Aleteia

„Jestem nie taki, jak trzeba”. Jak uchronić dzieci przed takim myśleniem o sobie?

DZIEWCZYNKA
Look Studio | Shutterstock
Udostępnij

Co w postawie, słowach i gestach rodziców może sprawiać, że dzieci zaczynają się wstydzić tego, kim są?

Dla dziecka ogromnym cierpieniem jest poczucie, że „coś z nim jest nie tak”. Napisałam „poczucie”, choć przecież nie ma uczucia o nazwie „coś jest ze mną nie tak”. To raczej cały konglomerat myśli, wcale nie swoich własnych, lecz zaczerpniętych od najbliższego otoczenia, gdzie akceptacja była dawkowana niezwykle oszczędnie i warunkowo. I trudno było się poczuć kimś wystarczającym i OK. Pozostał więc domysł, że nie można mnie przyjąć takim, jakim jestem.

 

Kiedy rodzice myślą, że z dzieckiem jest coś nie tak

Rodzice często wierzą, że gwarantem szczęśliwego życia dla ich dziecka będzie „pasowanie” do ogółu społeczeństwa i nieraz bardzo się przejmują, by od tego wyobrażonego „ogółu” nie odstawało. Ten wyobrażony obraz „normalnego” i „dopasowanego” dziecka może im przesłaniać prawdziwego małego człowieka, którego zaprosili na świat.

Wtedy to od nich pierwszych wychodzi informacja, że jest z nim coś nie tak – bo np. nie lubi mięsa, boi się obcych, łatwo płacze, „krzywo” siedzi itd. Każde, najzwyklejsze działanie dziecka, świadczące o jego indywidualności, można zobaczyć w krzywym zwierciadle jako coś „dziwnego”.

Jeśli rodzice nie potrafią wyłapywać takich myśli i opiekować się nimi – wszystkimi porami skóry będą dawali dziecku odczuć, że nadaje się tylko do gruntowej poprawy. I że nie można go pokochać takim, jakim jest.

 

Zawstydzanie

Myślę, że wielu rodziców nawet nie wie, że to robi. Zawstydzanie było od dekad najbardziej dostępną metodologią uzyskiwania pożądanych zachowań dziecka. Za moich czasów istniał specjalny wierszyk z pokazywaniem, słyszany nie tylko w domach i na podwórkach, ale także w placówkach oświatowych: „odtąd, dotąd, ciuś, ciuś, ciuś!”. W wolnym tłumaczeniu: „wstydź się, dziecko, wstydź!”.

Zawstydzanie powoduje uczucia tak straszne, że łatwo może pełnić funkcje korygujące. Gdy nie pomaga: „Nie płacz!”, rodzic może się zawsze chwycić: „ale z ciebie mazgaj” albo „chłopaki nie płaczą”. Ten sam skutek ma przykładanie szkła powiększającego i głośnika z wieloma decybelami do spraw uznawanych za osobiste. „O, kto się tak straszenie posikał!”, wołane nad trzylatkiem w pokoju pełnym ludzi, na tym polega. Podobnie jak: „Bardziej wygniecionej koszuli w szafie nie miałeś?” wobec nastolatka. Prawa do intymności pozbawia opowiadanie o kłopotach naszych dzieci w obecności przypadkowych ludzi albo głośne czy szydercze zwracanie uwagi w miejscu publicznym.

 

Porównywanie z innymi

Porównywanie zmusza dziecko do przyznania rodzicom racji, że samo w sobie nie przedstawia żadnej wartości. Że istnieją na świecie ludzie bardziej godni miłości i podziwu rodziców niż ono samo. Że dorastanie polega na porzucaniu siebie i „byciu jak inni”.

Utwierdzanie dziecka w przekonaniu, że coś z nim jest nie tak, może przynosić rodzicom krótkotrwałe korzyści, ale długofalowo dziecku – wiele strat. Ten niszczący rodzaj wstydu w dorosłym życiu działa albo jak hamulec dla bycia sobą i rozwoju, albo jak pedał gazu, pchający do wkładania maski „człowieka sukcesu”. Który głęboko w środku jest przekonany o własnej bezwartościowości i spędza życie w lęku przed zdemaskowaniem tego faktu.

Jeśli kochamy nasze dzieci, wyłapujmy myśli, słowa i gesty, z których mogłoby wynikać, że z naszymi dziećmi „coś jest nie tak”. Sprawdzajmy, czy to, co robią i jakie są, rzeczywiście wymaga pomocy, czy tylko bardzo odbiega od naszych oczekiwań. Konsultujmy nasze lęki najpierw sami w miejscach, gdzie możemy usłyszeć o nich coś sensownego, ale nie przerzucajmy ich na dzieci.

Wrażliwie rozmawiajmy z dziećmi o ich osobistych sprawach. Na osobności, w klimacie szacunku i delikatności. Sarkazm i ironizowanie świetnie się sprawdzają w serialowych dialogach, ale wobec dzieci często niosą klimat poniżenia.

I wreszcie – naprawdę warto uwierzyć w moc bezwarunkowej akceptacji, czyli okazywania dziecku miłości i wsparcia dlatego, że po prostu jest. Koniec w końcu – to właśnie u nas dziecko powinno uzyskać zapewnienie, że wszystko jest z nim OK.