Aleteia logoAleteia logo
Aleteia
środa 29/09/2021 |
Świętych Archaniołów Michała, Rafała i Gabriela
home iconPod lupą
line break icon

Świat się ociepla. A czemu niektórych to “ani ziębi, ani grzeje?”

GLOBALNE OCIEPLENIE

ParabolStudio | Shutterstock

Marcin Nowak - 17.08.21

Opublikowany niedawno przez IPCC przełomowy raport rozgrzał do czerwoności media i dyskusje w internecie. Chciałoby się powiedzieć „w końcu!”. Paradoksalnie jego wnioski wydają się brzmieć złowieszczo: jest już prawie za późno. 

Czy zmiany klimatu powinny nas obchodzić? Czy chrześcijanin powinien martwić się wnioskami, zawartymi w największym od lat badaniu i raporcie na temat zmian klimatycznych i roli człowieka w tychże? Z pozoru to pytania retoryczne lub dotyczące sfery dalekiej, abstrakcyjnej. W praktyce – jeśli tylko nie czujemy się ludźmi z azbestu – są to pytania jak najbardziej praktyczne, życiowe i… ważne tu i teraz.

Dla jednych nauka i religia to niezbyt przepadające za sobą dawne koleżanki ze szkolnej ławki. Tą szkolną ławką zapewne może być wyśmiewane nierzadko średniowiecze i moment w którym na polach działalności Kościoła pojawiło się pole dla rozwoju medycyny, prawa, językoznawstwa, muzykologii, ogrodnictwa i wielu innych. Ich przyjaźń skończyła się jednak w momencie skazania na smierć Galileusza czy Giordana Bruno.

Zbliżyć naukę z religią. Dla wspólnego celu

Dla innych nauka i religia to jednak dość związane ze sobą kuzynki, których funkcjonowanie w ramach jednej rodziny trudno podważyć, a zdrowy rozsądek i otwarte horyzonty pozwalają łączyć ze sobą częściej. Nie tylko w przypadku klasztornych skryptoriów, dzięki którym przetrwało sporo źródeł pisanych i bądź co bądź badań, analiz i wyników naukowych. Przykładowo Watykańskie Obserwatorium Astronomiczne założono już w 1578 roku. To właśnie obserwatorzy nieba skupieni wokół Kościoła przeprowadzali reformę kalendarza obowiązującego powszechnie… do dzisiaj!

Św Augustyn, jeden z najbardziej szanowanych świętych katolickich, jako przedstawiciel racjonalizmu w Kościele optował za tym, że “wiara i rozum stanowią dwa skrzydła, na których człowiek może wznieść się do Boga, a więc poznawać prawdę”. Opowiadał się za studiowaniem sztuk wyzwolonych, w tym nauk – geometrii, arytmetyki, astronomii i muzyki – włączonych w tradycyjne quadrivium.

Choć może muzyka tu pasuje mniej, to pozostałe dziedziny naukowe jak najbardziej pomagają nam zrozumieć otaczający świat, a także to, co wpływa na jego kształtowanie. Teraz najważniejsze byśmy zrozumieli, że i my kształtujemy go w sposób kardynalny. I bynajmniej nie chodzi o “czyńcie sobie ziemię poddaną”. Choć może częściowo tak.

Co się dzieje wokół, każdy widzi

Początek sierpnia przywitał nas głośnymi medialnie pożarami w Turcji i Grecji oraz tymi mniej medialnymi w Demokratycznej Republice Konga i Algierii, notabene – ojczyźnie św. Augustyna. Pożary lasów czy śródziemnomorskich makii nie są niczym nietypowym. Jednakże ich częstotliwość i skala ostatnimi laty zaczyna poważnie doskwierać naszej cywilizacji. Wiemy też, że lipiec był najcieplejszym miesiącem w historii pomiarów. Wiadomo też, że w rekordowym tempie topi się Grenlandia i zanika szelfowy lód w Arktyce. Wiemy, że w tym roku padły rekordowe w historii pomiarów temperatury. O niewyobrażalnej wręcz skali – prawie 50 stopni Celsjusza na Sycylii i w Kanadzie. W jednym i drugim przypadku problematyczne okazałyby się temperatury rzędu 40 stopni, tymczasem mówi się o trudnych do wyobrażenia 49 stopniach, w potocznym języku zwanymi “w cieniu”.
Przypadków tego typu: wyjątkowych, pierwszych, rekordowych, katastrofalnych, itd. możemy wymieniać wiele, tymczasem wciąż wśród nas funkcjonują ludzie, którzy, jakby w popularnym w sieci internetowym memie z obrazkiem psa z internetowego komiksu “Gunshow” twierdzą, że nic się nie dzieje i wszystko będzie dobrze. Skąd takie przekonanie?

Opublikowany niedawno przez IPCC piąty, przełomowy raport „Zmiany klimatu 2021: podstawy fizyczne” rozgrzał do czerwoności media i dyskusje w internecie. Chciałoby się powiedzieć “w końcu!”. Paradoksalnie jego wnioski wydają się brzmieć złowieszczo: jest już prawie za późno. 

Czym jest IPCC? To nie jest kolejna, marginalna organizacja, której działalność można podważyć i trywializować lub oskarżyć o lobbing na rzecz określonych grup interesów. IPCC reprezentuje nas. Panią, Pana, ciebie, mnie.

Dać przemówić liczbom

Międzyrządowy Zespół ds. Zmian Klimatu (IPCC) składał się z 234 autorów i autorek oraz 195 rządów. To niezależne, naukowe ciało doradcze utworzone ponad 30 lat temu roku przez dwie duże komórki ONZ – Światową Organizację Meteorologiczną (WMO) oraz Program Środowiskowy Organizacji Narodów Zjednoczonych (UNEP). To zbyt duża liczba, by ją lekceważyć. I zbyt zróżnicowana, by mieć nad nią kontrolę. Raport opiera się na kilkunastu tysiącach (!!!) publikacji dostępnych w ogólnie dostępnych czasopismach naukowych. Każdy może sam odnaleźć źródła i stwierdzić, że to nie była praca kreacyjna, lecz analityczna i odtwórcza.

Wnioski z tej części raportu dotyczą zmian w środowisku i atmosferze. I są smutne. Prawie na pewno średnia temperatura planety będzie wyższa o 1,5 stopnia w porównaniu z epoką przedindustrialną. To dużo? Mało? W sam raz?
Można powiedzieć, że obserwując jak padają co miesiąc i co rok rekordy temperatury poszczególnych okresów, regionów, krajów i miejsc – nie jest to zaskakujące. Niestety większość ludzi, zwłaszcza z niedoborami wiedzy geograficznej, myli pogodę z klimatem. Wysnuwają pochopne wnioski i oceny, gdy “trafi im się chłodniejszy urlop nad Bałtykiem”, przeczytają o śniegu w Brazylii czy rekordowym mrozie w Hiszpanii. Warto zrozumieć, że systematyczne podgrzewanie naszej planety to nie tylko ocieplenie globalne, ale przede wszystkim – i sam jako geograf radzę częściej używać tego określenia – zmiany klimatyczne, pełzające w kierunku katastrofy klimatycznej. Zmiany są powszechnie zauważalne, właśnie takie dziwne, nietypowe, intrygujące sytuacje. To m.in. trzydziestostopniowe upały w Laponii, nagły mróz w Hiszpanii, śnieg w Brazylii czy pożary kanadyjskiej tajgi oraz nasilenie się ekstremalnych zjawisk klimatycznych, jak tornada, powodzie błyskawiczne, susze – to prawdziwy efekt i namacalny obraz tych zmian, a nie fakt, że zawsze i wszędzie będzie cieplej i cieplej.

Klimat to nie pogoda!

Tego procesu nie wyklucza ani mroźna majówka ani deszczowy lipiec. Ale potwierdza jak najbardziej brak śnieżnych zim w czasie świąt Bożego Narodzenia czy wynikające z tego pojawiające się wiosną susze hydrologiczne i rolnicze.

Problem polega na tym, że raport naukowców wieszczy podniesienie się średniej temperatury na świecie – jak napisałem – o WIĘCEJ niż 1,5 stopnia. A to była granica krytyczna, wyznaczona przez wiele dużo starszych raportów, w tym przez Porozumienie Paryskie. Jeśli dojdzie do ocieplenia o 2 stopnie już za naszego życia, to dla tego pokolenia życie na Ziemi może stać się nieznośne i trudne, nie mówiąc już o wielu perturbacjach geopolitycznych: od wojen o zasoby wody pitnej po gigantyczne fale migracyjne, przy których ta po okresie Arabskiej Wiosny wydawała się tylko preludium. Przyczyna jest prosta: najmocniej zmiany tego typu odczują pasy zwrotnikowe. Tam, gdzie rolnictwo bazuje na każdej kropli wydartej niebu, każde źdźbło jest na wagę złota.

Jeśli ocieplenie będzie jeszcze bardziej drastyczne i przekroczy 2 stopnie, jest wielce prawdopodobne, że ekstremalne zjawiska pogodowe, o których nie słyszeliśmy w Europie Środkowej w nowożytności, pojawią się i to w zaskakującej skali. Ceny warzyw i owoców poszybują wielokrotnie wyżej, niż te, które już teraz wydają nam się wysokimi. Historie o przesunięciu się granicy upraw winorośli na północ są w dużej mierze mitem, gdyż wyjałowiona ziemia oraz rejony narażone na częste susze hydrologiczne nie będą w stanie przyjąć tych upraw, tak, jak w średniowieczu miało to miejsce choćby w okolicach Zielonej Góry.

Planeta sobie poradzi. Czyżby?

Głównymi zarzutami sceptyków wobec tych apokaliptycznych wniosków są obserwacje stanu teraźniejszego oraz… odwołania do przeszłości. W tym pierwszym przypadku jest to klasyczne wytykanie palcami. “Europie każą się ograniczać, a Chiny i Indie dorzucają w tym czasie do pieca”. Faktycznie emisja gazów cieplarnianych z terenu UE wynosi wg różnych szacunków około kilkunastu procent, co jednak nie oznacza, że działania powzięte w pierwszej kolejności przez tzw. “świat zachodni” nie wymogą na pozostałej grupie krajów solidnych zmian. To już nie jest czas na przekomarzanie się w stylu “to kto zaczyna”, lecz liczy się każdy rok i każda decyzja o energetycznym piwocie. Zdaniem ekspertów, oparta najlepiej o atom i energetykę jądrową.

W drugim przypadku wiele osób często powołuje się na symultaniczność zmian klimatycznych na Ziemi, będąc święcie przekonanymi, że w odniesieniu do okresowych ociepleń i oziębień planety “tak było zawsze, jest i będzie”. Faktycznie – nie ulega wątpliwości, że w czasie istnienia naszej cywilizacji (powiedzmy – judeochrześcijańskiej), Europa przeżyła dwie zmiany tego typu. Jedna zwana jest “średniowiecznym optimum klimatycznym” i, jak sama nazwa wskazuje, pozwoliła korzystać z nieco łagodniejszego klimatu w czasach, gdy pierwsze ekspedycje ze Skandynawii docierały do Grenlandii czy Nowej Fundlandii, a w wielu miejscach ziem polskich zakładano osady służebne o nazwie Winiary. Druga, zwana “Małą Epoką Lodową” dała lekkie oziębienie w wiekach XVII i XVIII, zmroziła połowę Bałtyku, dla nas wiązała się też z upadkiem Królestwa Polskiego i udaną kampanią szwedzką podczas „potopu”. Jednakże zapomina się o jednym. W obu tych przypadkach mówimy o wahaniach średnich rzędu 0,5-1 stopnia. Jeśli teraz następuje znów ocieplenie, które zarządziła sama planeta Ziemia, to bardzo możliwe, że my jako ludzkość “dorzucamy jej do pieca” wielokrotnie więcej. Nagle na wykresie kończy się skala, a sinusoida wystrzela wręcz pionowo. Więc nie przejmujmy się bardzo daleką przeszłością, nie odwołujmy do okresu jury czy triasu. Żyjemy tu i teraz, a fakt jest taki, że ludzkość nie znała aż tak ogromnych wahań temperatur. Planeta może sobie poradzi, przyroda paradoksalnie również. My? Śmiem wątpić.

Bądźmy konserwatywni. W tym, co należy

Czy chrześcijaninowi, konserwatyście bądź osobie o poglądach tradycjonalistycznych wypada poddawać w wątpliwość badania naukowe o wydźwięku alarmistycznym? Ktoś powie, że tak, gdyż utrzymanie status quo, zachowawczość, przyzwyczajenie, nieufność w stosunku do progresywnych środowisk naukowych i wszelkiej maści ekologów rzuca takie osoby w wir sceptyków, osób podejrzliwych, mieszczących spisek elit i biznesu, chcącego promować nowe, odnawialne źródła energii kosztem “starego porządku” i ograniczania miejsc pracy. Owszem, tak może być. Z pewnością na zmianie modelu energetycznego skorzysta wiele nowych biznesów. Tak samo jak skorzystało na odkryciu prochu, lampy naftowej, energii jądrowej. Tam gdzie zmiana, tam nowe grupy interesów. Ale tak było zawsze. I trzeba zrozumieć, że to jest jednak skutek CZEGOŚ, a nie jego PRZYCZYNA.

Jednakże jakby się przyjrzeć szerzej idei ekologii (a dokładniej mówiąc sozologii – bo tak nazywa się naprawdę nauka o ochronie środowiska), to pierwszymi propagatorami tego myślenia byli jednak konserwatyści. Jak sama nazwa wskazuje: zachować, utrzymać, nie zmieniać. Również krajobraz, również otoczenie. Nic dziwnego, że w czasie rewolucji przemysłowej najbardziej antropopresyjnie oddziaływały idee i działania ultrakapitalistyczne albo ultrasocjalistyczne. Konserwatystą był niewątpliwie słynny pisarz J.R.R. Tolkien, który w swojej słynnej trylogii ulokował mnóstwo figur stylistycznych i metafor określającej walkę przyrody, sielanki, konserwatywnego myślenia o przestrzeni ze złem, jakim była nadmierna modernizacja, industrializacja i intensywna antropopresja. Dziś jednak jesteśmy tu, gdzie jesteśmy. Od lat 70. szczytne idee związane z poszanowaniem przyrody, otoczenia, klimatu oddaliły się od osób z konserwatywnym myśleniem o świecie. Dziś całkowicie są przywłaszczone przez organizacje, stowarzyszenia czy wręcz partie z nurtu liberalno-lewicowego. Ale to jest fakt, wobec którego nie należy przechodzić ani obojętnie, ani w zacietrzewieniu.

Jeśli z natury rzeczy obserwujemy, wyciągamy wnioski i mamy w sobie odrobinę odpowiedzialności, przyjmiemy wyniki raportu IPCC z chrześcijańską pokorą, zrozumieniem i pełni nowych przemyśleń na temat swojego życia. Np. aby ograniczyć spożycie mięsa czy wykorzystanie plastiku. Jeśli jednak jesteśmy głusi na fakty naukowe, pyszni, przekonani o tym, że jako ludzkość nie mamy sobie nic do zarzucenia pod tym względem, to tego typu – nawet najbardziej rzetelne – badania będą dla nas zawsze głosem wołającego… na pustyni.

Bylebyśmy się na tej pustyni pewnego dnia nie obudzili.

Tags:
chrześcijaninekologianauka
Wesprzyj Aleteię!

Jeśli czytasz ten artykuł, to właśnie dlatego, że tysiące takich jak Ty wsparło nas swoją modlitwą i ofiarą. Hojność naszych czytelników umożliwia stałe prowadzenie tego ewangelizacyjnego dzieła. Poniżej znajdziesz kilka ważnych danych:

  • 20 milionów czytelników korzysta z portalu Aleteia każdego miesiąca na całym świecie.
  • Aleteia ukazuje się w siedmiu językach: angielskim, francuskim, włoskim, hiszpańskim, portugalskim, polskim i słoweńskim.
  • Każdego miesiąca nasi czytelnicy odwiedzają ponad 50 milionów stron Aletei.
  • Prawie 4 miliony użytkowników śledzą nasze serwisy w social mediach.
  • W każdym miesiącu publikujemy średnio 2 450 artykułów oraz około 40 wideo.
  • Cała ta praca jest wykonywana przez 60 osób pracujących w pełnym wymiarze czasu na kilku kontynentach, a około 400 osób to nasi współpracownicy (autorzy, dziennikarze, tłumacze, fotografowie).

Jak zapewne się domyślacie, za tymi cyframi stoi ogromny wysiłek wielu ludzi. Potrzebujemy Twojego wsparcia, byśmy mogli kontynuować tę służbę w dziele ewangelizacji wobec każdego, niezależnie od tego, gdzie mieszka, kim jest i w jaki sposób jest w stanie nas wspomóc.

Wesprzyj nas nawet drobną kwotą kilku złotych - zajmie to tylko chwilę. Dziękujemy!

Modlitwa dnia
Dziś świętujemy...




Top 10
1
GRZEGORZ MARKOWSKI
Katarzyna Szkarpetowska
Grzegorz Markowski: „Gromnicę i wodę święconą mam i dziś, choć ró...
2
Maria Paola Daud
Jak Matka Boża zatrzymała lawę z wulkanu Etna
3
OJCIEC, SYN
Katarzyna Szkarpetowska
Mój syn otarł się o śmierć. „Prowadzi mnie Jezus” [wywiad]
4
Maria Paola Daud
Przed snem odmawiaj tę piękną modlitwę do Madonniny – Mateczki
5
SANKTUARIUM W GIDLACH
Anna Gębalska-Berekets
„Mała Częstochowa”. Tu Maryję nazywa się Uzdrowicielką chorych or...
6
Silvia Lucchetti
Ciężarna matka, u której zdiagnozowano raka, odmawia aborcji. Ona...
7
MARY SCULPTURE
Matthew Green
Ogromna rzeźba Maryi wyłoniła się z rzeki po 10 latach
Zobacz więcej
Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail