AI miała „odtworzyć” twarz Jezusa i Maryi. Wyszły karykatury, które do dziś wracają jak zły sen
W historii chrześcijaństwa nie brakowało prób wyobrażenia sobie, jak mogli wyglądać Jezus Chrystus i Maryja. Artyści, ikonografowie, badacze, a czasem po prostu ludzie z wielką wyobraźnią, przez wieki podejmowali ten temat na różne sposoby. Jedne przedstawienia weszły do kanonu sztuki sakralnej, inne szybko popadły w zapomnienie.
W ostatnich latach do tego długiego szeregu dołączyły także eksperymenty z wykorzystaniem sztucznej inteligencji. I tu zaczyna się część zdecydowanie mniej wzniosła.
W 2020 i 2021 roku świat obiegły obrazy, które miały być rzekomą „rekonstrukcją” wyglądu Jezusa Chrystusa i Maryi. Ich autorzy odwoływali się do nowoczesnych technologii, oprogramowania AI, badań nad Całunem Turyńskim, a nawet metod kojarzonych z rekonstrukcją sądową. Brzmiało poważnie. Problem w tym, że efekt końcowy dla wielu odbiorców okazał się nie tyle odkrywczy, ile po prostu groteskowy.
Twarz Chrystusa według AI
W 2020 roku holenderski artysta Bas Uterwijk przedstawił własną próbę rekonstrukcji twarzy Jezusa Chrystusa. Posłużył się programem Artbreeder, wykorzystującym sztuczną inteligencję do przetwarzania i łączenia danych wizualnych. Uterwijk używa tej technologii do tworzenia portretów postaci historycznych, a także do rekonstrukcji dawnych budynków. Jego celem jest uzyskanie obrazu możliwie realistycznego.
Sam autor nie ukrywał jednak, że nie tworzy rekonstrukcji naukowej. W rozmowie z brytyjskim „Daily Mail” zaznaczał, że swoje prace traktuje przede wszystkim jako interpretację artystyczną, a nie jako historycznie czy naukowo pewne przedstawienia. To ważne zastrzeżenie, bo w obiegu medialnym podobne obrazy bardzo szybko zaczynają żyć własnym życiem. Po kilku udostępnieniach „wizja artysty” zamienia się w nagłówek sugerujący: „tak naprawdę wyglądał Jezus”.
Równolegle do takich eksperymentów pojawiały się też próby odwołujące się do Całunu Turyńskiego. W 2018 roku włoski badacz Giulio Fanti, profesor pomiarów mechanicznych i termicznych na Uniwersytecie w Padwie, przedstawił trójwymiarową rekonstrukcję fizjonomii mężczyzny z Całunu. Była to kolejna próba przełożenia śladów z tajemniczej relikwii na obraz twarzy i sylwetki.
Wszystkie te projekty mają jednak jedną zasadniczą słabość: im bardziej próbuje się je sprzedać jako „prawdziwy wygląd Chrystusa”, tym bardziej widać, że mamy do czynienia z interpretacją, hipotezą albo technologicznym eksperymentem. Nie z objawieniem i nie z portretem wykonanym z natury.
A potem przyszła „rekonstrukcja” twarzy Maryi
W listopadzie 2021 roku brazylijski wykładowca akademicki i designer Átila Soares da Costa Filho zaprezentował wyniki kilkumiesięcznej pracy, której celem miało być odtworzenie twarzy Maryi. W projekcie wykorzystano technologię obrazu, sztuczną inteligencję oraz dane pochodzące z badań nad mężczyzną z Całunu Turyńskiego.
Átila wyjaśniał, że szczególnie inspirował się pracami amerykańskiego designera Roya Downinga, który wcześniej używał zaawansowanych technologii sądowych do odtworzenia twarzy mężczyzny z Całunu. Brazylijski autor potraktował tę twarz jako punkt wyjścia, a następnie przy pomocy oprogramowania AI i sieci neuronowych przeprowadził serię przekształceń. Chodziło między innymi o zmianę płci odtwarzanej postaci.
Później wprowadzano kolejne korekty za pomocą innych programów, a na końcu także ręczne poprawki artystyczne. Autor deklarował, że chciał oddać etniczną i antropologiczną fizjonomię kobiety z Palestyny sprzed dwóch tysięcy lat, nie niszcząc jednocześnie tego, co miała „uchwycić” sztuczna inteligencja.
W rezultacie powstał obraz przedstawiany jako twarz młodej Maryi.
Tyle że dla wielu odbiorców rezultat jest trudny do przyjęcia. Zamiast przybliżenia tajemnicy otrzymaliśmy coś, co wyglądało jak chłodna, cyfrowa przeróbka: twarz wygenerowaną, wygładzoną, pozbawioną duchowego ciężaru i piękna, które przez wieki próbowali oddać artyści chrześcijańscy. Próbowano nadać temu pozory naukowości, ale sam fakt użycia AI, Całunu i kilku poważnie brzmiących terminów nie czyni jeszcze z obrazu wiarygodnej rekonstrukcji.
Technologia to za mało
Największy problem z tymi projektami nie polega na tym, że ktoś eksperymentuje z narzędziami cyfrowymi. Problem zaczyna się wtedy, gdy efekt takiego eksperymentu zaczyna być przedstawiany niemal jak odkrycie: oto twarz Jezusa, oto twarz Maryi, oto wynik nowoczesnej nauki.
Tymczasem są to w najlepszym razie interpretacje. W gorszym — karykatury, które dzięki medialnemu obiegowi wracają co jakiś czas i znów straszą w internecie jako rzekome „najbardziej realistyczne” przedstawienia świętych postaci.
Nie pomagają też autorytety przywoływane wokół takich projektów. W przypadku rekonstrukcji Maryi wskazywano między innymi, że eksperyment został zaakceptowany przez Barriego M. Schwortza, fotografa historycznego projektu STURP i twórcę serwisu Shroud.com, jednego z najważniejszych źródeł informacji o Całunie Turyńskim. To jednak nadal nie zmienia podstawowego faktu: mamy do czynienia z obrazem powstałym przez szereg założeń, przekształceń, filtrów, decyzji estetycznych i ręcznych poprawek.
A więc nie z twarzą Maryi, lecz z wizją autora wspomaganą przez algorytm.
Cała ta historia jest dobrą przestrogą. Sztuczna inteligencja potrafi tworzyć obrazy efektowne, czasem sugestywne, czasem nawet intrygujące. Ale gdy dotyka spraw świętych, łatwo okazuje się bezradna. Może przetwarzać dane, mieszać twarze, wygładzać rysy i dopisywać realizm tam, gdzie go nie ma. Nie potrafi jednak uchwycić tajemnicy.
Dlatego te cyfrowe „rekonstrukcje” Jezusa i Maryi nie stały się przełomem. Stały się raczej internetowym dziwadłem: czymś, co raz na jakiś czas wypływa z odmętów sieci, udając naukę, choć wygląda jak ostrzeżenie przed tym, co się dzieje, gdy algorytm próbuje zastąpić ikonę.









