Aleteia

Nie po to studiowałam, żeby niańczyć dzieci – czy aby ta myśl nie chodzi ci po głowie?

FAMILY FUN BY MUM
Udostępnij

Macierzyństwo to wspaniała winda w podnoszeniu kompetencji osobistych i zawodowych. To cenny czas, tak bardzo chciałabym, byś w to uwierzyła. Bycie mamą to ogromna szansa rozwoju!

Znacie taką podstępną myśl? Ja znam ją doskonale. Zresztą to ona pchała mnie do pracy i wyciągała z domu przez wiele lat. Była argumentem przeciw, kiedy zdrowy rozsądek podpowiadał, że może lepiej byłoby zostać w domu i zająć się rodziną. Była wyrzutem sumienia, gdy zajmowałam się chorymi dziećmi, zamiast być w pracy. Czy to nie szaleństwo? Oczywiście, że szaleństwo.

To życie odwrócone do góry nogami. Dlaczego do góry nogami? Warto tu się na moment zastanowić nad jedną ważną sprawą – nikt poza nami, kobietami, nie może urodzić dziecka. Większość z nas wpisuje w swoje wymarzone życie chęć posiadania potomstwa – to naturalne i piękne. Niepokojące jest jednak to, że te plany są spychane na później, traktowane jako plan B, na pewno nie plan A.

 

Macierzyństwo – plan B?

Dlaczego tak się dzieje? Pewnie ma na to wpływ wiele czynników. Dla mnie i mojego kochanego męża oczywiste było to, że chcemy mieć dzieci, a każde kolejne przyjmowaliśmy z radością. Jednak tym, co przez długi czas najbardziej się dla mnie liczyło, tym, co ciągle dźwięczało mi w głowie, była potrzeba utrzymania pracy, kontynuacji zatrudnienia, awansu, możliwości rozwoju. Tak jakby zajmowanie się dzieckiem było wyjściem na margines czasu i przestrzeni, gdzie się nie rozwijamy. Ten krzywdzący stereotyp dotyczący kobiet zajmujących się dziećmi przywołam tu zresztą jeszcze nie raz.

Sprowadzanie życia do jedynie pragmatycznej czynności, jaką jest pracowanie i zarabianie pieniędzy, bardzo dalekie jest od prawdziwego życia pełnią szczęścia. Nie tylko po to się uczymy, rozwijamy nasze talenty, zdobywamy doświadczenie i wiedzę, by potem je sprzedawać. Po pierwsze, uczymy się dla własnego rozwoju i powinniśmy być wdzięczni, że mamy w ogóle ku temu możliwość. Po drugie, uczymy się, by móc podjąć pracę, która będzie jednocześnie naszą pasją i pozwoli nam osiągnąć szczęście.

Właśnie, szczęście! Praca nie tylko powinna nam zapewnić możliwość godnego życia – pracując, zarabiamy na utrzymanie własne i rodziny – ale przede wszystkim dać możliwość dalszego rozwoju. I teraz, co istotne, każda praca przyczynia się do rozwoju naszego człowieczeństwa, nie tylko praca na etacie, praca w domu tak samo. To jest piękna prawda o nas samych. Człowiek, żeby się rozwijać, musi pracować, ale niekoniecznie zawodowo. To jest ten haczyk, którego wiele osób nie dostrzega, przez co daje się zapędzić w kozi róg.

 

Bycie z dzieckiem to zmarnowany czas?

Będąc z dzieckiem i zajmując się nim przez jakiś czas, nie marnujesz swojego potencjału. Przeciwnie, nadal pracujesz, i to o wiele ciężej, bo z żywym, bardzo nieprzewidywalnym materiałem, delikatnym i kruchym. Gdy po raz pierwszy wzięłam moje dziecko na ręce, nie mogłam uwierzyć, jak maleńkie, kruche i delikatne jest to stworzenie i jak bardzo mi ufa. Pomyślałam wtedy: to nie są żarty, to jest życie! Pamiętam, że dopadła mnie mieszanina dziwnych uczuć, które dziś zwalam na hormony. Płakałam, a zarazem czułam wielką radość i ciężar obowiązku, niepewność i siłę instynktu, który kazał mi chronić to maleństwo.

Praca z żywym organizmem. Dlaczego tak łatwo bagatelizujemy to piękne zajęcie, jakiemu możemy się poświęcić w bardzo naturalny sposób? Co się mówi o kobietach, które decydują się na pozostanie w domu i zajmowanie się rodziną? Oczywiście, że taka mama „siedzi w domu”, że jest „kurą domową”, że „nie pracuje”. Wszystko to jest przykrym stereotypem powtarzanym tak często, że właściwie stał się już najczystszą prawdą. To nic, że te krzywdzące opinie rozmijają się z obiektywnymi faktami, a nawet nie są niczym innym jak stekiem bzdur.

Kto ma małe dziecko, ten wie przecież doskonale, że opiekując się nim, raczej się nie siedzi, pracy jest co niemiara – właściwie nigdy się ona nie kończy. Projekty macierzyństwo i dom rodzinny to długoterminowa inwestycja czasowa. A co do tej „kury”, to warto zauważyć, że presja wywierana na matki dotycząca ich wyglądu zewnętrznego, tego, żeby nie było po nich widać, że rodziły, powrotu do sylwetki bez szwanku, haseł typu „ciąża bez zbędnych kilogramów” – dodaje w tych pierwszych miesiącach życia dziecka dodatkowego stresu. Nie wiem, czy jakakolwiek kura domowa jest w stanie znieść tyle wymagań.

 

Bycie mamą to wspaniały rozwój

Nie pozwól sobie, by ktoś ci wmówił, że jeśli skończyłaś studia, nie możesz niańczyć dzieci, bo w ten sposób marnujesz siebie. Nie pozwól, by to cię odciągnęło od podejmowania ważnych życiowych decyzji. Praca jest wszędzie. Dzieci są w domu. Trzeba o tym myśleć bez kompleksów i liczenia lat straconych poza rynkiem pracy.

Nawiasem mówiąc, tego wszystkiego, czego dowiedziałam się o sobie samej i o współpracy z innymi, i czego nauczyłam się w zakresie logistyki, wytrwałości, rozwiązywania konfliktów, radzenia sobie w kryzysowych sytuacjach, szybkiego podejmowania decyzji czy motywowania innych, nie mówiąc o pozostałych istotnych kompetencjach, dowiedziałam się i nauczyłam nie podczas robienia nowych projektów dla firmy, tylko kiedy zajmowałam się dziećmi w domu.

Macierzyństwo to wspaniała winda w podnoszeniu kompetencji osobistych i zawodowych. To cenny czas, tak bardzo chciałabym, byś w to uwierzyła. Bycie mamą to ogromna szansa rozwoju! Nie daj się oszukać. Dzieci to nie koniec świata. To początek wspaniałej przygody.

Tekst jest fragmentem książki Agnieszki Stefaniuk pt. „Jak to ogarnąć? Praktyczny poradnik zarządzania szczęściem”, wyd. Znak