Aleteia logoAleteia logo
Aleteia
czwartek 05/08/2021 |
Rocznica poświęcenia Bazyliki Matki Bożej Większej
home iconDuchowość
line break icon

Cisza odsłania bolesne miejsca. Czy medytacja chrześcijańska niesie ze sobą zagrożenia?

Shutterstock

Adam Poleski - 15.07.21

Dlaczego docierają do nas informacje o zagrożeniach płynących z medytacji chrześcijańskiej? Dlaczego tak wiele osób się jej obawia? Zagrożenie istnieje, ale zupełnie inne.

Medytacja chrześcijańska jest łatwa i trudna zarazem. Łatwa, bo wystarczy wybrać metodę i postępować według wskazówek. Trudna, bo medytacja nie polega na „robieniu” czy „osiąganiu” czegoś, ale jest zwyczajnym byciem z Bogiem. To zaś jest proste, ale nie jest łatwe.

Medytacja

Zacznijmy jednak od początku. Praktykowanie medytacji rozpoczyna się od pragnienia i tęsknoty za Bogiem, którą odczuwamy w głębi serca. Podobnie jak bogaty młodzieniec z Ewangelii pozornie mamy wszystko, ale brakuje nam „jednego” (Mk 10,21). W poszukiwaniu tej „najlepszej cząstki”, którą miała Maria (Łk 10, 42), przychodzimy do Jezusa.

To właśnie On „nad ranem, gdy jeszcze było ciemno, wstał, wyszedł i udał się na miejsce pustynne, i tam się modlił” (Mk 1,35). Razem z Nim odchodzimy wówczas na to miejsce pustynne.

Jezus dał swoim uczniom bardzo konkretne wskazówki dotyczące odnalezienia takiego miejsca modlitwy. „Ty zaś gdy chcesz się modlić, wejdź do swojej izdebki, zamknij drzwi i módl się do Ojca twego, który jest w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi w ukryciu odda tobie” (Mt 6, 6).

Ta „izdebka”, czyli greckie tameion sou, jest tłumaczona w angielskich przekładach jako inner room, czyli „wewnętrzny pokój”. Gdy zamykamy oczy i zaczynamy być w ciszy, odpowiadamy na to wielokrotnie ponawiane zaproszenie Jezusa.

Słowo modlitwy i wewnętrzny rozgardiasz

Okazuje się jednak, że w tym „wewnętrznym pokoju” naszego serca wcale nie jest tak cicho jak nam się mogło wydawać. Plany, wyobrażenia, marzenia i wewnętrzne spory… To wszystko zdawało się tylko czekać aż zamkniemy oczy i z całego spodziewanego błogostanu medytacji nic nie zostało.

Już Ojcowie i Matki Pustyni odkrywali, że wychodząc na pustynię zabierają ze sobą wszystkie swoje słabości, namiętności i wyobrażenia. Dlatego św. Jan Kasjan polecał, aby powtarzać w ciszy jedną formułę psalmu „Boże wejrzyj ku wspomożeniu memu, Panie pośpiesz ku ratunkowi memu” (znamy ją z początku brewiarza).

Ta formuła nie tylko porządkuje wewnętrzny rozgardiasz, ale też prowadzi nas do uznania naszej bezsilności wobec Boga. Krótko mówiąc, potrzebujemy kotwicy – słowa, dzięki któremu będziemy wracać do przebywania w Bożej obecności.

To może być słowo szczególnie nam bliskie. John Main, angielski benedyktyn, zalecał „Maranatha” – „Przyjdź, Panie Jezu”, czyli jedną z najstarszych chrześcijańskich modlitw. O. Thomas Keating, trapista, idąc za wskazówkami „Obłoku niewiedzy” polecał krótkie słowo: „Amen”, „Abba”, „Miłość”.

Chrześcijański Wschód kieruje naszą uwagę na podstawowe słowo – imię Jezus, które zanurza nas w relacji z Chrystusem. Może to być również nasz oddech jako kotwica trwania przed Panem. Niezależnie od tego co wybierzemy, szczególnie na początku praktyki ta „kotwica” jest bardzo potrzebna.

Wierność

Kluczem w medytacji chrześcijańskiej nie tyle jest wybrana metoda, co wierność. Najlepiej jest medytować rano i wieczorem, ok. 20-30 minut. Oczywiście kiedy jesteśmy zmęczeni wieczorem albo późno wstaliśmy rano, może pojawić się myśl, że sobie odpuszczę. Przecież jak nie pomedytuję, to mnie nie ubędzie.

To właśnie, a nie rozproszenia, jest największą przeszkodą w praktykowaniu. Medytacja chrześcijańska jest opowieścią o miłości, w której kochana osoba ciągle wiernie wraca do Ukochanego.

Nic się nie dzieje…

Miłość jest wspaniała, ale… co zrobić gdy nic się nie dzieje? Siadamy, medytujemy i nic. Żadnych wzniosłych uczuć, żadnych przemieniających zjednoczeń, jednym słowem poczucie porażki.

Tymczasem pogłębianie relacji z Bogiem, akceptacja i miłość dla innych przychodzą jako owoce Ducha Świętego poza czasem medytacji. Kiedy chcemy zobaczyć „owoce” naszej medytacji, popatrzmy na nasze relacje, na to jak zmienia się nasza akceptacja siebie i innych w codzienności.

Św. Teresa od Dzieciątka Jezus mówiła, że podczas modlitw (których w Karmelu miała dosyć  sporo) nie doświadcza niczego szczególnego, natomiast Bóg przychodzi do niej w zwyczajnych sytuacjach codziennego życia.

W medytacji chrześcijańskiej przyjmujemy dar Bożej obecności. Nie jesteśmy tymi, którzy na niego „zapracowali” sumiennie medytując. Po prostu podczas modlitwy w ciszy pozwalamy Bogu na działanie w nas i otwieramy się na Jego obecność.

Miłość Trójcy jest nieskończona i naprawdę Bóg chce nas obdarować pełnią swojej obecności. W medytacji po prostu przestajemy mu przeszkadzać.

Zranienia i uzdrowienia

Cisza odsłania przed nami nie tylko miłość Boga, ale również nasze zranienia. Gdy jesteśmy w ciszy, wówczas odsłaniają się nasze rany, bolesne wspomnienia i traumy. Cisza odsłania wszystkie nasze bolesne miejsca.

O. Thomas Keating nazywał to „Bożą terapią”. Bóg odsłania przed nami wszystko to, co bolesne, by nasze rany mogły zostać uzdrowione. W tym sensie ów prefiks „med” w słowie medytacja jest uzasadniony. Medytacja chrześcijańska rzeczywiście prowadzi do uzdrowienia.

Zagrożenia?

Dlaczego jednak docierają do nas informacje o „zagrożeniach” płynących z medytacji chrześcijańskiej? Dlaczego tak wiele osób się jej obawia?

Praktyka kontemplacyjna jest rzeczywiście podobna w różnych religiach świata. Cisza jest taka sama wszędzie, nie ma przecież „ciszy katolickiej”, „ciszy muzułmańskiej” czy „ciszy buddyjskiej”. Dlatego wiele osób obawia się utraty tożsamości.

Tym, co rzeczywiście pozwala na odkrycie swojej tożsamości w ciszy jest nasze serce. Chrześcijanin przebywając w ciszy, otwiera się na obecność Jezusa, który żyje w nas.

Prawdziwe niebezpieczeństwo

Pewne niebezpieczeństwo, które może towarzyszyć medytacji chrześcijańskiej, pochodzi nie tyle z samej medytacji, ile z nas – a konkretnie z naszego egotyzmu. Wszystko, co jest związane z medytacją może angażować nasze egotyczne struktury. Możemy w wyobraźni dołączać do wybitnych mędrców, doświadczać mocy, władzy i kontroli, która płynie wraz z intensyfikacją duchowego doświadczenia.

Na to rzeczywiście warto uważać, bo to poczucie mocy i siły prowadzi często do pewnego rodzaju szkodliwych iluzji i utrudnia relacje. Może to wypływać z naszej podskórnej niezgody na to, co jest istotą medytacji.

Cisza prowadzi bowiem nie tyle do władzy, ale do służby innym. Nie do doświadczenia własnej mocy i potęgi, ale do doświadczenia bezsilności przed Bogiem. I nie tyle do kontroli, co do doświadczenia, że całe nasze życie zależy od Boga i tylko Jemu możemy się powierzyć. Temu nasze ego może rzeczywiście gwałtownie się sprzeciwiać kreując pewne niebezpieczeństwa i zagrożenia.

Papież Franciszek o medytacji

Medytacja chrześcijańska otwiera nas na miłość Boga, która jest wszechogarniająca i bezwarunkowa. Na pewno warto łączyć ją z lectio divina, czyli czytaniem Pisma Świętego połączonego z przyjacielską rozmową z Panem. W ten sposób to co odkryjemy w ciszy, będziemy mogli „przegadać” z Bogiem.

O. Thomas Keating radził, aby praktykować dwa z trzech elementów, czyli łączyć modlitwę w ciszy z lectio divina lub z Eucharystią. Tak aby każdego dnia cisza prowadziła nas do intymnej rozmowy, po której znów wracalibyśmy do ciszy.

Istotę medytacji świetnie opisał papież Franciszek w jednej z katechez środowych. Przeczytacie o tym w materiale zatytułowanym: Papież: Uzdrowieni, mocni i przy Jezusie. Tak działa medytacja chrześcijańska.

W praktykowaniu medytacji chrześcijańskiej bardzo pomaga wspólnota. Obecnie w Polsce działa Ruch Odnowy Kontemplacyjnej, Światowa Wspólnota Medytacji Chrześcijańskiej, Lubińska Wspólnota Grup Medytacyjnych oraz Przyjaciele Miłości Miłosiernej.

Praktykując modlitwę w ciszy, wspólnie możemy nawzajem się inspirować do wierności praktyce medytacji chrześcijańskiej.

Tags:
medytacjamodlitwapapież Franciszek
Wesprzyj Aleteię!

Jeśli czytasz ten artykuł, to właśnie dlatego, że tysiące takich jak Ty wsparło nas swoją modlitwą i ofiarą. Hojność naszych czytelników umożliwia stałe prowadzenie tego ewangelizacyjnego dzieła. Poniżej znajdziesz kilka ważnych danych:

  • 20 milionów czytelników korzysta z portalu Aleteia każdego miesiąca na całym świecie.
  • Aleteia ukazuje się w siedmiu językach: angielskim, francuskim, włoskim, hiszpańskim, portugalskim, polskim i słoweńskim.
  • Każdego miesiąca nasi czytelnicy odwiedzają ponad 50 milionów stron Aletei.
  • Prawie 4 miliony użytkowników śledzą nasze serwisy w social mediach.
  • W każdym miesiącu publikujemy średnio 2 450 artykułów oraz około 40 wideo.
  • Cała ta praca jest wykonywana przez 60 osób pracujących w pełnym wymiarze czasu na kilku kontynentach, a około 400 osób to nasi współpracownicy (autorzy, dziennikarze, tłumacze, fotografowie).

Jak zapewne się domyślacie, za tymi cyframi stoi ogromny wysiłek wielu ludzi. Potrzebujemy Twojego wsparcia, byśmy mogli kontynuować tę służbę w dziele ewangelizacji wobec każdego, niezależnie od tego, gdzie mieszka, kim jest i w jaki sposób jest w stanie nas wspomóc.

Wesprzyj nas nawet drobną kwotą kilku złotych - zajmie to tylko chwilę. Dziękujemy!

Modlitwa dnia
Dziś świętujemy...




Top 10
1
RODZINA WITECKICH
Ewa Rejman
Sześcioro dzieci. Zdrowych i chorych – tak samo ważnych [reportaż...
2
Arthur Herlin
Biblia, która wyłoniła się spod gruzów World Trade Center
3
FEAR
Redakcja
Modlitwa dla ciebie na dziś 2 sierpnia
4
BÓG OJCIEC
Michał Lubowicki
Sierpień należy do Ojca. Wyjątkowe objawienie i „różaniec do Boga...
5
FR MAXIMILIAN KOLBE
Katolicka Agencja Informacyjna
„Jego ciało było czyściutkie i promieniowało”...
6
BEZDOMNY CESAR
Agencja I.Media
Całe życie był bezdomny, ale pochowano go po królewsku. W Watykan...
7
KSIĄDZ PODNOSI HOSTIĘ
Katarzyna Szkarpetowska
Jesteśmy katolikami praktykującymi. Ale czy na pewno wierzącymi?
Zobacz więcej
Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail