

– Dobrze, a ty kim będziesz?

– Panem Jezusem.

– Panem Jezusem? Jeśli chcesz, to dobrze. Co mam robić?

– Wy chodźcie sobie po domu. Idź, idź już – ruszyłam po tych słowach z Marysieńką na rękach, a Maksymilian szedł za mną krok w krok. Zatrzymywał się wtedy, kiedy ja stawałam. W końcu spytałam:

– Skarbie, a co ty robisz?

– Przecież jestem Panem Jezusem. Zawsze jestem przy tobie. Idę tam, gdzie ty idziesz.

Czy w Piśmie Świętym nie ma słów: „On nie pozwoli zachwiać się twej nodze, ani nie zdrzemnie się Ten, który cię strzeże. On nie zdrzemnie się, ani nie zaśnie Ten, który czuwa nad Izraelem. Pan cię strzeże, Pan twoim cieniem, przy twym boku prawym” (Ps 121, 3-5)?

 

Módl się prosto

– Mamo, ale mów do mnie, módl się – kontynuował mój czterolatek.

– A co mam mówić?

– No, na przykład, że mnie kochasz.

– Kocham cię, Maksiu.

– Nie Maksiu! Przecież jestem Panem Jezusem. Mów: „Kocham Cię, Panie Jezu”, tak się módl. Tak się trzeba modlić, mamo.

Dzięki dzieciom uczymy się siebie, poznajemy siebie, ale też zyskujemy możliwość uproszczenia naszej duchowości i zaczerpnięcia prostoty do relacji z innymi i Bogiem. „Bóg posługuje się dziećmi” – przekonuje Gary Thomas. Nazywa też Boga rewolucjonistą z tego powodu. Postaw teraz swoje dziecko i powiedz sobie, że musisz stać się jak ono, by wejść do nieba. Czego ci brakuje, a co masz rozwinąć? Bóg będzie posługiwał się twoim dzieckiem, by ci pomóc.