Aleteia
piątek 23/10/2020 |
Św. Jana Kapistrana
Duchowość

Kulminacyjny punkt spowiedzi: słowa formuły rozgrzeszenia oraz dwa ważne gesty

Public Domain

Ks. Michał Lubowicki - publikacja 06.09.20

Nie przejmuj się księdzem, bo nie o niego chodzi. A nawet, jeśli z jakiś powodów potraktuje cię nieprzyjemnie, to „miej w nosie”, bo nie z nim przyszedłeś się spotkać. Przeczytaj tę katechezę i zapamiętaj, co tak naprawdę robi Bóg podczas spowiedzi.

„Oddychaj. Pamiętaj, żeby oddychać. Nie bój się. Zapewniam cię, że nic nowego nie wymyśliłeś. Spokojnie”. Wielokrotnie uspokajam w ten czy podobny sposób penitentów, którzy klękając przy kratkach konfesjonału, zdradzają symptomy stanu przedzawałowego wywołanego stresem, jaki powoduje w nich konieczność przystąpienia do spowiedzi.


NAJŚWIĘTSZE SERCE JEZUSA

Czytaj także:
Praktyka 9 pierwszych piątków miesiąca. Tu wcale nie chodzi o spowiedź

I niekoniecznie chodzi tu tylko o wystraszone i stremowane dzieciaki, ale także o ludzi całkiem dorosłych, poważnych, poukładanych. Szkoda mi ich. Szkoda, żeby przez nerwy „przegapili” to, co w sakramencie pokuty i pojednania jest najważniejsze i najpiękniejsze.

Zazwyczaj taki uspokajający wstęp pomaga i wtedy człowiek ma szansę otworzyć się na jedno z najpiękniejszych doświadczeń, jakim jest czuły dotyk miłosiernego Boga. Po to przecież siadam w konfesjonale. Czasem „poszerzam” ten wstęp o krótką „katechezę” o spowiedzi i niejednokrotnie mam wrażenie, że to najlepsza i najpotrzebniejsza „nauka”, jaką mogę dać temu człowiekowi, który właśnie przyszedł pojednać się z Bogiem.

A brzmi ta „katecheza” mniej więcej tak:

Nie przejmuj się księdzem

Nie bój się księdza, bo on jest nieważny. Może być młody albo stary. Naprawdę mądry albo niezbyt rozgarnięty. Może być świętym, a może być grzesznikiem dużo gorszym od ciebie. Może być sympatyczny, a może być ostatnim gburem. Może być uważny i rozumiejący, a mogą go akurat boleć zęby i nie będzie w stanie z siebie wykrzesać ani odrobiny empatii.

Nieważne. Nie przejmuj się księdzem, bo nie o niego chodzi. Nie przejmuj się tym, co może o tobie pomyśleć, bo najprawdopodobniej nie zrobią na nim większego „wrażenia” twoje grzechy – słyszał je już wiele razy. A nawet, jeśli z jakiś powodów potraktuje cię nieprzyjemnie, to „miej w nosie”, bo ostatecznie nie z nim przyszedłeś się spotkać.

Tak naprawdę przez tego księdza (choć może to być „narzędzie” toporne i mało przyjemne w kontakcie) słucha cię przecież Jezus. To do Niego przyszedłeś. A On zawsze przyjmuje cię z miłością. On tu na ciebie czekał. Nie mógł się doczekać, aż przyjdziesz, aż wrócisz do Niego. On, Jezus na wszelkie sposoby próbował cię tu przyprowadzić. I oto jesteś. W Bogu już jest radość, że przyszedłeś. Tobie wydaje się, że „najgorsze” (czyli wyznanie grzechów) jeszcze przed tobą, a On już świętuje wasze pojednanie.

Wyznanie szczere (d)o bólu

Powiedz swoje grzechy konkretnie. Maksymalnie konkretnie, ale bez zbędnych szczegółów. To trochę jak u lekarza. Jeśli wejdziesz i powiesz: „Panie doktorze, źle się czuję”, to przed lekarzem długa droga, zanim zdoła ci skutecznie pomóc. Jeśli natomiast powiesz: „Boli mnie tu i tu, w tym konkretnie miejscu, kiedy robię to i to”, wówczas lekarz może działać dużo szybciej i skuteczniej.

Tutaj lekarzem jest Chrystus. On oczywiście zna twoje serce, wie gdzie i jak bardzo jesteś poraniony grzechem. To nie jest dla Niego tajemnicą. Ale chodzi o to, na ile Ty otworzysz to „miejsce” przed Bogiem, na ile Go tam „zaprosisz”, na ile pozwolisz Mu działać w konkretnych sprawach i wymiarach twojego życia.

Szczerość tego wyznania jest sprawą zasadniczą, bo Bóg szanuje twoją wolność i choć chciałby, to nie ruszy miejsc, które sam przed Nim ukrywasz – choć o nich wie.




Czytaj także:
Czy to już grzech ciężki czy jeszcze lekki? Jak je rozpoznać?

Nauka? Niekoniecznie

Wiele osób skupia się na „nauce” jaką da im spowiadający ich kapłan. To zrozumiałe, bo ten moment spowiedzi jest najbardziej „interakcyjny”. Ale warto pamiętać o kilku rzeczach:

Nauka czy rada (to, co powie ci ksiądz po wyznaniu przez ciebie grzechów) nie jest wcale najważniejszą częścią spowiedzi. Najważniejsze będzie za chwilę i nazywamy to rozgrzeszeniem. Nic się nie stanie, jeśli spowiednik tej rady nie udzieli.

Weź pod uwagę, że jeśli jest to spowiednik przypadkowy, to on cię praktycznie zupełnie nie zna i ciężko będzie mu poradzić ci jakoś bardzo precyzyjnie, skoro nie wie tak naprawdę kim jesteś i jak żyjesz (próbą zaradzenia temu jest oczywiście wspomnienie na początku kim jesteś i ile masz lat, ale – umówmy się – to naprawdę niewiele).

Pewnie, że spowiednikowi towarzyszy łaska Ducha Świętego, który mu „podpowiada” (wiele zależy od tego, na ile on sam jest na to działanie Ducha otwarty i wsłuchany w Jego głos), ale ta łaska jakoś „zakłada naturę”, czyli bazuje też na ludzkiej wiedzy i rozpoznaniu sytuacji.

Jeśli oczekujesz rad konkretnych i „długoterminowych”, to czas pomyśleć o znalezieniu sobie stałego spowiednika, czy wręcz kierownika duchowego (choć nawet gdyby była to jedna i ta sama osoba, to dobrze jest rozdzielić te dwa wymiary – spowiedzi i kierownictwa). Takiemu stałemu spowiednikowi, u którego pojawiasz się regularnie, i który dzięki temu zna ciebie oraz twoją duchową drogę i zmagania coraz lepiej, łatwiej będzie dawać ci „spersonalizowaną” i odpowiadającą twoim aktualnym potrzebom naukę, niż przypadkowemu księdzu przy przypadkowej spowiedzi.

Jeśli jednak już ten „przypadkowy” spowiednik zdecyduje się dać ci jakąś „naukę”, to z jednej strony staraj się przyjąć ją z otwartym umysłem i sercem – nieraz Pan Bóg mówi nam bardzo ważne rzeczy właśnie przy takich okazjach, choć w pierwszej chwili mogą się nam wydać banalne lub „nietrafione”. Z drugiej jednak pamiętaj też, że jest to pewna przestrzeń do dialogu. Nie chodzi tylko o to, że po wypowiedzeniu grzechów masz wysłuchać, co ksiądz myśli na ten temat, ale możesz się też odezwać, wejść w dialog, coś wyjaśnić, o coś dopytać, powiedzieć o swoich ewentualnych wątpliwościach.

Tak czy owak najważniejsze następuje dopiero zaraz, bo najważniejsze, najmądrzejsze i najpiękniejsze, co jako spowiednik mam ci do powiedzenia zaczyna się od słów „Bóg, Ojciec miłosierdzia…”.


KSIĄDZ W KONFESJONALE

Czytaj także:
Co zrobić, gdy zapomnę, jaką dostałem na spowiedzi pokutę? Są dwa rozwiązania

Sakrament, czyli: co robi Bóg?

Spowiedź to sakrament, czyli działanie Boga poprzez widzialne znaki i słowa. Dobrze pamiętać, że spowiedź to tylko część (najistotniejsza, ale jednak tylko część tego sakramentu). On się zaczyna od rachunku sumienia (dobrze, żeby był on poprzedzony lekturą lub słuchaniem Słowa Bożego), dalej rozwija się we wzbudzonym przez ciebie akcie żalu za grzechy, w postanowieniu poprawy (oby jak najbardziej konkretnym), wreszcie dochodzi do punktu kulminacyjnego w spowiedzi zakończonej rozgrzeszeniem.

Ale potem trwa jeszcze, gdy pokutujesz i podejmujesz próbę zadośćuczynienia Panu Bogu i bliźnim, których twoje grzechy skrzywdziły. To wszystko razem w szerokim sensie stanowi sakrament pokuty i pojednania.

Teraz jednak skupmy się właśnie na jego punkcie kulminacyjnym. Na ten istotny moment składają się słowa formuły rozgrzeszenia i dwa towarzyszące jej gesty. Najpierw słowa:

„Bóg, Ojciec miłosierdzia, który pojednał świat ze sobą przez śmierć i zmartwychwstanie swojego Syna i zesłał Ducha Świętego na odpuszczenie grzechów, niech ci udzieli przebaczenia i pokoju przez posługę Kościoła. I ja odpuszczam tobie grzechy w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego”. Penitent odpowiada: „Amen”.

Można by tej krótkiej formule poświęcić cały osobny artykuł, gdyż zawiera w sobie skondensowany ogromny ładunek treści. Warto ją „wziąć na warsztat” podczas osobistej modlitwy. Przemedytować, porozmyślać nad tym tekstem, nad każdym jego sformułowanie z osobna. Bardzo polecam!

Pierwszym z gestów jest wyciągnięta nad penitentem podczas wypowiadania słów rozgrzeszenia ręka spowiednika. W konfesjonale za kratkami rzadko ten gest widzimy, ale dobrze o nim wiedzieć. Co on wyraża? Mówi o ręce Boga, która wyciąga się nad tobą, by cię chronić i przygarniać. Jak tata kładzie dłoń na główce swojego maleńkiego dziecka, by je uspokoić i dać mu poczucie bezpieczeństwa, tak Bóg, twój Ojciec chce, by kapłan w Jego imieniu wyciągnął nad tobą rękę, by ci powiedzieć także tym gestem, że ty jesteś Jego, że On cię nie wypuszcza ze swojej ręki, nie wyrzeka się ciebie.

To samo – tylko jeszcze „mocniej” – wyraża znak krzyża, który kapłan czyni nad nami na końcu (wtedy i my czynimy go na sobie) i na koniec mówimy „Amen” – „Niech tak będzie!”. Znak krzyża, znak Boga, znak nieodwołalnego Przymierza, jakie Bóg zawarł z nami przez krew swego Syna, znak ceny jaką za nas zapłacić. Ty przed chwilą wyznałeś wszystkie swoje grzechy, czyli to wszystko czym Boga zdradziłeś, odepchnąłeś, czym się od Niego odciąłeś i odgrodziłeś.

A Bóg czyni nad tobą swój znak. Mówi ci w ten sposób: „Jesteś mój! Jesteś moja! Nieodwołalnie. Żaden twój grzech, żadna twoja zbrodnia, cokolwiek byś zrobił nawet najgorszego, najbardziej obrzydliwego, podłego nie jest w stanie sprawić, bym ja z ciebie zrezygnował. Nic i nigdy!”

Pokuta – idziemy dalej

Jeśli pozwolimy sobie tak przeżyć spowiedź – jako doświadczenie bezwarunkowej miłości do nas, to przestaniemy też traktować pokutę jako „spłatę długu”. Odkryjemy, że jest ona po prostu pierwszym krokiem na drodze ku dobru, ku kochaniu Boga i ludzi, który to krok Kościół podpowiada nam przez kapłana. A za nim przyjdą następne i następne. Oby!

Bo przecież wszyscy chyba wiemy, a przynajmniej przeczuwamy, że to, co tak naprawdę skutecznie nas zmienia, to nie strach, nie dobre postanowienia i chęci, nawet nie wysiłek i samozaparcie, ale… doświadczenie bycia kochanym.

Ktoś, kto wie że jest kochany, staje się zdolny do niesamowitych rzeczy. Bo ma dla kogo je robić. Ma się dla kogo starać. Ma dla kogo żyć.


NIEDZIELNA MSZA ŚWIĘTA

Czytaj także:
Opuściłem niedzielną mszę. Muszę od razu iść do spowiedzi?

Wesprzyj Aleteię!

Jeśli czytasz ten artykuł, to właśnie dlatego, że tysiące takich jak Ty wsparło nas swoją modlitwą i ofiarą. Hojność naszych czytelników umożliwia stałe prowadzenie tego ewangelizacyjnego dzieła. Poniżej znajdziesz kilka ważnych danych:

  • 20 milionów czytelników korzysta z portalu Aleteia każdego miesiąca na całym świecie.
  • Aleteia jest aktualizowana codziennie i publikowana w ośmiu językach: po francusku, angielsku, arabsku, włosku, hiszpańsku, portugalsku, polsku i słoweńsku.
  • Każdego miesiąca nasi czytelnicy odwiedzają ponad 50 milionów stron Aletei.
  • Prawie 4 miliony użytkowników śledzą nasze serwisy w social mediach.
  • W każdym miesiącu publikujemy średnio 2 450 artykułów oraz około 40 wideo.
  • Cała ta praca jest wykonywana przez 60 osób pracujących w pełnym wymiarze czasu na kilku kontynentach, a około 400 osób to nasi współpracownicy (autorzy, dziennikarze, tłumacze, fotografowie).

Jak zapewne się domyślacie, za tymi cyframi stoi ogromny wysiłek wielu ludzi. Potrzebujemy Twojego wsparcia, byśmy mogli kontynuować tę służbę w dziele ewangelizacji wobec każdego, niezależnie od tego, gdzie mieszka, kim jest i w jaki sposób jest w stanie nas wspomóc.

Wesprzyj nas nawet drobną kwotą kilku złotych - zajmie to tylko chwilę. Dziękujemy!

Tags:
ksiądzprzebaczeniesakramentspowiedź
Modlitwa dnia
Dziś wspominamy świętego...





Top 10
RĄCZKA NIEMOWLAKA
Marta Brzezińska-Waleszczyk
Byłam świadkiem 45 minut życia. To była lekcj...
MASS,YOUNG CHILD
Anna O'Neil
List do rodziców, którzy zabierają na mszę sw...
Bluźniercze graffiti na murze kościoła
Lucandrea Massaro
Wypisali proaborcyjne grafitti na kościele. R...
Katolicka Agencja Informacyjna
Papież: „To najgorsza zniewaga, jaką można wy...
Philip Kosloski
5 świętych, których ciała nie uległy rozkłado...
BIBLE STUDY
Redakcja
Cytat z Biblii dla ciebie na dziś [20 paździe...
ST JOSEPH,THE WORKER CARPENTER, JESUS,CHILDHOOD OF CHRIST
Philip Kosloski
Ta starożytna modlitwa do św. Józefa podobno ...
Zobacz więcej
Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail