Aleteia

Potrzebujemy poczuć się bezradni, by móc zaufać Jezusowi [komentarz do Ewangelii]

RADY OD STARCÓW Z GÓRY ATHOS
Nasza wiara słabnie i nie jesteśmy pewni Bożej pomocy?
Paisjusz Atoski mawiał: postępujcie jak małe dziecko, które widzi przed sobą niebezpieczeństwo. Chwyta się kurczowo koszuli taty lub sukienki mamy i z całej siły obejmuje, nie chcąc ich puścić, przytula się i chowa głowę przy ich sercu. Gdybyśmy tak potrafili postępować z Bogiem, gdy przychodzą problemy duchowe lub tracimy nadzieję na Bożą pomoc – z pewnością nasza wiara miałaby mocniejszy fundament! Jesteśmy Bożymi dziećmi, więc nie wstydźmy się okazywać prostego zaufania Panu, szczególnie w chwilach próby.
Udostępnij

Potrzebne są takie chwile, w których stajemy bezradni, jak uczniowie Jezusa, trzymający w rękach dwie ryby i pięć placków i patrzący na głodne tłumy. Tu właśnie jest miejsce na zaufanie Jezusowi.

Szukał ciszy i samotności

Możemy się tylko domyślać, jak trudne było dla Niego to, co się ostatnio wydarzyło. Najpierw odwiedziny rodzinnego miasta, „Jego ojczyzny”. W nazaretańskiej synagodze czytał Słowo i nauczał. Słuchacze (a było zapewne wśród nich wielu Jego krewnych, znajomych, kolegów) byli zgorszeni i oburzeni tym, co mówił. Świadomość, że jest jednym z nich („Czyż to nie jest syn cieśli? Czy Jego matka nie nazywa się Miriam?”), nie pozwoliła im przyjąć przesłania Jezusa. Odrzucili Go. Łukasz w swojej Ewangelii dodaje nawet, że rozwścieczeni chcieli Go zabić.

A potem przyszła wieść o Janie Chrzcicielu. Prorok zginął, zamordowany w lochu Heroda, płacąc najwyższą cenę za swoją bezkompromisowość w głoszeniu prawdy. Usłyszawszy o tym, Jezus „wycofał się stamtąd w łodzi na pustkowie”. Ale nie dane Mu było zaznać spokoju.

Tłumy schodziły się zewsząd. Z okolicznych miejscowości ciągnęli ludzie, prowadząc, albo niosąc na noszach swoich chorych. Dla Jezusa nie miało znaczenia, kim są i skąd przychodzą. Nie pytał ich o poglądy, nie sprawdzał ich pochodzenia, dociekając, czy są religijnymi Żydami, czy też „nieczystymi”, uprawiającymi bałwochwalstwo poganami. To jedno z tych miejsc w Ewangelii, w którym widzimy Jezusa spotykającego się z całą biedą tego świata. W Jego reakcji („ulitował się nad nimi i uzdrowił ich chorych”) widać zapowiedź przyszłego uzdrowienia dotkniętej grzechem, niemocą i podziałami ludzkości.

 

Wy dajcie im jeść

Uczniowie Jezusa są praktyczni i racjonalni. „Miejsce to jest odludne i jest już późno, odeślij ludzi do wsi, aby kupili sobie żywności” – proponują rozsądnie. Odpowiedź Jezusa jest jednak szokująca: „Nie muszą odchodzić. Wy dajcie im jeść!”. Widzieli otaczający ich tłum. I wiedzieli, jak mizerne mają zapasy. Za chwilę jednak, posłuszni poleceniu, oddadzą Mu wszystko, nie rozumiejąc, co zamierza uczynić. On zaś spojrzy w niebo i zacznie odmawiać błogosławieństwo. Puste kosze zaczną wkrótce zapełniać się resztkami po sutym posiłku.

Słuchamy opisu cudu nakarmienia tysięcy ludzi, trwających przy Jezusie, nie wierząc jednocześnie, że my sami jesteśmy w zasięgu Jego mocy. My sami, z naszymi pragnieniami, potrzebami, brakiem czasu, którym usprawiedliwiamy nasza niepamięć o Bogu, rozmaitymi życiowymi głodami, których sami zaspokoić nie jesteśmy w stanie.

Paradoksalnie, potrzebne są takie chwile, w których stajemy bezradni, jak uczniowie Jezusa, trzymający w rękach dwie ryby i pięć placków i patrzący na głodne tłumy. Tu właśnie jest miejsce na zaufanie Jezusowi. I zaproszenie Go do trudnych spraw naszego życia. Jego błogosławieństwo pomnoży to, czego naprawdę potrzebujemy. Tak hojnie, że będziemy mogli dzielić się z tymi, którzy potrzebują bardziej.