Aleteia

Kto czytał Cycerona, poradzi sobie w każdej pracy. Czyli: po co uczyć się łaciny?

ŁACINA
Stefano Pellicciari | Shutterstock
Udostępnij

Od tego roku szkolnego uczniowie pierwszych klas szkół średnich mogą uczyć się przedmiotu o nazwie język łaciński i kultura antyczna (do wyboru mają także filozofię, plastykę i muzykę). Czy nauka łaciny ma dzisiaj sens? A może warto byłoby jej uczyć wcześniej, nawet przed innymi językami obcymi?

Łaciny uczą się uczniowie najlepszych szkół anglosaskich – zauważa Barbara Strycharczyk, nauczycielka języka łacińskiego. Steve Jobs, założyciel firmy Apple, przede wszystkim poszukiwał do współpracy ludzi, którzy mieli wykształcenie interdyscyplinarne, łączące „liberal arts” – czyli wykształcenie humanistyczne, obejmujące m.in. filozofię, historię sztuki i łacinę – z „science”, czyli kierunkami przyrodniczymi. W naszym kraju do niedawna łaciny uczyło się zaledwie 2% uczniów (na zachodzie Europy ten odsetek wynosi 40%). Szkoda tym bardziej, że łacina aż do końca XVIII wieku była dla Polaków drugim językiem narodowym, a nasi przodkowie mówili o sobie, że są „drugim Rzymem”. Nie sposób zrozumieć polskiej i europejskiej kultury bez podstawowej choćby znajomości łaciny.

 

Joanna Operacz: Kilka lat temu zaproponowałam rodzicom z klasy mojej córki, żeby dzieci uczyły się od czwartej klasy łaciny. Jedna z matek zapytała wtedy: „Ale po co?”. No właśnie – po co uczyć się dzisiaj martwego języka?

Barbara Strycharczyk: Trudno mówić, że łacina jest językiem martwym, skoro przetrwała tysiąclecia. Ale jeśli patrzymy na nią jak na powszechnie używane dzisiaj języki międzynarodowej komunikacji, np. na język angielski, to oczywiście funkcjonuje ona inaczej. Chociaż warto podkreślić, że obecnie coraz częściej uczy się łaciny również tak, jak języka żywego. W Polsce łacina pełniła szczególną rolę, bo aż do końca XVIII wieku uważana była za drugi język narodowy. Na Zachodzie od czasów renesansu powoli znikała z powszechnego użycia, a jej rolę przejmowały języki narodowe. Polska kultura jest więc bardzo mocno zakorzeniona w łacinie również dlatego, że ustrój Rzeczypospolitej nawiązywał do mieszanego ustroju republiki rzymskiej. Nasi przodkowie z dumą mówili, że Polska to drugi Rzym. W takim razie musieli znać język… 

… pierwszego Rzymu?

Tak, musieli znać łacinę. Dlatego dzisiaj, żeby rozumieć nasze korzenie, powinniśmy się odwołać do tego narzędzia komunikacji, które jest kluczem do rozumienia naszej kultury i języka. Dzisiaj, kiedy powszechnie korzystamy z SMS-ów i maili i coraz mniej czytamy, nasz język staje się coraz bardziej ubogi. Łacina w szkole jest świetnym narzędziem także do tego, żeby wzbogacać ojczysty język, przywrócić mu znaczenie i dobrze się go nauczyć. Na Zachodzie Europy uczy się języka łacińskiego ok. 40% młodzieży, a Polsce ok. 2% – i to tylko w liceach.

To rewolucyjny i trochę karkołomny pomysł, ale może warto by uczyć łaciny znacznie wcześniej, np. na początku szkoły podstawowej?

To jest dobry pomysł, choć oczywiście jego realizacja zależy od możliwości szkoły i propozycji programowych. W kilku szkołach niepublicznych w Polsce zastosowano takie rozwiązanie i są tego bardzo dobre efekty. Mamy również podręczniki do nauki łaciny, także dla młodszych dzieci. Kilka lat temu sama prowadziłam eksperymentalne lekcje łaciny i kultury antycznej w szkole podstawowej na temat wędrówek Odyseusza i efekty były bardzo dobre. 

Może nawet: najpierw łacina, a potem dopiero inne języki?

Model stopniowego nauczania łaciny małymi krokami od szkoły podstawowej jest obecny w Europie czy w Stanach Zjednoczonych, gdzie w wielu szkołach funkcjonuje jako tzw. classics. Oczywiście uczy się go najpierw w małym wymiarze i stopniowo: na początku słówka, a dopiero później gramatyka. No i przez cały czas równolegle poznaje się kulturę antyczną. 

No właśnie – w nazwie przedmiotu, który ma teraz wrócić do szkół: „język łaciński i kultura antyczna” ta druga część jest chyba nawet ważniejsza niż pierwsza. Np. po to, żeby młodzi ludzie wiedzieli, że demokracji nie wymyślili Amerykanie w XX wieku.

Zmiany kulturowe zaszły tak daleko, że coraz częściej w rozmowie musimy najpierw ustalić, czy podobnie rozumiemy słowa, których używamy, i czy mamy na myśli to samo, co nasi rozmówcy. Powrót do pierwotnego znaczenia słów pozwala nam porozumiewać się bez kłótni. Dlatego dzisiaj nie wystarczy użyć nazwy przedmiotu „łacina”, bo już niewiele osób rozumie, jakich treści dotyczy. Raczej taka nazwa jest właśnie kojarzona z językiem martwym, którego się nie używa, a wiec nie jest nikomu potrzebny. Kilkanaście lat temu rozszerzono nazwę przedmiotu na „język łaciński i kultura antyczna” dla podkreślenia istotnych treści programowych. Mają one fundamentalne znaczenie dla poznawania i rozumienia depozytu kultury – nie tylko europejskiej, ale przede wszystkim polskiej. 

Kiedy pozna się łacinę, łatwiej przyswoić inne języki, prawda?

Jeśli poważnie potraktujemy naukę łaciny, to nawet po dwuletnim kursie podstawowym dostajemy do ręki narzędzie, które ułatwia nam bierne rozumienie prostych tekstów i zwrotów w językach obcych i sprawniejsze uczenie się tych języków. W liceum, w którym uczę, po dwuletnim kursie łaciny i kultury antycznej spędzamy tydzień w Rzymie. Uczennice na ogół rozumieją słowa, zwroty i napisy w języku włoskim, chociaż wcześniej się go nie uczyły.

Jednak przyzna pani: łacina jest trudna.

Ta trudność wynika głównie z tego, że łacina w Polsce wchodzi do programu nauczania dopiero w liceum. Ucząc się łaciny, uczymy się nie tylko reguł, ale też analitycznego i logicznego myślenia. Łacina to taka „humanistyczna matematyka”. To dlatego możemy powiedzieć, że szczególnie dzisiaj wydaje się trudna. 

Zapytałam kiedyś znajomego, który jest doktorem filozofii i pracuje jako menadżer w międzynarodowej firmie informatycznej, jak sobie radzi bez studiów z ekonomii i informatyki. Powiedział, że ma bardzo dobre wykształcenie, bo grunt to wiedzieć, że to, co istnieje, jest, a tego, co nie istnieje, nie ma. Oczywiście żartował, ale mam wrażenie, że nie doceniamy dziś solidnego wykształcenia ogólnego, i nadmiernie stawiamy na doraźną przydatność edukacji. A przecież to, co „praktyczne”, staje się bardzo szybko nieaktualne, a więc niepraktyczne.

Na świecie, szczególnie w krajach anglosaskich, absolwenci kierunków, na których była łacina, są zatrudniani jako managerowie, dyrektorzy banków czy specjaliści w firmach szkoleniowych. Steve Jobs, założyciel firmy Apple, przede wszystkim poszukiwał do współpracy ludzi, którzy mieli wykształcenie interdyscyplinarne, łączące „liberal arts” – czyli wykształcenie humanistyczne obejmujące m.in. filozofię, historię sztuki i łacinę – z „science”, czyli kierunkami przyrodniczymi. Takie podejście było dla niego warunkiem szerokiego i twórczego myślenia przy projektowaniu i produkowaniu urządzeń technicznych oraz widzenia rzeczywistości z wielu stron. Myśląc o edukacji i o szkole, jesteśmy przywiązani do podziału na profile i przedmioty, co utrudnia nam szersze rozumienie rzeczywistości. Odwołując się do swojego wieloletniego doświadczenia w nauczaniu łaciny, mogę powiedzieć, że komu było dane w trakcie edukacji czytać po łacinie i rozumieć Cycerona, ten poradzi sobie jako menadżer.

Barbara Strycharczyk – nauczycielka języka łacińskiego i kultury antycznej w Liceum Strumienie, współpracuje z wydziałem Artes Liberales UW w realizacji projektów interdyscyplinarnych.