Aleteia

Trzy powieści na lato. Z wielką historią w tle

LEKTURA KSIĄŻKI
Dudarev Mikhail | Shutterstock
Udostępnij

Jest tu wielka Historia (wojna, przewroty), ale i wplecione w nią historie rodzinne, domowe. Jest prozatorsko, ale w oparciu o fakty, a niekiedy nieco autobiograficznie. Zanim skończą się wakacje, sięgnijcie po te trzy książki, warto.

Nie należę do wielkich fanów powieści. Mój książkoholizm jest od dawna na etapie fascynacji reportażami. Ale lato, wakacje to dobry czas na sięgnięcie do czegoś spoza półki pod tytułem non fiction. Polecam wam kilka powieściowych nowości, na które warto znaleźć miejsce w wakacyjnej walizce.

Może niekoniecznie superlekkiego, jeśli chodzi o tematykę, ale zdecydowanie lżejszego w formie. W końcu nie byłabym jednak sobą, gdyby wybrane tytuły nie były powieściami z wielką historią w tle. Mam nadzieję, że mi wybaczycie!

 

Kto przyjmie uchodźców?

Hiszpania, styczeń ’39. Krwawą wojnę domową kończy dojście do władzy gen. Franco. Jego przeciwnicy muszą uciekać z kraju. Tylko kto ich przyjmie? Allende dotyka problemu uchodźstwa, a tłem dla jej opowieści jest historia poety Pablo Nerudy, który zdecydował, że pomoże uchodźcom czekającym na granicy hiszpańsko-francuskiej. Przekonał niechętny pomysłowi rząd chilijski do udzielenia pomocy.

„Wysłano go do Paryża bez pieniędzy, by zebrał je na miejscu. Musiał wynająć statek towarowy, przystosować go do przewozu ludzi i potem wybrać spośród uchodźców tych, którzy są w stanie podróżować. W jednym ze swoich pamiętników napisał, że być może ludzie zapomną jego poezję, ale zapamiętają Winnipeg – tę jedną rzecz, której dokonał. Dzięki Nerudzie 10 tys. potomków uchodźców z Hiszpanii mieszka dziś w Chile” – wyjaśnia Allende w rozmowie z K. Kazimierowską („Zwierciadło” 7/2020). Jej książka to hołd dla poety.

Bohaterami są Roser i Victor. Ona, młoda, w zaawansowanej ciąży, właśnie dowiedziała się, że jej ukochany zginął na froncie. Victor to jego brat. Obiecuje, że się nią zaopiekuje. Aby dostać się na statek, zawierają coś w rodzaju fikcyjnego małżeństwa, w którym przetrwają… całe życie. Pełna zawirowań losu, ciężkich doświadczeń, ale też optymizmu i nadziei, jak to w życiu. Zresztą sama autorka we wspomnianym wywiadzie o swoim życiu mówi:

Tyle razy słyszałam od innych, że doświadczyłam tak wiele bólu: bo straciłam córkę, byłam na wygnaniu, rozwiodłam się i wychowywałam dzieci uzależnione od narkotyków. Ale ja pamiętam tylko te najlepsze momenty (…). Nie wybrałam tego, że urodziłam się w kraju, gdzie miał miejsce wojskowy zamach, ani tego, że mój ojciec porzucił rodzinę. Mimo to naprawdę uważam, że miałam wspaniałe życie (…). To do mnie należy decyzja, jak zareaguję na to, co mi świat wokół oferuje, to ja wybieram sobie przyjaciół.

Isabel Allende, Długi płatek morza, Marginesy 2020

 

Obciążenie przeszłością

Kolejna historia rodzinna z II wojną światową w tle. Mikołaj Grynberg, autor m.in. porażającego „Oskarżam Auschwitz”, ponownie podejmuje temat historii polskich Żydów i traumy po Holocauście. W krótkich, lapidarnych wręcz (tam nie ma zbędnych słów) opowiadaniach opisuje losy rodziny – są więc sceny z codziennego życia, takie „zwykłe”, kiedy jest dobrze, miło, domownicy żartują, są dla siebie czuli i wyrozumiali, ale i sceny trudne, w których emocje biorą górę.

„Poufne” to proza, ale z elementami autobiograficznymi. Grynberg w rozmowie z Dwutygodnikiem, cytuje Annę Bikont, która mówiła, że pisanie o Zagładzie jest pewną formą przeżywania żałoby. W jego przypadku, jak przyznaje, też tak może być. Grynberg pokazuje, jak wielkim obciążeniem może być przeszłość. Ale to nie koniec, przeszłość nie determinuje. Bo są i wspomnienia, które wywołują uśmiech, jest ironia, a wiele zależy od tego, jak my sami na to, co za nami, spojrzymy.

W rozmowie z Olgą Wróbel dla Dwutygodnik.com przyznaje:

Nikt z nas nie ma tylko własnego życia, niezależnie od tego, z jakich rodzin pochodzimy. Te poprzednie pokolenia to też jest nasza historia. Im więcej o nich wiemy, tym bardziej rozumiemy, kim jesteśmy. Jeśli tą przeszłością jest Holokaust, to okazuje się, że żyjemy żałobą po ludziach, których nie znaliśmy. Bardzo dziwna figura, bardzo niekomfortowa, niedająca ucieczki w bok. Ci bohaterowie chcieliby żyć normalnie i mają to normalne życie, ale co pewien czas bumerang wraca. Im się jest starszym, tym częściej.

Mikołaj Grynberg, Poufne, Czarne 2020

 

Podróż w czasie i przestrzeni

Znowu Polska, ale już powojenna. Co wcale nie oznacza, że łatwiej się w niej żyje. „Pod słońcem” to opowieść o ludziach, którzy w tych trudnych czasach muszą się zaadoptować, zmieniać, ale jednocześnie wciąż wraca do nich bolesna przeszłość, z którą się konfrontują. Dramatyczne doświadczenia, nawet jeśli zagrzebie się je na dnie szufladki pod tytułem „wspomnienia”, i tak wrócą – właśnie po to, by się z nimi zmierzyć.

I robią to wszystkie postaci w powieści Fiedorczuk, ale przede wszystkim Miłka i Misza – główni bohaterowie. Znowu małżeństwo, i znowu z problemami. Dzięki im wspomnieniom podróżujemy w czasie (do wydarzeń sprzed września’39, ale i wojennych), a także w przestrzeni – akcja dzieje się przede wszystkim na Podlasiu, ale dzięki retrospekcjom „wędrujemy” po Polsce i na Ural.

Sama autorka tak opowiadała o swojej książce w rozmowie z Pauliną Małochleb z „Przekroju”: 

Tryby historii wciągają w swoje ostre zębiska losy moich bohaterów, jakżeby inaczej, historia tych terenów jest przecież wyjątkowo okrutna. Staram się jednak skupiać na pojedynczych ludzkich i nieludzkich bytach, nie mam ambicji wygłaszania nowych tez na temat polskiej historii. Poszczególne sojusze/konflikty są najciekawsze i często zaskakujące, ponieważ opisuję losy rodziny mieszanej, konflikt jest w nią niejako z natury w pisany. Nie ma w tej książce żadnych rozstrzygnięć, żadnych morałów.

Julia Fiedorczuk, Pod słońcem, Wydawnictwo Literackie 2020