Aleteia logoAleteia logoAleteia
czwartek 18/08/2022 |
Bł. Sancji Szymkowiak
Aleteia logo
Kultura
separateurCreated with Sketch.

„Ukraina to moja ojczyzna. A Polska jest bardzo dobrą macochą”. Rozmawiamy z artystką Susanną Jary

Susanna-Jara_foto-Krzysztof-Nowak-2.jpg

Susanna-Jara_foto-Krzysztof-Nowak-2.jpg

Beata Dązbłaż - 26.03.22

„Jestem polską Ukrainką… Ukraina to moja najważniejsza ojczyzna. Polska jest drugą, niezwykle ważną ojczyzną, tu spędziłam większość życia. Moja mama powiedziała, że Polska jest bardzo dobrą macochą” – mówi nam wokalistka Susanna Jara.

Z Susanną Jary rozmawiamy o muzyce na wojnie, sile ukraińskiej tradycji i kultury, oraz o dojrzewaniu do jej docenienia.

Beata Dązbłaż: Chciała pani iść na wojnę?

Susanna Jara*: Miałam taki zamiar jeszcze w 2014 r., ale zwyczajnie wtedy były mąż mi nie pozwolił. Teraz też chciałam, moi kuzyni walczą w Ukrainie, ale stwierdziłam, że to mogłoby być nieracjonalne. Oni mówią, że nie ma sensu, by osoby, które nie potrafią trzymać broni szły na wojnę, dlatego, że zgłosiło się bardzo wiele przeszkolonych osób. Amatorzy, nawet z najlepszymi chęciami, mogą zrobić jeszcze więcej bałaganu niż pomóc. Mogą być dla tych chłopaków dodatkowym obciążeniem. Stwierdziłam, że zrobię sobie odpowiednie przeszkolenie i jak będzie trzeba, to oczywiście pójdę.

Muzyka i wojna

Jako artystka może pani pomóc w inny sposób?

Przede wszystkim jak każdy człowiek mogę pomóc przez zbieranie różnych rzeczy i to robimy z mamą od samego początku. Natomiast jako artystka mogę organizować koncerty, a na nich zbiórki. 15 marca organizowałam w Krakowie taki koncert oraz wernisaż swoich prac. Zbieraliśmy na drony dla chłopaków. Kiedy kuzyn przekazał mi, że słuchają w okopach mojej muzyki, utwierdziło mnie to ostatecznie w przekonaniu, że robię w życiu to, co powinnam. Tym powinnam pomagać ludziom.

Co jest pani najbliższe w ukraińskiej kulturze i tradycji?

Pomyślałam od razu, że muzyka, ale mama wychowała nas w haftowanym i malowanym domu. Wszystkie piece w domu w Poczajowie wymalowała w huculskie geometryczne wzory. W Sanoku z kolei, kiedy przybyliśmy w 1992 roku po bardzo trudnych przejściach polityczno-religijnych, nigdy nie zabrakło haftowanych rzeczy. Bliski jest mi ubiór – koszule wyszywane, wyszywanki, hafty. On stanowi manifestację pochodzenia, przynależności do konkretnej kultury. Ale muzyka też, bez wątpienia. Mama wykłada aktualnie na Uniwersytecie Ludowym w Woli Sękowej. Mnie, co ciekawe, haftować uczyła kuzynka.

„Jestem polską Ukrainką”

Ma pani w swoim stroju takie elementy? Lubi pani sama tak się ubierać?

Teraz już tak, jestem świadoma pewnych rzeczy. Jak byłam młodsza, to było trudne. Miałam trudność z tym, że moja mama nie wygląda jak wszystkie mamy. Również dlatego, że na początku lat 90., kiedy przyjechaliśmy do Polski, nie było tu łatwo z odbiorem tego, co wschodnie. Później do tego dojrzałam. Każdy człowiek ma różne etapy na swojej drodze. Uważam, że całe życie jest procesem, który ma nas doprowadzić do godnej śmierci z poczuciem spokoju i spełnienia z czystym sumieniem. W tym momencie to dla mnie bardzo ważne. To mama wpoiła we mnie te wszystkie wyszywanki, materialne piękno i bogactwo ukraińskie. Zawsze na koncercie mam taki element, nawet jak grywam z innymi zespołami. Chcę w ten sposób zaznaczyć, że jestem Ukrainką. Nawet jako wokalistka słowackiego zespołu Hrdza tak się ubieram.

Czuje się pani bardziej Ukrainką czy Polką? Przeprowadziła się pani z Ukrainy do Polski mając 8 lat, musi pani pamiętać dzieciństwo tam.

Tak, oczywiście, pamiętam bardzo wiele. Jestem polską Ukrainką… Zupełnie poważnie to czuję się Ukrainką. Ukraina to moja najważniejsza ojczyzna. Natomiast Polska jest moją drugą, niezwykle ważną ojczyzną, dlatego, że tutaj spędziłam większość mojego życia. Moja mama powiedziała kiedyś, że Polska jest bardzo dobrą macochą – i ja to powtórzę. Jest jeszcze Słowacja, która jest dla mnie jak bardzo dobra przyjaciółka, oczywiście za sprawą cudownych osób, przyjaciół, których mam w Słowacji. Ostatnio po koncercie dla Ukrainy w Preszowie usłyszałam: „Susanna, Ty sy tu doma!”. To była prawda i miód na moje uszy.

„To nie ja wybrałam muzykę, ale ona mnie”

Jakby pani określiła swoją twórczość? To nie tylko muzyka, ale też malarstwo?

Najważniejsza dla mnie jest muzyka. Mówię, że to nie ją wybrałam, ale ona mnie. Po części to mama zadecydowała, bo wszystkie dzieci wysłała do szkół muzycznych. Jakbyśmy się nie bronili, musieliśmy edukować się w tym kierunku. Nigdy nie myślałam, że mogłabym robić coś innego. Później jak byłam starsza, miałam różne pomysły, by być np. chirurgiem. W pandemii zrobiłam kurs opiekuna medycznego, by nie marnotrawić czasu. Zawsze miałam łatwość w opiekowaniu się starszymi ludźmi. Mniej po drodze było mi z dziećmi, jednak po tym kursie doszłam do wniosku, że trzeba zrobić wszystko dla dzieci, by nie musiały trafiać potem do domów pomocy społecznej. Jednak to muzyka sprawia, że jestem na swoim miejscu.

Jeśli chodzi o malowanie, malowałam od dziecka. Nawet przez rok byłam na edukacji plastycznej w Sanoku, uczęszczałam na Uniwersytet Ludowy we Wzdowie. Malowanie było jednak bardziej zabawą, przestrzenią dla siebie. Traktuję je jako amatorską zabawę. W zeszłym roku mama zorganizowała mi w Ustrzykach pierwszą wystawę i to mnie jakoś natchnęło. Maluję anioły, damy, szeroko pojętą abstrakcję, uwielbiam przyrodę, drzewa, korzenie. Nie chciałabym nawet tego jakoś określać, niech robią to fachowcy. Ja po prostu „paćkam” sobie farby.

W muzyce inspiruje się pani też polskimi tradycjami ludowymi.

Parę lat temu stworzyliśmy projekt z pieśniami kurpiowskimi Karola Szymanowskiego. Zaproszono mnie do zrobienia recitalu na Festiwalu Opera Rara w Krakowie, gdzie miałam wykonać Księżniczkę z baśni Szymanowskiego. To tylko kilka pieśni, więc pomyśleliśmy, że warto by było zrobić jeszcze pieśni kurpiowskie. Tak zrobiliśmy i z czasem zaczęły one górować nad Księżniczką z baśni.

Jestem niezwykle wdzięczna Janowi Tomaszowi Adamusowi za odważny krok, by zaprosić na festiwal operowy nie-operową śpiewaczkę. Jestem wdzięczna byłemu mężowi, który nie pozwolił mi odpuścić, bo jak usłyszałam Księżniczkę, to doszłam do wniosku, że tego nie dźwignę. Najbardziej zaś jestem wdzięczna Markowi Szlezerowi, wybitnemu polskiemu pianiście, który wykazał się ogromem cierpliwości i wyrozumiałości dla mnie i ani razu nie dał mi odczuć, że nie jestem ze świata opery. W naszym opracowaniu pozwoliłam sobie na wędrówki oktawowe. Partie męskie zaśpiewałam oktawę niżej, głosem bardziej ludowym, a partie żeńskie zostawiłam w wysokim rejestrze. Pochwalę się bez wstydu – przywróciliśmy pieśniom ich „korzeń”, sprowadziliśmy je do domu, zachowując przy tym mistrzowskie partie Szymanowskiego.

Potem zrealizowałam jeszcze projekt, w którym te pieśni kurpiowskie wraz z artystą T Dot Est ubrałam w formę elektroniczną. Z didżejem, którego bardzo szanuję, w zeszłym roku wyprodukowaliśmy cztery pieśni kurpiowskie, na swoją kolej czekają kolejne. W ten sposób powstało osiem bardzo ciekawych utworów.

W planach mam wydanie tryptyku, czyli pieśni kurpiowskich Szymanowskiego w trzech wersjach: duet (głos, fortepian), elektroniczne wersje pieśni. Trzecią część będą stanowiły moje szkice, czyli tylko wykonanie w wielogłosie.

*Susanna Jara – wokalistka, aranżerka i kompozytorka oraz autorka tekstów. Urodziła się w Poczajowie w Ukrainie, od 1992 r. mieszka w Polsce, córka Marianny Jary. Jej muzyczne doświadczenie sięga chórów cerkiewnych, folkloru, folku, muzyki klasycznej po jazz, muzykę teatralną, estradową i współczesną. Śpiewa i tworzy w językach: cerkiewnosłowiańskim, ukraińskim, łemkowskim/rusińskim, polskim, rosyjskim i angielskim. Wykonuje też pieśni po słowacku. W 2013 r. wydała debiutancki album „Wesna, wesnoju”, na którym znalazły się autorskie pieśni oraz ludowe pieśni z Karpat w oryginalnych, autorskich, wielogłosowych aranżacjach oraz wzięła udział w wydaniu płyty z pieśniami łemkowskiego poety i kompozytora Petra Murianki. Wydała jeszcze trzy płyty. Jest także malarką (TU można zobaczyć jej prace). Od 2016 współpracuje ze Słowackim zespołem Hrdza z Preszowa.

Tags:
muzykasztukaUkrainawojna
Wesprzyj Aleteię!

Jeśli czytasz ten artykuł, to właśnie dlatego, że tysiące takich jak Ty wsparło nas swoją modlitwą i ofiarą. Hojność naszych czytelników umożliwia stałe prowadzenie tego ewangelizacyjnego dzieła. Poniżej znajdziesz kilka ważnych danych:

  • 20 milionów czytelników korzysta z portalu Aleteia każdego miesiąca na całym świecie.
  • Aleteia ukazuje się w siedmiu językach: angielskim, francuskim, włoskim, hiszpańskim, portugalskim, polskim i słoweńskim.
  • Każdego miesiąca nasi czytelnicy odwiedzają ponad 50 milionów stron Aletei.
  • Prawie 4 miliony użytkowników śledzą nasze serwisy w social mediach.
  • W każdym miesiącu publikujemy średnio 2 450 artykułów oraz około 40 wideo.
  • Cała ta praca jest wykonywana przez 60 osób pracujących w pełnym wymiarze czasu na kilku kontynentach, a około 400 osób to nasi współpracownicy (autorzy, dziennikarze, tłumacze, fotografowie).

Jak zapewne się domyślacie, za tymi cyframi stoi ogromny wysiłek wielu ludzi. Potrzebujemy Twojego wsparcia, byśmy mogli kontynuować tę służbę w dziele ewangelizacji wobec każdego, niezależnie od tego, gdzie mieszka, kim jest i w jaki sposób jest w stanie nas wspomóc.

Wesprzyj nas nawet drobną kwotą kilku złotych - zajmie to tylko chwilę. Dziękujemy!

Modlitwa dnia
Dziś świętujemy...





Tu możesz poprosić zakonników o modlitwę. Wyślij swoją intencję!


Top 10
Zobacz więcej
Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail