Aleteia logoAleteia logo
Aleteia
niedziela 18/04/2021 |
Św. Ryszarda Pampuri
home iconDobre historie
line break icon

Bóg się rodzi, moc truchleje. Nie ma, mamo, nie ma ciebie…

UMIERANIE

cmp55 | Shutterstock

Maria Ziółkowska - 20.12.20

Nie było miejsca na roraty i rekolekcje. Nie było przestrzeni na postanowienia. A mimo to Adwent 2017 był dla mnie najważniejszy w życiu i wyrył w moim sercu przekonanie, że Bóg jest wierny. Jednocześnie był to najtrudniejszy Adwent, jaki przyszło mi do tej pory przeżyć.

Choroba mojej mamy bardzo mnie i moją rodzinę zaskoczyła. Nie trwała też długo, bo tylko pięć tygodni. Jednocześnie były to najdłuższe tygodnie w moim życiu. Na leczenie było już za późno, przy zbyt późno zdiagnozowanym czerniaku. Przerzuty do mózgu powodowały nieodwracalne zmiany. Powoli zaczynało do nas docierać, że ją tracimy, a mój świat na te pięć tygodni skurczył się do wielkości szpitalnego pokoju.

Wszystko zbladło, radość z bycia świeżo upieczoną żoną (mój ślub był kilka miesięcy wcześniej) czy marzenie o świętowaniu okrągłych, 30. urodzin w gronie przyjaciół, z tortem i ze złotymi balonami.

Mama towarzyszyła wielu w odchodzeniu

Mama była pielęgniarką. Jej ostatnim miejscem, na którym pracowała, zanim przeszła na emeryturę, był oddział opiekuńczo-leczniczy. Jest to rodzaj oddziału bardzo zbliżony do hospicjum. Osoby, które tam trafiają, są na finiszu swojego życia. Mama kochała swoją pracę, żyła nią. Podobno potrafiła tak zrobić zastrzyk, żeby nie bolało – tak mówili jej ci, którymi się opiekowała. Jeśli mogę tak określić jej podejście do chorego człowieka, to było ono czułe. Tak ją zapamiętam z perspektywy jej pracy.

Wiem też, że wielokrotnie towarzyszyła pacjentom w odchodzeniu na „drugą stronę”. Zapalała wtedy gromnicę, trzymała za rękę, jeśli nie było nikogo z rodziny i odmawiała Koronkę do Bożego miłosierdzia – wierząc w obietnice, które Jezus przekazał w związku z tym św. s. Faustynie.

Mama w ostatnich tygodniach swojego życia trafiła właśnie na ten oddział. Wciąż pracowało na nim kilka jej koleżanek, które z wielką życzliwością podeszły i do niej, i do nas. To był jak kojący kompres na bolącej ranie, zwłaszcza że na wcześniejszym oddziale, na który ją najpierw przyjęto, spotkało nas trochę przykrości.

Adwent na oddziale

Rozpoczął się Adwent. Ustawiliśmy się z rodziną na dyżury – kto kiedy może przy niej czuwać. Spędzaliśmy czas na jej pielęgnacji, karmieniu, czytaniu czy wspólnej modlitwie. Równocześnie oddział powoli przygotowywał się do świąt Bożego Narodzenia. Na korytarzu pojawiły się świąteczne ozdoby i choinka.

Mamie coraz trudniej było utrzymać z nami kontakt. Staraliśmy się, na ile to było możliwe, umilić jej ten czas. Razem z moim tatą woziliśmy ją np. na wózku inwalidzkim pod choinkę, aby mogła się nią ucieszyć. Patrzyłam też wtedy ukradkiem i z ogromnym wzruszeniem na ich gesty czułości. Na długo zapamiętam też momenty, w których tata zaczynał się mierzyć z tym, że prawdopodobnie nie doczekają 49. rocznicy ślubu, która miała wypaść tak niedługo, bo już 1 stycznia.

Kochałyśmy się, ale nie umiałyśmy się spotkać

Nie miałyśmy idealnej relacji z mamą. Choć obie bardzo się kochałyśmy, nie umiałyśmy się spotkać, raniąc, często wypowiadając o kilka słów za dużo. Czas jej choroby pozwolił mi się do niej zbliżyć, spojrzeć na nią choćby oczami jej koleżanek, które w bardzo ciepły sposób wspominały wspólne dyżury, rozmowy, wyjazdy.

Patrząc również na jej bezradność w chorobie, przestałam się koncentrować na tym, co było między nami nie tak. Mając tak niewiele czasu, który nam pozostał, cieszyłam się każdym momentem jej przebudzenia. Nawet jeśli mnie nie rozpoznawała czy dziwiła się, widząc obrączkę na moim palcu, choć przecież była obecna na moim ślubie.

Oddział żył zbliżającymi się świętami. Pamiętam odwiedziny wolontariuszy, którzy poprzebierani za postaci z szopki zachodzili do kolejnych pokoi, radośnie śpiewali chorym kolędy i zostawiali drobne upominki. Akurat trafili na moment, gdy mama była w miarę kontaktowa (w tamtym momencie zdarzało się to coraz rzadziej, większość dnia przesypiała). Zaczęła śpiewać razem z nimi, ciesząc się tym jak mała dziewczynka. A ja nie mogąc się powstrzymać, płakałam w rękach schowana gdzieś za drzwiami, mając w pamięci, jak wspólnie kolędowaliśmy w domu i z myślą, że to już nigdy nie wróci, bo zbliża się koniec…

Ostatnia Wigilia

Szpitalna wigilia wypadła kilka dni przed 24 grudnia. Wyglądała w ten sposób, że przez środek długiego korytarza poustawiano stoły z jedzeniem. Pielęgniarki, bliscy i wolontariusze pomagali chorym usiąść, coś zjeść lub donosili leżącym jedzenie do łóżek. Przyjechali muzycy, który umilali posiłek kolędami, pastorałkami i wesołymi przyśpiewkami. Choć było skromnie, to jednak zespół oddziału włożył ogromnie dużo serca w przygotowania tego wieczoru. A radość na twarzy pacjentów była wprost bezcenna i rozbrajająca. Mama uczestniczyła w kolacji tylko na chwilę, przysypiając na wózku inwalidzkim, bo o samodzielnym poruszaniu wtedy nie było już mowy.

Adwent dobiegał końca, przyszła Wigilia, 24 grudnia. Mama była już nieprzytomna. Rano tata z moim bratem odwiedzili ją na chwilę, po czym wychodząc, powiedzieli, że przyjedziemy do niej jeszcze o godz. 17. Nie byliśmy w stanie psychicznie przygotować kolacji i usiąść w domu za stołem, wiedząc, że ona jest sama w szpitalu. Postanowiliśmy, że spróbujemy choć trochę poświętować, choć symbolicznie – spędzić razem z nią te nasze ostatnie święta. Stawiliśmy się prawie całą rodziną chwilę przed 17.00, odświętnie ubrani. Połamaliśmy się opłatkiem. Każdy z nas podszedł też do mamy, aby jej wyszeptać życzenia, potrzymać za dłoń, pogłaskać, ucałować. Zaśpiewaliśmy potem kolędę.

Gromnica

Jakie opatrznościowe było to, że w jej trakcie, tuż przed swoją świąteczną kolacją, przyjechała siostra oddziałowa, dawna koleżanka mamy, która również chciała się z nią w symboliczny sposób połamać opłatkiem. Kiedy weszła do pokoju i spojrzała na mamę, wyszła i wróciła z gromnicą… Jej doświadczenie pomogło wyłapać moment, że zbliża się koniec. My tego nie zauważyliśmy, to było tak subtelne. Dołączyło do nas kilka pielęgniarek, zaczęliśmy odmawiać Koronkę do Bożego miłosierdzia, w trakcie której mama oddała ostatnie tchnienie. Umarła o godzinie 17.00, otoczona rodziną i życzliwymi jej ludźmi, w miejscu, w którym tak wiele ofiarowała z siebie.

Bóg jest wierny

Świat świętował Boże Narodzenie, a ja próbowałam zrozumieć, co się właśnie wydarzyło. Pierwszy raz widziałam śmierć na własne oczy. I to śmierć ukochanej mamy. Na takie rzeczy człowiek nigdy nie jest się w stanie przygotować. I pewnie serce rozpadłoby mi się na milion kawałków, tak małych jak płatki śniegu, które wtedy padały z nieba, ale ogarnął mnie przedziwny spokój i jedna myśl: Bóg jest wierny.

W momencie, gdy Adwent dobiegł końca, skończyło się oczekiwanie mamy i wpadła w ramiona Jezusa. Była z Tym, któremu zaufała. Z Tym, do którego zachodziła w kaplicy szpitalnej przed każdym dyżurem. Wiem, że modliła się za życia o dobrą śmierć i taką też miała. Świadczyła Boże Miłosierdzie w praktyce i tego miłosierdzia doświadczyła na ostatnim etapie swojego życia.

Mało tego – przez to, że my, jako jej rodzina, mogliśmy przy niej być, pożegnać się, towarzyszyć jej – było również doświadczeniem dobroci Boga, przecież scenariuszy tu mogło być tak wiele… I mimo że od tamtego dnia minęły już trzy lata i nic nie jest w stanie zapełnić w moim sercu miejsca po mamie, to ufam, że to nie koniec, że kiedyś się jeszcze zobaczymy, a świętowaniu wtedy nie będzie końca.


GABRYSIA, KLARA, ROBERT

Czytaj także:
Przynoszę chorej żonie Pana Jezusa w komunii. Gabrysia od 18 lat żyje z silnym bólem mięśni [wywiad]


PACJENT HOSPICJUM

Czytaj także:
Dr Paweł Grabowski: W pracy w hospicjum spotkałem co najmniej kilkuset świętych

Tags:
adwentśmierćświadectwo
Wesprzyj Aleteię!

Jeśli czytasz ten artykuł, to właśnie dlatego, że tysiące takich jak Ty wsparło nas swoją modlitwą i ofiarą. Hojność naszych czytelników umożliwia stałe prowadzenie tego ewangelizacyjnego dzieła. Poniżej znajdziesz kilka ważnych danych:

  • 20 milionów czytelników korzysta z portalu Aleteia każdego miesiąca na całym świecie.
  • Aleteia ukazuje się w siedmiu językach: angielskim, francuskim, włoskim, hiszpańskim, portugalskim, polskim i słoweńskim.
  • Każdego miesiąca nasi czytelnicy odwiedzają ponad 50 milionów stron Aletei.
  • Prawie 4 miliony użytkowników śledzą nasze serwisy w social mediach.
  • W każdym miesiącu publikujemy średnio 2 450 artykułów oraz około 40 wideo.
  • Cała ta praca jest wykonywana przez 60 osób pracujących w pełnym wymiarze czasu na kilku kontynentach, a około 400 osób to nasi współpracownicy (autorzy, dziennikarze, tłumacze, fotografowie).

Jak zapewne się domyślacie, za tymi cyframi stoi ogromny wysiłek wielu ludzi. Potrzebujemy Twojego wsparcia, byśmy mogli kontynuować tę służbę w dziele ewangelizacji wobec każdego, niezależnie od tego, gdzie mieszka, kim jest i w jaki sposób jest w stanie nas wspomóc.

Wesprzyj nas nawet drobną kwotą kilku złotych - zajmie to tylko chwilę. Dziękujemy!

Modlitwa dnia
Dziś świętujemy...




Top 10
1
Ciało św. Bernadetty
Aleteia
Nietknięte ciało św. Bernadety. Niesamowite raporty lekarzy po ek...
2
JÓZEF MONTWIŁŁ, TITANIC
Anna Gębalska-Berekets
Ksiądz z Suwalszczyzny, który pozostał na Titanicu. Oddał miejsce...
3
MARIA DULCISSIMA HOFFMANN
Anna Gębalska-Berekets
Oddała własne oczy chłopcu, który stracił wzrok i słuch. Helena H...
4
EMILIA KACZOROWSKA WOJTYŁA
Esprit
Emilia Wojtyłowa. Zagrożona ciąża i heroizm, który ocalił przyszł...
5
VIRGIN
Redakcja
Najpiękniejsze modlitwy do Maryi: do odmawiania w różnych okolicz...
6
Redakcja
Cytat z Biblii dla ciebie na dziś 15 kwietnia
7
MAMA JA STADO
Edycja św. Pawła
Maja: Mam marzenie, że jak pójdę do nieba, to Bóg da mi Hanię don...
Zobacz więcej
Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail