Aleteia

Jak przebaczyć? Tak, jak umiesz!

PRZEBACZENIE
fran_kies | Shutterstock
Udostępnij

Czasem przychodzi do mnie ktoś, kto mówi: „Nie umiem przebaczyć”. Pytam wtedy: „Ale czy chcesz przebaczyć?”. Gdy odpowiada: „Tak, chcę”, to znaczy, że jest już bardzo blisko przebaczenia. Uczucia żalu, złości, smutku mogą jeszcze powracać.

Z o. Tomaszem Gajem OP, psychologiem i psychoterapeutą, o psychologicznych warunkach przebaczenia, rozmawia Lucyna Słup.

 

Lucyna Słup: Na czym polega przebaczenie? Jak można najkrócej je określić?  

Ojciec Tomasz Gaj OP: To tak proste, codzienne słowo, że aż trudno je zdefiniować. Myślę, że najprościej określić przebaczenie mówiąc, czym ono nie jest.

A więc czym przebaczenie nie jest?  

Na pewno nie jest zapomnieniem. To nie jest tak, że jak przebaczę, to już nie będę pamiętał krzywdy, którą mi wyrządzono. Przebaczenie nie jest też uspokojeniem, ukojeniem. Emocje związane z krzywdą mogą mi towarzyszyć nawet wtedy, gdy przebaczę. Przebaczenie najbardziej kojarzy mi się z Ewangelią o nielitościwym dłużniku, który swojego wierzyciela (winnego mu sto denarów) „chwycił i zaczął dusić, mówiąc: „oddaj, coś winien” (Mt 18,28). Słuchając niedawno tej Ewangelii, uświadomiłem sobie, że przebaczenie polega na tym, żeby „rozluźnić pięść, wypuścić, nie dusić”. Przebaczam, gdy „nie ściskam, nie trzymam” swojej krzywdy. Dopuszczam, że ktoś wyrządził mi zło, ale go nie pielęgnuję, nie zatrzymuję przy sobie. Brak przebaczenia czasami stwarza iluzję, że w jakiś sposób trzymamy naszych winowajców w szachu albo, że mamy w nich dłużników.

 

Warunki przebaczenia 

Jakie warunki są potrzebne, by przebaczyć?  

Po pierwsze – trzeba sobie uświadomić, co mam przebaczyć, czyli nazwać krzywdę, której doznałem. Trzeba tutaj oczywiście rozróżnić, czy krzywda, której doświadczamy, jest realna czy też tylko wyobrażona. Czasem ktoś mówi: „Nie przebaczę ci”, ale tak naprawdę nie ma co przebaczać, bo nie było żadnej krzywdy. Pewien chłopak chciał przebaczyć dziewczynie, że na niego nie spojrzała. Powiedziałem mu: „Tutaj nie ma co przebaczać, ona ci nie wyrządziła żadnej krzywdy. Ty chciałeś, żeby się tobą zainteresowała. Ona nie odpowiedziała na twoje pragnienie. Zabolało cię to, ale to nie jest krzywda, tylko odmowa”.

Jakie znaczenie w przebaczeniu ma fakt, czy krzywda jest realna czy też tylko wyobrażona?

Przebaczyć można tylko krzywdę realną. Jeśli krzywda jest wyobrażona, to bardziej trzeba się zająć tym, dlaczego ktoś spostrzega świat w krzywym zwierciadle i oskarża innych o coś, za co sam ponosi odpowiedzialność.

Jeżeli już uświadomimy sobie krzywdę, to co potem?

Drugim warunkiem jest przyznanie się, że zostałem skrzywdzony – może być to krzywda fizyczna ale też psychiczna lub duchowa. Czasem bardzo trudno przyznać się do tego przed sobą i innymi.

Dlaczego to jest tak trudne?

Bo to znaczy, że jestem podatny na zranienie. Niektórym osobom nie przechodzi przez gardło przyznanie się, że są zależni od innych.

 

Konfrontacja z krzywdzicielem

A więc trzeba powiedzieć sobie: „Czuję się skrzywdzony”?

Trzeba się przyznać, że ktoś mnie skrzywdził. Czasem mówimy potocznie: „Czuję się skrzywdzony”. Należy zrobić w tym momencie subtelne, ale ważne rozróżnienie – nie ma uczucia „bycia skrzywdzonym”. Jeśli ktoś mnie dotknął, to oczywiście zazwyczaj czuję do niego złość. Czuję też żal i smutek z powodu utraty dobrego samopoczucia, przyjaźni, relacji itd. Czasami, zamiast zmierzyć się ze złością i smutkiem, ludzie skrzywdzeni chowają się za postawą bycia ofiarą: „Nic nie mogę, nic mi się już nie uda, jestem bezradny i biedny”. To pułapka, w której można tkwić przez długie lata!

Oczywiście nie jest miło czuć się ofiarą, ale warto sobie uświadomić, że z taką postawą są też związane pewne korzyści. Na przykład: „Nie podejmę wyzwań bo czuję się skrzywdzony”, albo „Nie mogę być szczęśliwy, bo jestem skrzywdzony”. Znaczy to w istocie: „Nie mogę wziąć odpowiedzialności za własne życie, bo zostałem skrzywdzony”. Taka postawa uniemożliwia zmianę.

Mówimy o konfrontacji… czy do przebaczenia konieczne jest spotkanie się z krzywdzicielem, konfrontacja z nim?

Moim zdaniem taka konfrontacja nie jest konieczna. Czasami osoba, która nas skrzywdziła, nie widzi albo nie chce zobaczyć, że wyrządziła nam jakieś zło. Niekiedy jest gdzieś daleko albo już nie żyje. Przebaczenie jest wewnętrznym procesem i nie zależy od obecności, świadomości czy przyznania się do zła ze strony krzywdziciela. Jeśli ten, kto zawinił, widzi swój błąd, uznaje go i przeprasza, to wtedy mówimy o pojednaniu. Jego owocem jest naprawa zniszczonej relacji. 

Z krzywdą są związane konkretne uczucia. Czasem „przeszkadzają” one w przebaczeniu. Gdy przypominam sobie krzywdę, ciągle wracają. Co wtedy?

Przebaczenie jest procesem. Aktem woli mogę przebaczyć natychmiast, ale uczucia „idą wolniej”, mają swoje tempo, potrzebują więcej czasu. Może tak być, że pomimo decyzji woli, żeby przebaczyć, uczucia złości, smutku, żalu pozostaną jeszcze przez jakiś czas. Ważne, by się na nie zgodzić. Nie pielęgnować ich, nie „żywić”, ale zgodzić się na to, że się złoszczę, że mam żal… Nie są to uczucia przyjemne i dlatego często próbujemy się ich pozbyć za wszelką cenę. Wtedy zachodzi pewien paradoks – im bardziej próbujemy z nimi walczyć, tym silniej się z nimi wiążemy. I odwrotnie – im bardziej je przyjmujemy, tym bardziej pozwalamy im w swoim czasie odejść. Sytuacja wygląda podobnie jak z fizyczną raną. Trzeba ją opatrzyć i pozostawić. Nie można ciągle odwijać opatrunku, dotykać, rozgrzebywać, bo rana nigdy się nie zagoi. Poza tym, zaraz po opatrzeniu, ból zazwyczaj nie ustaje. Odczuwamy go jeszcze przez jakiś czas. Podobnie jest z uczuciami towarzyszącymi krzywdzie. One będą nas „boleć”, dopóki rana wywołana krzywdą się nie zagoi.

 

Co pomoże w przebaczeniu?

Z tego, co zostało dotąd powiedziane, wynika, że przebaczenie jest bardziej procesem niż jednorazowym aktem…

Myślę, że zawsze jest początek, punkt zwrotny – moment, w którym podejmuję decyzję o przebaczeniu. To jest zależne od naszej woli – „chcę” lub „nie chcę”. W przeciwieństwie do uczuć, nad wolą mamy pełną władzę.

Czasem przychodzi do mnie ktoś, kto mówi: „Nie umiem przebaczyć”. Pytam wtedy: „Ale czy chcesz przebaczyć?”. Gdy odpowiada: „Tak, chcę”, to znaczy, że jest już bardzo blisko przebaczenia. Uczucia żalu, złości, smutku mogą jeszcze powracać. Wtedy, w pełni je akceptując, warto sobie przypominać: „Już wybaczyłem. Nic więcej nie mogę zrobić. Posłucham więc moich bolesnych uczuć, ale nie będę im posłuszny i nie będę obsesyjnie wracać do myśli o krzywdzie”.

Co jeszcze może pomóc nam w przebaczeniu?

Myślę, że obecność drugiego człowieka. To może być ktoś bliski, przyjaciel, członek rodziny, kierownik duchowy, a gdy sytuacja jest bardziej skomplikowana, to wtedy może być potrzebna bardziej fachowa pomoc.

Uświadomienie sobie wyrządzonej krzywdy, uznanie, że zostałem zraniony, akceptacja konkretnych uczuć, które stoją za zranieniem, przebaczenie dokonane aktem woli… Czasem spełniamy wszystkie te warunki, a mimo to nie potrafimy przebaczyć. Co wtedy?

Takim osobom, które chcą, a nie potrafią przebaczyć, mówię: „Przebacz tak, jak umiesz a nie tak, jak nie umiesz”. Nie możemy zrobić czegoś, czego nie potrafimy. Jeśli Bóg będzie chciał, żebyśmy przebaczyli inaczej, to nas tego nauczy.

*Fragment książki „Rozmowy uBOGAcające, Marianum 2020
**Tytuł, lead, śródtytuły pochodzą od redakcji Aleteia.pl