Aleteia

Franciszkański Rap Session. Muzyka, która rozświetliła dzieciakom mrok pandemii [wywiad]

FRANCISZKANIE, RAP SESSION
Udostępnij

Można powiedzieć, że to owoc pandemii koronawirusa. Gdy zamknięto im drzwi, otworzyli okno – okno internetu, poprzez które muzyką docierają ze światłem nadziei do młodzieży w Domu Dziecka. Wkrótce ukaże się ich płyta, której cały nakład chcą rozdać dzieciom za darmo.

Franciszkański Rap Session to wyjątkowy projekt, owoc pandemii koronawirusa. Rozmawiam o nim z braćmi Michałem z Gdańska (27 l.) i Wiktorem z Grodna (25 l.), którzy oprócz formacji zakonnej i studiów teologicznych w Łodzi, na co dzień służą dzieciom i młodzieży w Domu Dziecka. Niestety, kontakt z nimi utrudnił im nakaz izolacji. Ale dzięki pomysłowości, talentom i Duchowi Świętemu znaleźli genialny sposób na zapewnienie dzieciom swojej obecności, uwagi i czasu. Przepytuję ich nieco – nie tylko z muzycznej zajawki.

 

Magda Galek: Po co się idzie do zakonu? Dlaczego idziecie tą drogą i co was tam zaprowadziło? 

Br. Wiktor: Gdy byłem w liceum, w sercu pojawiło się takie wołanie… Gdybym nie poszedł, to bym uciekał. Jest taki głos po prostu. Łatwo mi było wyjechać z kraju, zostawić przyjaciół, swoje sprzęty, rower… Ciągnęło mnie coś głębszego, coś z nieba. I jak przyjechałem tutaj do zakonu, to wiedziałem, że to moje miejsce. Ale to działo się wcześniej, byłem w Kościele, korzystałem z sakramentów, codziennie chodziłem na Eucharystię. To też łaska powołania. Pan Bóg daje misję, konkretne zaproszenie. Nie mogłem odmówić. Dla mnie to był przyjaciel, Bóg był dla mnie kimś bliskim. Dlatego poszedłem do zakonu, bo chciałem odpowiedzieć na to zaproszenie.

Br. Michał: Wyszedłem z katolickiego domu, z wierzącej rodziny. Przeszedłem klasyczny schemat: chrzest, I Komunia itd. Potem pogubiłem się i poszedłem inną drogą. Przeżyłem jednak moment nawrócenia. Nie było to nawrócenie z zupełnej niewiary do wiary w Boga, raczej z życia, w którym Bóg był mi obojętny, do tego, że chciałem być już blisko Niego. I zrodziło się we mnie takie przekonanie, że jedyna droga dla mnie to być księdzem. I szukałem, myślałem najpierw o diecezjalnym życiu, ale to nie było to, czego pragnąłem w sercu. Przeszedłem od skrajności grzechu do skrajności wiary i zacząłem myśleć bardzo radykalnie. Zakon wydawał mi się odpowiednim miejscem, by poświęcić się Bogu. Z czasem przychodzi takie zrozumienie, że tych możliwości jest dużo więcej niż tylko zakon, ale to chyba, jak mówi Wiktor, przychodzi takie przekonanie, że to jest twoja droga i musisz nią iść. Nie dlatego, że ktoś ci każe, tylko dlatego, że jak pójdziesz inaczej, nie będziesz na tym miejscu, na którym powinieneś być.

Posłuszeństwo to trudny ślub

Na tę rozmowę potrzebowaliście pozwolenia przełożonych. W dzisiejszych czasach, kiedy gloryfikowana jest wolność i to, że można nam wszytko, a stawianie granic, zakazy są niemile widziane, wy świadomie wybieracie posłuszeństwo. Co wam to daje i jaką wartość w tym odnajdujecie?

Br. Wiktor: Kiedy jesteśmy zakonnikami, to mamy swoim życiem ukazywać Chrystusa, a On zostawił wzór posłuszeństwa – był posłuszny Ojcu. Modlił się przed męką: boję się tego, ale jeżeli chcesz, to ja to zrobię, pójdę na krzyż i oddam się całkowicie. Więc kiedy my się słuchamy przełożonych, to nie dlatego, żeby wypaść dobrze, być miłymi i żeby nas lubili, tylko jesteśmy posłuszni ze względu na Pana, bo za Nim idziemy. I wtedy to jest moc, bo szukasz nie siebie, tylko woli Bożej. Pan Bóg obiecał, że będzie działał przez naszych przełożonych i po to składamy też śluby, żeby potem być posłusznym. Złożyć ślub to jedno, a drugie – musisz tym żyć na co dzień. To jest trudny ślub. Prosto jest, kiedy przełożony zgadza się z twoją myślą, dużo gorzej, kiedy ty w ogóle nie widzisz, dlaczego się nie zgadza i myślisz, że to jest beznadziejne. Św. Maksymilian jest najlepszym przykładem, był co do joty posłuszny. Dlatego tyle zrobił w tak krótkim czasie i wypraszamy dużo cudów przez jego ręce. Dla nas to taka perełka, że w FRS (Franciszkański Rap Session) jest posłuszeństwo, dlatego to tak się rozwija.

Br. Michał: Nie zawsze decyzja przełożonych jest wolą Bożą, ale wolą Bożą jest zawsze moje posłuszeństwo. Tu chodzi o wiarę. My wierzymy w Boga i rzeczywiście chcemy robić to, co On zamierzył, gdzie planuje nas posłać.

Br. Wiktor: Jeżeli masz słabą wiarę, to ci się to wydaje głupie. Tylko kiedy twoja relacja z Bogiem wzrasta, to chcesz być podobny do Niego. I wtedy posłuszeństwo wydaje ci się sensowne. Tego też uczysz się w rodzinie, przez posłuszeństwo rodzicom. Posłuszeństwo i wolność, wydaje mi się, to są nierozłączne pojęcia. Człowiek, który nie jest wolny, nie potrafi się słuchać. Kiedy chcesz być posłuszny, to ty decydujesz, a jeżeli decydujesz, to znaczy, że jesteś wolny. 

 

Kontemplacja i działanie

Na co dzień, oprócz studiowania i życia w klasztorze, posługujecie wśród dzieci i młodzieży w Domu Dziecka. Jak to wygląda? Wchodzą kolesie w habitach i…? Rozmawiacie o wierze czy o zupełnie innych rzeczach? 

Br. Wiktor: Gdy wyjeżdżamy z klasztoru, to każdy z nas wzbudza taką intencję i cel, żeby te dzieciaki poznały Chrystusa, ponieważ mają rany zadane przez życie, przez rodziców, które uleczyć może tylko Bóg. Dlatego naszym głównym celem jest, żeby doświadczyły bliżej prawdziwej miłości, aby to im pozwoliło potem stanąć w życiu twardo na nogi i spełniać się jako ludzie. Robimy to przykładem, jak św. Franciszek – prostotą. Jesteśmy tam po prostu. To jest bardzo ważne, że przyjeżdżamy systematycznie. Przez to powstały FRSy, bo podczas pandemii nie mogliśmy do nich jeździć. Taki był pierwszy zamysł – aby nie utracić kontaktu. Co im mówimy? To co mamy w sercu, co mamy dobrego, co otrzymaliśmy na modlitwie. Nasz charyzmat to kontemplacja i działanie, więc najczęściej rozdajemy te Boże dary tam. Zależy, kto do czego ma talent, ja zazwyczaj jestem z gitarą, Michał ma czasami katechezę, niektórzy grają z nimi w piłkę, niektórzy coś opowiadają, malują. Staramy się też zabrać ich do kościoła, natomiast dla wielu z nich Bóg jest jeszcze kimś obcym, nieznanym, wiadomo, że pójście do kościoła jest dla nich wielkim wysiłkiem, niezrozumieniem, patrzą na to sceptycznie. I bywa czasem tak, że sami idziemy, a dzieci zostają w domu. 

Pojawiają się wtedy wątpliwości, czy wasza posługa ma sens?

Przychodzą takie myśli. Nikt do kościoła nie poszedł, próbowałem coś powiedzieć o Bogu, który jest miłością, który ma dla nich przepyszne danie na talerzu, aby je spożyli, a one to odsuwają. I chcą tylko spotkać się ze mną jak z człowiekiem. I tak sobie czasami mówię: to nie ma sensu w ogóle. Jeżdżę tam 5 lat i tak naprawdę wielkich owoców, nawróceń nie widzę. Kiedyś pani dyrektor pocieszyła mnie, że przyjdzie u nich taki moment w życiu, kiedy przypomną sobie, co mówiliśmy, jakie świadectwo dawaliśmy i że możemy być jedynym dobrym przykładem w ich życiu. One nas traktują jak swoich. Nie jak jakichś tam obcych księży, bo dla nich jesteśmy przyjaciółmi, braćmi. Mogą się radzić nas, dzielą się z nami tym, że np. mają chłopaka czy dziewczynę, pytają, jak postąpić w jakiejś sytuacji.

Gdy pandemia uniemożliwiła te bezpośrednie spotkania, zaczęliście towarzyszyć dzieciom robiąc FRS. Michał, rapując mówisz świadectwo swojego życia?

Br. Michał: To zależy, który kawałek, ale ogólnie tak. 

Te fragmenty: „znajomi zasypani piaskiem”, „znam życie od końca i zacząłem od śmierci” są z życia wzięte?

Br. Michał: Tak, kawałek „Znam” jest bardzo osobisty.

Br. Wiktor: „Przestała cieszyć butelka”.

Br. Michał: (uśmiech).

Tak wyglądało twoje życie?

Br. Michał: Tak. To było moje życie. Dawało poczucie ulgi i pomagało zagłuszyć wewnętrzną pustkę. Na chwilę…

Śpiewasz też „szukałem miłości między grobami”. To jest coś uniwersalnego; myślę, że wiele osób może o sobie powiedzieć, że szukały miłości nie tam, gdzie ona naprawdę jest. Jak ci było wtedy z tym szukaniem miłości między grobami?

Br. Michał: Ten fragment zrodził się w oparciu o fragment z Ewangelii Marka o opętanym, który żyje w grobach. Rzeczywiście tak jest. Wszyscy szukamy miłości i szukamy jej w rożnych miejscach – w osobach, w rzeczach, w stylu życia, w używkach, w tym, co nam daje chwilowe szczęście. Zawsze bałem się wchodzić w grube tematy, np. okraść kogoś, brać heroinę… Nie chciałem dokładać zmartwień mamie. Taty nie było, odszedł szybko, mama była sama. Mam jeszcze dwie siostry. To, co robiłem, było rzeczywiście szukaniem miłości. Ale wewnętrznie nie byłem szczęśliwy i to chyba doprowadziło mnie do pytania o Boga i o prawdziwą miłość. Wszystko, czego się chwytałem, po jakimś czasie się psuło, chodziłem coraz bardziej rozwalony wewnętrznie, raniłem ludzi.

 

„Wszedłem ostro w duchowość”

Teraz możecie powiedzieć, że znaleźliście swoją miłość? Że jesteście na właściwej drodze?

Br. Wiktor: Tak, ona jest bardzo piękna. Im dłużej jesteś na tej drodze, tym jest trudniej, ale i piękniej, odkrywasz dużo rzeczy, oczy cały czas się otwierają.

Br. Michał: Jakbym miał streścić moją drogę obecnie, to po prostu czuję się spełniony. To jest takie uczucie, że mimo zmęczenia, kryzysów, tysiąca innych pomysłów na życie, trudności z braćmi, z sobą –  czuję się spełniony i to jest uczucie, którego nie zamieniłbym na nic.

Franciszkański Rap Session miał swój początek całkiem niedawno – wyszliście do internetu z waszą muzyką w momencie, kiedy pandemia zablokowała wam możliwość bycia z młodzieżą w Domu Dziecka. Ale gdzie to się zaczęło wcześniej? Jak sądzę, nie zacząłeś, Michale, rapować w marcu, a Wiktor nie wziął wtedy gitary pierwszy raz do ręki?

Br. Michał: Z rapem byłem związany o wiele wcześniej, przed nawróceniem. W Gdańsku działałem z chłopakami w podziemiu. Ci, z którymi zaczynałem, teraz się wybili w Polsce, są dość znani. To jest m.in. taki klimat: ulica, narkotyki, dziewczyny, szybkie auta, to jest ich życie. Mamy kontakt cały czas i ja im podsyłam to, co robię, oni mówią: „stary, super, szacunek” (śmiech). Chłopaki z ulicy zajarani dwoma rapującymi zakonnikami. Cieszę się, że się od nich nie odsunąłem, oni ode mnie też. Mimo że jesteśmy jak dwa różne inne światy, to potrafimy rozmawiać.

Gdy zacząłem się nawracać, wszedłem ostro w duchowość i rap przestał być mi potrzebny. Pamiętam jednak taki moment w seminarium na pierwszym roku. Mamy w zakonie takie pomieszczenie, które się nazywa rekreacja. To miejsce na kawkę, herbatkę, pogaduchy… I raz bracia ze starszego rocznika puścili rap. Wiesz, ja zawsze kochałem rap, ta muzyka jakoś współgra ze mną, to są takie dźwięki, które mnie poruszają. Gdy to usłyszałem, wszystko do mnie wróciło. I zachwiała mi się rzeczywistość, bo nagle poczułem znowu takie zamiłowanie do rapu, do muzyki, zupełnie nie wiedziałem, o co chodzi. To było na pierwszym roku. Długo dojrzewałem, bo teraz jestem na piątym, i właściwie dopiero teraz swobodnie to robię. To mi się nie kleiło trochę. Wiesz, życie zakonne i rap – nie bardzo. To są sprzeczności, ale pozorne, tak dzisiaj to widzę. Rap to jest narzędzie.

Wiktor, bardzo dobrze grasz. Urodziłeś się z gitarą? Na porodówce wyskoczyłeś z ukulele? 

Br. Michał: Tak, i jemu strunę odcinali, nie pępowinę (śmiech).

Br. Wiktor: To tylko tak wygląda (śmiech). Przed zakonem grałem w scholce, i to zawsze jako druga gitara. W zakonie na początku też mieliśmy scholę na mszy z dzieciakami i potem w seminarium grałem w zespole. Br. Jakub grał na gitarze, ja zawsze byłem taką akordową rytmiczną gitarą, ale dużo się od niego nauczyłem  i cały czas się uczę. 

Br. Michał: My nigdy nie graliśmy razem rapu. Ja chciałem, szukałem możliwości: jak, gdzie, z kim. Miałem gdzieś to z tyłu głowy i śmiejemy się, że nagle przyszedł kairos, przyszedł czas.

Br. Wiktor: Gdy grałem w zespole Pokój i Dobro i przygotowywaliśmy się do nagrania płyty „Bracia Wilcy”, kiedyś słyszałem, jak Michał rapuje i mi się zawsze marzył jeden rapowy utwór na płycie. A Michał był wtedy zamknięty zupełnie na rap i chyba rok dyskutowaliśmy, żeby go przekonać. W końcu podjął decyzję po długich rozeznaniach. Teraz zespół trochę przycichł, br. Jakub z gitary elektrycznej już został wyświęcony, a powstało coś takiego, jak FRS. I teraz Michał rapuje, nie zatrzymasz go. 

*Bracia pracują właśnie nad płytą, którą Aleteia objęła patronatem medialnym. Zachęcamy do wsparcia zrzutki na produkcję albumu, którego nakład w całości zostanie rozdany za darmo dzieciom i młodzieży z Domów Dziecka i innych duszpasterstw braci franciszkanów konwentualnych.