Aleteia

Co zobaczył o. Józef Witko? Przeczytaj o niezwykłych proroczych snach

SEN
Elia Pellegrini/Unsplash | CC0
Udostępnij

Jak wiemy z Biblii, sny mogą mieć nieraz w naszym życiu prorocze znaczenie. Przemawiając we śnie, Bóg odwiódł Trzech Mędrców od pomysłu powrotu do Heroda, a św. Józefa przekonał do przyjęcia pod swój dach Maryi, którą chciał oddalić.

Niezwykłych, proroczych snów doświadczył także o. Józef Witko. To, co Bóg objawił mu we śnie, okazało się dla niego zapowiedzią wielkiego cierpienia, zdrady przyjaciół i publicznego oskarżenia, lecz także drogowskazem wskazującym, jak pokonać ten ból i otworzyć się na boże uzdrowienie. Tym niesamowitym doświadczeniem dzieli się w najnowszej książce „Dotyk Boga”.

 

Fałszywe oskarżenia

Jakiś czas temu zostałem zaatakowany przez wieloletniego, bliskiego współpracownika. Sposób działania tej osoby, jak również i tych, którzy stanęli po jej stronie, zaufali kłamliwym słowom i opowiedzieli się przeciwko mnie, przypomniał mi to, co kiedyś czytałem o metodzie działania złych duchów. Nie rozmawiają, nie próbują wyjaśnić niezrozumiałych kwestii, lecz atakują, kąsają, sieją zamęt, a jednocześnie się ukrywają.

Nie ma możliwości spotkania, możliwości obrony, nie ma możliwości skontaktowania się, aby porozmawiać, wyjaśnić lub jakoś się bronić. Taki sposób działania nie jest Boży! Jezus tak nie postępował! W działaniu tych osób nie sposób nie dostrzec działania złego ducha.

Oto, co Pan mi pokazał: 

W moim życiu sny nieraz mają charakter proroczy. Spełniają się lub ukazują mi, co powinienem zrobić w sytuacji, która ma mnie spotkać.

 

Zło nie może nam zaszkodzić, jeśli Pan jest z nami

Kiedy zbliżał się trudny i bolesny dla mnie czas fałszywych i oszczerczych ataków na moją osobę, Pan dał mi kilka razy sen pokazujący wielkie kłębowisko węży. Były one jadowite i próbowały mnie atakować, wzbudzić lęk, przerażenie, zmusić do ucieczki. Zauważyłem jednak, że wewnętrzna siła pozwalała mi stąpać po tych wężach i żaden z nich nie był wstanie mnie ukąsić. Wtedy przypomniałem sobie słowa, jakie usłyszał Gedeon: „Idź z tą siłą, jaką posiadasz” (Sdz 6, 14), oraz te, które wypowiedział Jezus w Ewangelii według św. Łukasza: „Oto dałem wam władzę stąpania po wężach i skorpionach, i po całej potędze przeciwnika, a nic wam nie zaszkodzi” (Łk 10,19).

Rzeczywiście, zło nie może nam zaszkodzić, jeśli Pan jest z nami. Na nowo uwierzyłem tym słowom. Karmiłem się nimi. Dało mi to ogromne umocnienie, kiedy nadszedł ten moment… Przypomniałem sobie wówczas sen, który miałem parę lat wcześniej, a o którym wspominałem w jednej z książek. Otóż na ekranie laptopa zobaczyłem pustynię, na której leżał wąż. W pewnym momencie głowa węża odwróciła się w moją stronę, a jego paszcza urosła do ogromnych rozmiarów, tak że wypełniła sobą cały monitor laptopa. Chciał mnie pożreć, ale widać było, że z jakiegoś powodu nie może tego uczynić, tak jakby coś, lub raczej ktoś, mu na to nie pozwalał. Z tej wściekłości jedynie wydał budzący lęk ryk, ale w moim sercu był pokój.

Kiedy ten ryk ustał, usłyszałem głos jakby na zewnątrz mnie, nie z laptopa: „Zobacz! Tylko tyle może”. Po wydaniu przerażającego ryku paszcza węża znów wróciła do normalnych rozmiarów. Wiedziałem, że te oskarżenia to ryk złego ducha, który tylko tyle może, posługując się językami ludzi; próbuje niejako pożreć, ale nie może, ponieważ Bóg mu na to nie pozwala.

 

Zobaczyłem Złego

Kiedyś we śnie Pan ukazał mi, co powinienem zrobić, kiedy będę atakowany przez zło przybierające ludzkie oblicze. Oto zobaczyłem Złego, który miał ludzką postać. Moje serce od razu czuło, że to jest zło. To zło chciało mnie zniszczyć i zagarnąć dla siebie. Wówczas w sercu pojawiło się wewnętrzne przekonanie, nie tyle słowa, co swego rodzaju wiedza: „Wzywaj moją Matkę. Kiedy zło cię zaatakuje i będzie chciało zniewolić twoje serce, zniszczyć ciebie, wzywaj Tę, która miażdży głowę węża”.

Natychmiast usłyszałem śpiew Godzinek o Niepokalanym Poczęciu Najświętszej Maryi Panny, do którego się przyłączyłem. Kiedy z moich ust wyszły pierwsze słowa godzinek, w okamgnieniu pojawiła się Niepokalana, stanęła przy mnie i zło natychmiast odstąpiło ode mnie. Od tego momentu Jej obecność w moim życiu jest szczególna. Odczuwam często Jej obecność. Dlatego w pokoju, już od wielu lat, mam figurę Najświętszej Maryi Panny Niepokalanej, w którą się często wpatruję podczas modlitwy, a która zapewnia mnie: „Nie opuszczę ciebie. Jesteś kapłanem mojego Syna”.

*Tekst opracowany na podstawie książki „Dotyk Boga” o. Józefa Witko, Wydawnictwo Esprit, Kraków 2020
**Tytuł, lead, śródtytuły pochodzą od redakcji Aleteia.pl