Aleteia logoAleteia logo
Aleteia
niedziela 13/06/2021 |
Św. Antoniego
home iconDuchowość
line break icon

Euforia nawrócenia, a potem kryzys wiary. Co robić, by uniknąć porażki? [świadectwo]

KRYZYS WIARY

LightField Studios | Shutterstock

Małgorzata Cichoń - 11.06.21

Byłam szczęśliwa, uniesiona. A potem nagle zero, spadek totalny. I wtedy zaczęłam naprawdę obawiać się o siebie. Świadectwo Elżbiety.

Nawrócenie

To nie było spektakularne nawrócenie. Po prostu lubiłam czytać świadectwa ludzi, interesowało mnie to. Pomyślałam więc, że jeśli poproszę o wiarę, a Bóg jest – to mi ją da. Jeśli Go nie ma – nic się nie zadzieje. No i dał mi wiarę.

Wraz z wiarą przyszła łaska bezinteresownej miłości. Nie martwiłam się już sobą, lecz troszczyłam o innych. Choć naturę mam raczej skrytą, wycofaną i nieraz miewałam problemy w relacjach międzyludzkich, nawrócenie pociągnęło za sobą chęć wchodzenia w interakcje z ludźmi. Posiadłam zdolność budowania relacji, tworzenia przyjaźni.

Wreszcie znalazłam „wyzwolenie”. Zauważyłam, że ludzi można rozbroić miłością i bezinteresownością. Nawet ci, którzy mieli coś przeciwko mnie lub mnie zranili, inaczej reagowali, widząc, że nie walczę z nimi, lecz wychodzę do nich z wyciągniętą dłonią…

Jak można Ciebie nie kochać?

Byłam szczęśliwa, uniesiona. Wiele projektów, np. na studiach, zamykałam z powodzeniem i sukcesami. Mówiłam: „Boże, jak można Ciebie nie kochać? Nie mogłabym Ciebie zostawić”. Widząc tyle tych dobrych owoców nawrócenia, nie wierzyłam, że można się od Pana Boga odwrócić…

Ale moja droga potoczyła się tak, bym otworzyła oczy na pewną prawdę: samemu nic nie zdziałasz. Nawet jeśli będziesz mieć wiele charyzmatów, zawsze będzie przed tobą możliwość upadku.

Zły nie śpi. Niezależnie od twojej woli znajdzie „haki”, coś, co cię odwróci od Boga. Tak jak Piotra, który stwierdził, że nigdy się Pana nie wyprze, a nie minęła doba, kiedy to zrobił.

Zanim się obejrzałam, jak zaczęły do mnie przychodzić jakieś smutki, oschłości, stany depresyjne. Może to był jakiś test? W każdym razie nie wytrwałam w dobru, przestałam chodzić do kościoła, choć wcześniej żyłam pełnią…

Panie, co się stało?

Pogoń za karierą, za tym, co lepsze dla mnie, troski życia, bo trzeba zadbać o to i o tamto… To wszystko wciągało mnie, tłamsiło, podobnie jak przygnębiające nastroje. Zapominałam, że należy uczestniczyć we mszy św. czy o zwykłych uczynkach miłosierdzia.

Aż nie mogłam uwierzyć: „Panie, co się stało?”. Było tyle dobra, a nagle zero, spadek totalny. Z perspektywy czasu mogę ocenić, że widząc moją pychę i pokładanie nadziei w samej sobie, być może Pan pozwolił, żeby coś takiego się wydarzyło? Po jakimś czasie było mi dane wrócić na drogę zażyłości z Nim.

I wtedy zaczęłam naprawdę obawiać się o siebie: „OK, teraz jest dobrze, ale co będzie za dwa, trzy lata? Znowu mnie zwiedzie świat…”. Czułam w kościach, że niezależnie od tego, co zrobię, pojawią się nowe smutki albo inne doświadczenia, które tylu ludzi odwodzą od wiary. Nie mogłam przewidzieć, co będzie dalej.

Co chcesz, żebym robiła?

A przy tym powtarzałam sobie, że chcę coś dobrego zrobić ze swoim życiem, coś Bogu ofiarować. Mam męża, pracę, mogę żyć miłością bliźniego na co dzień – jasne. Ale co jeszcze? Zrodziło się pytanie do Pana Jezusa: „Co chcesz, żebym robiła?”. Powtarzałam je często, wierząc, że odpowiedź musi przyjść.

Od osoby, która była moim kierownikiem duchowym usłyszałam, że w takiej sytuacji jak ja był też ktoś inny i znalazł pomoc w zawierzeniu się Jezusowi przez Maryję. Zgodnie z „Traktatem o prawdziwym nabożeństwie do Najświętszej Maryi Panny” św. Ludwika Grignion de Montfort. Zaczęłam czytać tę książkę i aż mnie coś przeszyło!

Tak wiele było tam powiedziane o duszach, które zakosztowały szczęścia z Panem Bogiem, a potem tak nisko upadły, nawet bezwiednie, bezwolnie… Św. Ludwik pisał, że zawierzenie Jezusowi przez Maryję to lekarstwo na naszą pychę, „zbroja” w walce duchowej. Droga, którą prowadzi nas do nieba Matka Boża jest prosta, łagodna i najbezpieczniejsza, bez urwisk czy przykrych niespodzianek.

Z ciemnej doliny – w górę!

Zawierzyłam się Jezusowi przez Maryję, by ochronić moje życie duchowe. Odkąd ofiarowuję jej każdy dzień, czuję relację z nią jak z Matką, a także silny pokój. Po wszystkich katastrofach, jakich w życiu doświadczyłam, doznaję uleczającej mocy, jakbym wychodziła z jakiegoś dołu, ciemnej doliny – w górę.

Mam chęć, by się modlić, czytać Pismo Święte. W czasie Eucharystii szukam jedności z Panem Jezusem. Łatwiej przechodzę przez trudności. Maryja nauczyła mnie, by zawsze traktować Boga jako dobrego Ojca, ufać Mu.

Myślę, że to są owoce mojego zawierzenia Jej, bo wcześniej miałam sporo wątpliwości. Jeszcze innym owocem jest życie chwilą obecną – nie rozmyślam o przeszłości. A już najbardziej – jedność z Matką Bożą odsuwa mnie od lęku.

Zauważam też opiekę Maryi na poziomie materialnym. Przed wybuchem pandemii nagle pojawiło się we mnie pragnienie, by zmienić pracę, choć byłam z dotychczasowej w miarę zadowolona. Zmieniłam pracę i wkrótce okazało się, że to był krok, który zapewnił mi stabilizację.

Jan Paweł II tym żył…

Kiedy jeszcze nie wiedziałam, czy pójść drogą zawierzenia, pojawiała się myśl, że przecież św. Jan Paweł II tym żył, mówiąc Maryi: „Totus Tuus” („Cały Twój”). Papież Polak zawsze do mnie przemawiał i był mi bliski. Chyba każdy podziwia jego dobroć i czułość. Jeśli więc chcesz brać przykład z człowieka, który miał tyle charyzmatów: to śmiało!

Gdy Jan Paweł II umierał, ludzie byli zdołowani. Następnego dnia po jego śmierci przypadały moje urodziny. Pomyślałam: „On umarł, ale my żyjemy – ktoś musi kontynuować jego misję”. Może więc nie przez przypadek trafiłam potem na „Traktat”?

Na koniec dodam, że nie jestem żadnym duchowym mocarzem, lecz zwykłym człowiekiem. Chodzę do pracy, jeżdżę na wakacje, próbuję odnajdować się w codzienności i zapraszać w nią Matkę Bożą. Śmiem twierdzić, że teraz o wiele lepiej z tą „codziennością” sobie radzę…

Wysłuchała Małgorzata Cichoń

Tags:
kryzysnawrócenierozwój duchowyświadectwo
Wesprzyj Aleteię!

Jeśli czytasz ten artykuł, to właśnie dlatego, że tysiące takich jak Ty wsparło nas swoją modlitwą i ofiarą. Hojność naszych czytelników umożliwia stałe prowadzenie tego ewangelizacyjnego dzieła. Poniżej znajdziesz kilka ważnych danych:

  • 20 milionów czytelników korzysta z portalu Aleteia każdego miesiąca na całym świecie.
  • Aleteia ukazuje się w siedmiu językach: angielskim, francuskim, włoskim, hiszpańskim, portugalskim, polskim i słoweńskim.
  • Każdego miesiąca nasi czytelnicy odwiedzają ponad 50 milionów stron Aletei.
  • Prawie 4 miliony użytkowników śledzą nasze serwisy w social mediach.
  • W każdym miesiącu publikujemy średnio 2 450 artykułów oraz około 40 wideo.
  • Cała ta praca jest wykonywana przez 60 osób pracujących w pełnym wymiarze czasu na kilku kontynentach, a około 400 osób to nasi współpracownicy (autorzy, dziennikarze, tłumacze, fotografowie).

Jak zapewne się domyślacie, za tymi cyframi stoi ogromny wysiłek wielu ludzi. Potrzebujemy Twojego wsparcia, byśmy mogli kontynuować tę służbę w dziele ewangelizacji wobec każdego, niezależnie od tego, gdzie mieszka, kim jest i w jaki sposób jest w stanie nas wspomóc.

Wesprzyj nas nawet drobną kwotą kilku złotych - zajmie to tylko chwilę. Dziękujemy!

Modlitwa dnia
Dziś świętujemy...




Top 10
1
MARYJA
Katarzyna Szkarpetowska
Chciał przeklinać pod obrazem Maryi: „Jakaś siła sprawiła, że ode...
2
Redakcja
Chłopiec wybucha płaczem po przyjęciu do Pierwszej Komunii. ̶...
3
TUDO SOBRE MINHA MÃE
Jak rozbroić histerię dziecka za pomocą jednego pytania?
4
PÓŁTAWSKA, WOJTYŁA
Joanna Operacz
Czy Bóg karze nas za radość i szczęście? Pyta Półtawska, a Wojtył...
5
Oleada Joven
Ojciec Pio radzi, jak obchodzić się z aniołem stróżem
6
Bret Thoman, OFS
Naukowcy przebadali ciało i krew z cudu w Lanciano. Bóg chce byśm...
7
Philip Kosloski
Dlaczego księża ubierają się na czarno i noszą sutanny?
Zobacz więcej
Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail