Aleteia logoAleteia logo
Aleteia
sobota 25/09/2021 |
Bł. Władysława z Gielniowa
home iconPod lupą
line break icon

Ojciec Romana Protasiewicza: nasz syn okazał się bardziej wymagający od nas [wywiad]

Natalia i Dymitr Protasiewiczowie - rodzice Romana Protasiewicza, białoruskiego opozycjonisty

Jakub Kaminski/East News

Katolicka Agencja Informacyjna - 08.06.21

Światowa opinia publiczna i przywódcy światowi powinni „zwiększyć presję gospodarczą i polityczną na reżim Łukaszenki, uniemożliwiając jego dalsze istnienie”, a także „przekonać Łukaszenkę do uwolnienia Romana i jego dziewczyny, a także wszystkich więźniów politycznych w kraju”. Mówi o tym Dymitr Protasiewicz, ojciec więzionego opozycjonisty białoruskiego Romana Protasiewicza.

Rozmowa z Dymitrem Protasiewiczem, ojcem więzionego opozycjonisty białoruskiego Romana Protasiewicza.

Panie Dymitrze, nim porozmawiamy o synu Romanie, najpierw o panu. Do niedawana był pan wysokim oficerem armii białoruskiej i wykładowcą Białoruskiej Akademii Wojskowej w Mińsku. Otwierała się przed panem kariera. Jak się stało, że jest pan teraz w Polsce? Od kiedy?

Dymitr Protasiewicz: Mając czterdzieści sześć lat zrezygnowałem w stopniu podpułkownika ze służby w Siłach Zbrojnych Republiki Białoruskiej w październiku 2019 r. Znalazłem pracę w banku. W sierpniu 2020 r., w obawie przed prześladowaniami ze strony władz z powodu działań Romana, wraz z żoną Natalią opuściliśmy kraj.

Gdzie pracowała żona? Kim jest z zawodu?

Natalia ukończyła radiofizykę na Białoruskim Uniwersytecie Państwowym, wykładała wyższą matematykę w Akademii Wojskowej, a następnie pracowała jako bibliotekarka w tajnej bibliotece.

Rodzina Romana Protasiewicza

Można wiedzieć, jak udało wam się wyjechać?

Wyjeżdżając na Ukrainę. 13 września 2020 r. w Kijowie otrzymaliśmy wizę humanitarną i przyjechaliśmy do Polski. Jesteśmy tu do dziś.

Czy wyjazd ana i żony Natalii uratował was przed represjami? Jakie mogły one być?

To oczywiste, że nas to uratowało. Dziś nie rozmawialibyśmy, tak jak rozmawiamy, gdybyśmy pozostali na Białorusi. Przyjazd do Polski uchronił nas przed represjami reżimu Łukaszenki. Mogli wziąć nas jako zakładników i wykorzystać przeciwko naszemu synowi w celu powstrzymania jego działalności czy wręcz ściągnięcia go na Białoruś.

„Roman miał rację”

Jaki związek miała decyzja o wyjeździe z zaangażowaniem syna w działalność opozycyjną? Podobno początkowo nie akceptował pan tego, co Roman robi. Dlaczego? Co okazało się punktem zwrotnym?

Wspieraliśmy naszego syna w jego działaniach, choć nie zawsze aprobowaliśmy. Ale to jest nasz syn i szanowaliśmy to, co robi. Szanowaliśmy jego wybory. On był pochłonięty tym, co robił. Żył swoją pracą. Przyznaję, że dopiero w sierpniu 2020 r. mogliśmy w pełni zrozumieć, co robi nasz syn. Nasz syn okazał się bardziej wymagający od nas. Dzieci powinny być zawsze lepsze od nas.

Uważa pan dziś, że Roman miał rację?

Tak, Roman miał rację, czego dowodzą działania władz białoruskich, na które świat patrzy z osłupieniem.

Rodzina Protasiewczów ma polskie korzenie

Powróćmy do kwestii osobistych. Co może pan powiedzieć o waszej rodzinie? Z jakich okolic Białorusi pochodzicie? Ile macie dzieci?

Urodziłem się w zachodniej części Białorusi. Mój pradziadek Adam, dziadek Franciszek i ojciec Iwan (Jan) to etniczni Polacy. Katolicy. Dziadek przez kilka lat służył w Wojsku Polskim w latach trzydziestych. Żona Natalia pochodzi z Mohylewa. Po ślubie w 1994 r. zamieszkaliśmy w Mińsku. Tam rok później urodził się Roman. Mamy też pięć lat od niego młodszą córkę Tatianę. Kończy niebawem studia. Jest mężatką, mieszka w Mińsku i to budzi nasz niepokój.

Dzieciństwo Romana Protasiewicza

Jak wychowywany był Roman? Gdzie się uczył? Kim chciał zostać?

Od dzieciństwa wykazywał zdolności do przyswajania wiedzy. W wieku pięciu lat czytał już na poziomie trzeciej klasy. Interesował się wieloma rzeczami, przede wszystkim komputerami. Czytał wiele książek, uczył się języków. Szybko i bardzo dobrze opanował polski i dobrze angielski. Po ukończeniu szkoły średniej rozpoczął naukę na Białoruskim Państwowym Uniwersytecie Informatyki i Radioelektroniki. Jednak po sześciu miesiącach studiów zdecydował się zostać dziennikarzem i przeniósł się na Wydział Dziennikarstwa Białoruskiego Uniwersytetu Państwowego.

Czy miał jakichś bohaterów swojej młodości? Wzorce osobowe?

Teraz trudno to sobie przypomnieć, ale zawsze chciał być w centrum wszystkiego. Przyciągali jego uwagę znani i doświadczeni dziennikarze. Dużo czytał i pracował.

Podobno był bardzo utalentowany od dziecka. Wygrywał różne konkursy i olimpiady wiedzy…

Tak, Roman wielokrotnie brał udział w olimpiadach fizyki, matematyki, języków obcych. Roman to inteligentny, utalentowany młody człowiek. Jest laureatem wielu olimpiad, w tym międzynarodowych, był uczestnikiem konferencji naukowych. Na przykład w 2011 r. kosmonauta Gieorgij Greczko osobiście wręczał Romanowi dyplom laureata Międzynarodowego Konkursu Kosmonautyki w Petersburgu. W 2017 r. wygrał konkurs dla młodych dziennikarzy z Białorusi i odbył staż w ramach programu Vaclav Havel Journalism Fellowships w Pradze. Miał stypendia także w USA. 30 maja Roman, przebywając już w lochach KGB, został laureatem prestiżowej Międzynarodowej Nagrody Ion Ratiu Democracy.

Ruchy demokratyczne

Już w liceum Roman wyraźnie zwrócił się w kierunku ruchów demokratycznych. W 2011 r., jako szesnastolatek został po raz pierwszy zatrzymany za udział w tzw. milczących protestach przeciwko sfałszowaniu białoruskich wyborów prezydenckich. Był to akt wielkiej odwagi, bo reżim wtedy trzymał się jeszcze mocno. Nie baliście się wtedy z żoną o Romana? Jakie było wasze podejście do jego zaangażowania? Przestrzegaliście czy raczej dawaliście wolną rękę?

Bardzo martwiliśmy się o naszego syna. Natalia często płakała, czasami próbowała go przekonać, żeby uważał, żeby nie wpadł w gąszcz rzeczy, bo to bardzo niebezpieczne. Ale można nas zrozumieć, jesteśmy rodzicami, mieliśmy nadzieję, jak ogromna liczba Białorusinów, że wszystko w naszym kraju zmieni się na lepsze, trzeba tylko poczekać. Ale czas pokazał inną sytuację

Roman Protasiewicz – dziennikarz i opozycjonista

Na studiach dziennikarskich Roman aktywnie zaangażował się w media społecznościowe i redagowanie portalu Vkontaktie, pokazującego prawdziwe oblicze reżimu Łukaszenki. Zakończyło się to wyrzuceniem syna z Białoruskiego Uniwersytetu Państwowego. To ostatecznie przesądziło o jego dalszej drodze opozycyjnej jako niezależnego dziennikarza. Wspieraliście go jako rodzice na tej drodze?

Rozmawiając od serca w rodzinnym gronie wielokrotnie dyskutowaliśmy, że mało co jest w naszym kraju tak dobre, jak pokazują w kanałach telewizyjnych. Że rzeczywistość oficjalna narzucana przez reżim a ta prawdziwa, codzienna, doświadczana przez ludzi, to są różne światy. Pod wieloma względami zgadzaliśmy się z Romanem, ale jako rodzice rozumieliśmy, że ta droga jest pełna niebezpieczeństw z powodu reakcji władz białoruskich na takie działania.

Pierwsza rozprawa

W 2017 r. Roman Protasiewicz po raz pierwszy stanął przed sądem za udział w zgromadzeniu przeciwko planom zbezczeszczenia masowych grobów ofiar NKWD na terenie lasu w Kuropatach poprzez wybudowanie tam kompleksu biurowego. Jak to przeżywaliście?

Wiedzieliśmy, że nasz syn nie jest winny. Sam byłem wtedy na sali sądowej. Zarzuty były nieprawdziwe, wręcz absurdalne.

Czy był pan sam represjonowany przez białoruskie KGB? Czy wywierano na pana i żonę jakąś presję? Na przykład, żeby właściwie syna „wychować”?

Tak, była presja. Spotkania z funkcjonariuszami KGB, podsłuchy, groźby. Zarówno wtedy, kiedy Roman działał na Białorusi, jak i już po jego wyjeździe.

Portal Nexta i wygrane wybory

Kolejnym zaangażowaniem Romana było stworzenie portalu internetowego Nexta, który odegrał wielką rolę w wyborach prezydenckich wygranych przez Swietłanę Cichanouską, a sfałszowanych przez reżim Łukaszenki. Potem Nexta mobilizowała do protestów przeciwko dławieniu demokracji i praw człowieka. Syn musiał z Białorusi uchodzić. Jak przyjęliście tę decyzję?

Chciałbym wyjaśnić, że syn wyjechał do Polski zanim wziął udział w projekcie Nexta. Jego wyjazd z Białorusi przyjęliśmy z Natalią bardzo boleśnie, bardzo się o niego martwiliśmy.

Ostatecznie Romanowi nie udało się osiąść w Polsce. Staramy się uwierzyć, że była to tylko wina biurokracji urzędu do spraw cudzoziemców. Kiedy jednak w listopadzie 2020 r. został zaocznie oskarżony na Białorusi o organizację masowych protestów (art. 293 białoruskiego kodeksu karnego), działania naruszające porządek publiczny (art. 342) oraz podżeganie do wrogości społecznej (art. 130), a Mińsk wystąpił do Warszawy o wydanie syna, ten znalazł swoje bezpieczne schronienie na Litwie. Nie na długo. Po białoruskiej akcji terrorystycznej samolot, którym leciał do Wilna, został zmuszony do lądowania w Mińsku. Roman ze swoją dziewczyna Sofią został porwany przez służby Łukaszenki. Co się działo, kiedy ta wiadomość do was dotarła?

To był dla nas szok, nie mogliśmy uwierzyć, że coś takiego jest możliwe w centrum Europy w XXI wieku.

„Nie wiemy, co naprawdę dzieje się z Romanem”

Czy wiecie, co się teraz dzieje z Romanem?

Niestety nie wiemy, co naprawdę dzieje się z Romanem. Adwokatce 31 maja, 1 i 2 czerwca nie pozwolono zobaczyć się z Romanem. Ale w tym czasie, pod presją, został zmuszony do zagrania w filmie propagandowym na jednym z państwowych kanałów. Dopiero potem prawniczce pozwolono na krótko zobaczyć się z synem. Lekarz nie może się z nim zobaczyć. Mamy poważne obawy o stan jego zdrowia.

Jaka jest opinia adwokatki Romana w kwestii dalszego rozwoju sytuacji?

Póki co nie możemy powiedzieć nic konkretnego. Nie możemy nawet przewidzieć, kiedy prawnik zostanie do Romana ponownie wpuszczony.

Jaki będzie ciąg dalszy tego jego uwięzienia?

W państwie białoruskim nikt nie może odpowiedzieć na to pytanie. Tym bardziej w którymkolwiek z państw demokratycznych.

Zwiększyć presję gospodarczą i polityczną

Co powinna robić w tej chwili światowa opinia publiczna i przywódcy światowi, aby syna i jego dziewczynę uwolnić?

Zwiększyć presję gospodarczą i polityczną na reżim Łukaszenki, uniemożliwiając jego dalsze istnienie. Przekonać Łukaszenkę do uwolnienia Romana i jego dziewczyny, a także wszystkich więźniów politycznych w kraju.

Czy prezydent Biden powinien poruszyć tematpodczas spotkania z Putinem w Genewie?

Zdecydowanie tak. Wierzymy, że to pomoże wyciągnąć z więzienia setki młodych ludzi, których jedyną „winą” był brak zgody na życie w takim państwie.

Rodzice Romana Protasiewicza mieszkają w Polsce

Mieszka pan z żoną w Polsce. Jaki jest wasz status pobytowy? Czym się zajmujecie? Czy czujecie tu bezpiecznie?

Jesteśmy w Polsce na wizie humanitarnej. Pracujemy w jednej z ekologicznych firm we Wrocławiu. Czujemy się całkiem bezpiecznie, bo Polska jest krajem Unii Europejskiej, w którym działa prawo.

Czy nie myślicie wystąpić o obywatelstwo Polski w związku z pańskim polskim pochodzeniem?

Jeszcze nie zastanawialiśmy się nad tym…

Nie obawia się pan, że Łukaszenko może kazać pana, oficera białoruskiego, zastrzelić jako zdrajcę?

Nie, nie boję się. Życie i bezpieczeństwo naszych dzieci jest dla nas ważniejsze.

Co chcielibyście z żoną powiedzieć Polakom?

Wyrażamy naszą głęboką wdzięczność całemu narodowi polskiemu, rządowi i Prezydentowi za wsparcie w tym trudnym dla nas czasie.

Co chcielibyście powiedzie swoim rodakom na Białorusi?

Drodzy rodacy! Zwycięstwo będzie nasze!

Już po przygotowaniu tej rozmowy do publikacji, reżimowa telewizja białoruska pokazała „wywiad” z Romanem. „Wszystko, co powie Protasiewicz, zostało powiedziane pod przymusem – przynajmniej pod przymusem psychologicznym. To, co teraz mówi, jest czystą propagandą, pod którą nie ma podstaw do prawdy” – powiedział lider Centrum Obrony Praw Człowieka „Wiosna” Aleś Bialacki w czwartek, jeszcze przed emisją wywiadu. Jaki jest pana komentarz do tego „wywiadu” syna?

Dla każdego normalnego człowieka jest jasne, że syn został do tego zmuszony. Tak to komentują media światowe i postaci życia publicznego oraz opozycja białoruska. Wszystko mówi kadr z tego „wywiadu”. Ślady po kajdankach na rękach Romana dowiezionego na nagranie z więzienia. To ilustracja, do czego zdolny jest Łukaszenko. Świat jednak wszystko to widzi.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał Waldemar Piasecki/Wrocław

Tags:
Białoruśpolitykawolność
Wesprzyj Aleteię!

Jeśli czytasz ten artykuł, to właśnie dlatego, że tysiące takich jak Ty wsparło nas swoją modlitwą i ofiarą. Hojność naszych czytelników umożliwia stałe prowadzenie tego ewangelizacyjnego dzieła. Poniżej znajdziesz kilka ważnych danych:

  • 20 milionów czytelników korzysta z portalu Aleteia każdego miesiąca na całym świecie.
  • Aleteia ukazuje się w siedmiu językach: angielskim, francuskim, włoskim, hiszpańskim, portugalskim, polskim i słoweńskim.
  • Każdego miesiąca nasi czytelnicy odwiedzają ponad 50 milionów stron Aletei.
  • Prawie 4 miliony użytkowników śledzą nasze serwisy w social mediach.
  • W każdym miesiącu publikujemy średnio 2 450 artykułów oraz około 40 wideo.
  • Cała ta praca jest wykonywana przez 60 osób pracujących w pełnym wymiarze czasu na kilku kontynentach, a około 400 osób to nasi współpracownicy (autorzy, dziennikarze, tłumacze, fotografowie).

Jak zapewne się domyślacie, za tymi cyframi stoi ogromny wysiłek wielu ludzi. Potrzebujemy Twojego wsparcia, byśmy mogli kontynuować tę służbę w dziele ewangelizacji wobec każdego, niezależnie od tego, gdzie mieszka, kim jest i w jaki sposób jest w stanie nas wspomóc.

Wesprzyj nas nawet drobną kwotą kilku złotych - zajmie to tylko chwilę. Dziękujemy!

Modlitwa dnia
Dziś świętujemy...




Top 10
1
PADRE PIO DEVIL
Gelsomino del Guercio
Pouczająca historia o tym, jak o. Pio wyrzucił diabła z konfesjon...
2
SANKTUARIUM W GIDLACH
Anna Gębalska-Berekets
„Mała Częstochowa”. Tu Maryję nazywa się Uzdrowicielką chorych or...
3
MODLITWA
Michał Lubowicki
„W ten sposób otwiera uszy Boga”. Modlitwa to za mało, by wybłaga...
4
Redakcja
Cytat z Biblii dla ciebie na dziś 24 września
5
Silvia Lucchetti
„Przyłóż relikwię do chorego oka”. Świadectwa cudów za przyczyną ...
6
PRAY
Redakcja
Modlitwa dla ciebie na dziś 21 września
7
MODLĄCA SIĘ DZIEWCZYNA
Redakcja
Modlitwa dla ciebie na dziś 22 września
Zobacz więcej
Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail